poniedziałek, 16 maja 2011

"Anioły muszą odejść" - Konrad T. Lewandowski

Uwielbiam "Mistrza i Małgorzatę". Sądzę, że od tego stwierdzenia powinnam wyjść w dzisiejszej recenzji, ponieważ na okładce "Anioły muszą odejść" jest wyraźnie napisane: Warszawska odpowiedź na "Mistrza i Małgorzatę". Więc z miejsca się skusiłam, zaczęłam się zastanawiać i szukać tego Bułhakowa w treści...

Lubię, gdy pisarze się ze mnie naśmiewają. I przeważnie są to polscy fantaści, inni sobie nie radzą z wyzwaniem, jakie im stawiam. No i tutaj mamy takiego jednego, który uznał, że napisze sobie książkę, ponieważ zdenerwował go taki jeden ksiądz, który uznał, że Powstanie Warszawskie nie wypaliło, ponieważ Matka Boska obraziła się na Warszawiaków za to, że za mało ją czcili. I jak to powiedział Lewandowski "Doszedłem do wniosku, że coś takiego mógł powiedzieć tylko człowiek opętany przez demona". I chyba tak bardzo mu się spodobał ten pomysł, że postanowił napisać o tym książkę. I to się ceni! (Przynajmniej u mnie).

Akcja "Aniołów..." rozgrywa się w XXI wiecznej Warszawie. Na cmentarzu poznajemy cztery anioły. Interesujące anioły, ponieważ dwoje z nich za życia było ateistami (jeden to nawet ateistą pozostał, będąc już aniołem), anielica była niemal prostytutką, a taki jeden to nawet zasługiwał na bycie aniołem, chociaż może lepiej by było, gdyby się odzwyczaił od bycia husarem... I właśnie ta czwórka musi zapobiec chaosowi, jaki postanowiły zgotować dwie spalone na stosie w XVI wieku kobiety, obecnie demonice. Oczywiście miłość. Miłość naprawi wszystko. Z radością wskoczyłam na tę karuzelę i chociaż w głowie się pokręciło, wsiadłabym od razu jeszcze raz. Niestety na dzisiaj wesołe miasteczko zamykają.

Ciekawe jest to, co tak bardzo spodobało mi się w tej książce. Powiedziałabym, że wszystko. Ale to nie do końca tak, ponieważ są różne stopnie natężenia. Oczywiście warto zająć się na początku tymi niezwykłymi aniołami, które nie klepały zdrowasiek za życia, tylko były normalnymi, nieidealnymi ludźmi, jak to sobie pewnie co poniektórzy wyobrażają. Nie trzeba wierzyć w Boga, by być aniołem. Jak to jeden z nich, główny narrator (bo jest ich kilku) określa: "Naczelny nie jest małostkowy" (str. 28). Parę stron wcześniej dodaje również, że ma poczucie humoru. I to właśnie widać w tej książce. I mniejsza z tym, jaki Bóg jest naprawdę, o ile jest. Tutaj mamy wizję Lewandowskiego, z którą w pełni się zgadzam, a właściwie zgadzałabym się, gdybym była wierząca. Jednak akceptuję ją w całości. Właśnie ta wizja jest również świetna i nietuzinkowa. Bo mało kto traktuje Boga jako osobę zabawną. Zaraz wtedy lecą zarzuty o herezję i inne takie. A fakt, że Bóg pozwala egzorcyzmować anioły, szaleć demonom zemsty i robi z ateistów anioły? To już przechodzi ludzkie pojęcie. A ja lubię, gdy coś przechodzi ludzkie pojęcie, więc po raz kolejny się zachwycam, że ktoś nie boi się opinii publicznej i pisze to, co chce.

Ale nie tylko postacie są tutaj świetne i ogólny rys fabularny. Spodobało mi się też łączenie ze sobą wydarzeń historycznych odległych od siebie w czasie i przestrzeni za pomocą fabuły. Pokazywanie głupoty prostego ludu, bezsensu kościoła i wszechobecnej obecności bytów nadprzyrodzonych, których nie widać, ale są i oddziałują na ludzi. I mogę sobie nie wierzyć, ale po tej książce byłabym skłonna uklęknąć i zacząć się modlić! Nie wiem, w czym to tkwi, ale oprócz tego, co przez bardzo religijną moherową babcię zostałoby uznane za herezję (czyli zdecydowana większość treści), ta książka propaguje Boga (bo na religię w tym wypadku nie powinno się rozdrabniać) i wiarę. Jest tak świetnie skonstruowana, tak świetnie napisana i tak świetnie stworzone niemalże wszystko, że ja... no, nie potrafię powiedzieć, że jest kiepska. Widać, że dopracowana, że autor wie, o czym mówi. A nie jest nudna. Nie jest teologicznym mamrotaniem, teologia jest zgrabnie w nią wpleciona do pary z filozofią. I to sprawia, że... brakuje mi słów. Szczególnie, że ironia polskich fantastów jest tak doskonała i tym głębiej oddziałuje na czytelnika. Dlatego, jeśli ktoś nagle ogłosi, że w Warszawie nastąpi Zniebazstąpienie, nie zdziwię się.

Książka ta staje obok "Trucicielki" i "Zawsze przy mnie stój" w rankingu najlepszych przeczytanych w tym roku książek. Co ciekawe, każda z nich ma coś wspólnego z religią. Muszę jeszcze raz przemyśleć bardzo poważnie mój światopogląd.

A co do tego "Mistrza i Małgorzaty" - nie zobaczyłam go tam wiele wraz z jego ideologią, chociaż jest w idealnej ilości. Ale pewnie gdyby nie on, nie przeczytałabym tej książki, dlatego dziękuję wydawcy za umieszczenie tej informacji, ponieważ zakochałam się w "Aniołach...". Dziękuję wydawcy również za udostępnienie mi egzemplarza.

Wam zaś polecam. Bo to prześwietna książka.

15 komentarzy:

  1. Jaka pozytywna recenzja! Czuję Twój entuzjazm :D. Koniecznie muszę ją przeczytać. Już uwielbiam te Anioły, wystarczył Twój opis :)). Co się tyczy II części Bishop to oczywiście Ci pożyczę :). Wsadzę do niej również ze dwie Twoje. Miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Zawsze przy mnie stój"to również moja ulubiona książka,po Twojej pozytywnej recenzji "Anioły muszą odejść" nabrałam chęci na przeczytanie tej książki.Widzę,że zawiera też trochę humoru,takie lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. zdecydowanie coś dla mnie :)
    postaram się upolować powieść w bibliotece, a jak nie to sprawię sobie prezencik na 'Dzień dziecka'..

    skasowałam mój prywatny blog.. ktoś 'życzliwy' wysłała J. jakieś fragmenty i wszystko się popsuło.. zresztą ludzie i tak mieli przedni ubaw z mojego dupiatego życia, czy raczej wegetacji.. już nie będą mieli okazji na dobrą zabawę moim kosztem.. wracam do pisania 'papierowego', ale marudzić o książkach będę.. dopóki nikt mi tam nie wlezie i nie zacznie po mnie jeździć..

    pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wyczułam z twojego opisu, że książka napisana troszkę jakby z przymrużeniem oka, odnośnie aniołów. Przeważnie mamy zupełnie inny ich wizerunek a tu możemy ulec całkowitemu zaskoczeniu. Zaciekawiłaś mnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. C.S., dziękuję. A "Anioły" mogę Ci pożyczyć, tylko muszę kupić większą kopertę xD. A pożyczyłabyś mi jeszcze "Bezduszną"? Wieeem, nudzę...

    Evito, cieszę się, że do czegoś Cię zachęciłam, co również Ci się spodobało :). "Anioły" są specyficzne, ale faktycznie humor w sobie zawierają.

    Panno Indyviduum, co za ludzie! Nie wyobrażam sobie, jak tak można. Nie mam słów... Wypatroszyłabym chętnie, wiesz? Rozumiem niechęć i inne takie, ale ja, jeśli nie miałabym naprawdę poważnego powodu natury niechęci do kogoś, mającej jakieś podstawy, nie zrobiłabym czegoś takiego.

    Cyrysiu, troszkę z przymrużeniem oka, ale z drugiej strony bardzo poważnie. Książka jest nietypowa i warta przeczytania :). Mam nadzieję, że Ci się spodoba, jeśli zdecydujesz się ją przeczytać :).

    OdpowiedzUsuń
  6. Szczerze mówiąc to mnie "Mistrz i Małgorzata" nie zachwyciła. Są dobre momenty, ale książka jako całość mi sie nie podobała.
    O Lewandowskim pierwszy raz usłyszałam przed chwilą właśnie u Ciebie i warto jest mu się bliżej przyjrzeć ;)
    Spotkałam się z fanatyką zaprzeczającą istnieniu Boga, ale z taką która w jakiś sposób wręcz zachęca do wiary - nigdy ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj, ale mnie zachęciłaś. Sam początek i porównanie z Mistrzem i Małgorzatą, bo jestem ogromną miłośniczką Bułhakowa i magicznego realizmu. To po pierwsze. Po drugie te przeplatające się wydarzenia z historii i teraźniejszości. Po trzecie nienarzucone (co ważne) poglądy religijne. Po czwarte... nie mogę się doczekać!
    A recenzja bardzo pozytywna co skłania do natychmiastowego sięgnięcia po książkę!
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przyjemnostki, na temat MiM wypowiadać się nie będę, bo po prostu nie rozumiem, ale szanuję :). Czytałam po lekturze książki o Lewandowskim i w sumie to do niego pasuje - iść pod prąd :). Niezwykła książka, niewątpliwie :).

    Alu, a po piąte lecisz do księgarni? :D. Ja wciąż polecam, zdania nie zmieniłam ^^.

    OdpowiedzUsuń
  9. widząc tą książkę w księgarni raczej bym jej nie kupiał, ale zachęca mnie ta wzmianka o Mistrzu i Małgorzacie, którą po prostu uwielbiam dlatego chętnie przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja także, tak jak Magda, nie kupiłabym tej książki, gdybym ją ot tak sobie w księgarni ujrzała. Ale po Twojej recenzji, a szczególnie, po tym łączeniu odległych od siebie wydarzeń historycznych, być może zdecyduję się na jej przeczytanie. Jednak na moją bibliotekę nie mam co liczyć. Ale może kiedyś uda się dostać w antykwariacie, do którego regularnie zaglądam.

    OdpowiedzUsuń
  11. No, no, no... Bardzo lubię Lewandowskiego, ale do tej pory czytałam tylko kryminały. W dobie tzw. zmierzchów (to pojęcie się mocno utarło :P) i opowiastek o aniołach i ich nastoletniej miłości... MUSZĘ zdobyć tę książkę! ]:->

    OdpowiedzUsuń
  12. Libraio, przepraszam, literówka, definitywnie niezamierzona :). Już poprawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. O Lewandowskim słyszałam jako o autorze kryminałów i to takie niepochlebne opinie. Mistrza i Małgorzatę uwielbiam. Zatem chyba sama muszę wyrobić sobie zdanie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja nigdy o Lewandowskim nie słyszałam, może inaczej - nie interesowałam się... Aż do chwili kiedy owa książka mnie po prostu wciagnęła:) Zaciekawiła mnie opinia samego autora - a potem sama treść książki. W zupełności zgadzam się z Twoją recenzją - i jak widzę- o relgii masz zdanie podobne... Mimo wszystko - w prawie 100% zgadzam się z tym co napisałaś.
    Sama też zachęcam do jej przeczytania-ta książka ma w sobie o wiele więcej niż sam suchy teskt :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń