sobota, 21 maja 2011

"Po deszczu przy księżycu" - Akinari Ueda

Książka ta jest zbiorem japońskich opowiadań grozy. Dlatego nie będzie dziwne, gdy spotkamy tutaj duchy, upiory, bogowie i magia. Wszystko to oczywiście bazuje na japońskich (i chińskich) wierzeniach.

Ciężko mi powiedzieć, co jest najciekawsze w tym zbiorze. Bo o ile same historyjki są dość banalne, przewidywalne i moralizujące, to jest to skarbnica wiedzy na temat osiemnastowiecznej (oraz wcześniejszej) Japonii, język jest naprawdę ładny i plastyczny, a książka wciąga. Już wcześniej niektórym osobom się skarżyłam, że Wiesław Kotański, który popełnił tłumaczenie książki, powinien umieścić przypisy (których naprawdę jest ogromna ilość!) pod tekstem, a nie na końcu każdego opowiadania. Niestety byłoby to naprawdę ciężko czytać, w związku z czym ja najpierw czytałam opowiadanie, następnie przypisy do niego, z czego często wynikało, że czytałam dwie różne historie. Ale przez to łatwiej było mi ogarnąć całą treść.

I chociaż narzekałam na ten układ, doszłam do wniosku, że jest on całkiem dobry. A gdyby całkiem pominąć przypisy, straciłabym wiele. Straciłabym analizę stosunków społecznych, opisanie każdego zjawiska japońskiej kultury, które Ueda zamieścił w swoich opowiadaniach (a było tego naprawdę mnóstwo). Przy okazji mogłam się sprawdzić, na ile jestem w stanie sama to wszystko zauważyć i, ku połechtaniu mej miłości osobistej, wynik okazał się całkiem niezły. Kotański wykonał naprawdę świetną pracę i uświadomił mi, jak ciężko tłumaczyć książki związane z kulturą orientalną.

Zaś książka sama w sobie (abstrahując od przypisów) jest przyjemna, w rzeczywistości nieskomplikowana, jeśli posiada się jakąś elementarną wiedzę na temat Japonii i fascynująca ze względu na mnogość paranormalnych postaci. Dodatkowo sam Ueda nie jest w pełni autorem tych historii, ponieważ są to w większości opowiadania chińskie, przetłumaczone i przekształcone przez niego. Ale, żeby nie było, że autor plagiatuje, w Japonii uważa(ło?) się, że wplecenie dużej ilości cudzych treści do własnego tekstu uchodzi za przejaw elokwencji i przez to jest o wiele lepiej i ciekawiej, szczególnie dla osób wykształconych, które mogły to wyłapać. Byłam tym faktem zdziwiona, ale jednocześnie bardzo mi się spodobał.

Polecam tę książkę, bezwzględnie miłośnikom Japonii, względnie innym. Podejrzewam, że nie każdy ją doceni, ale myślę, że naprawdę warto po nią sięgnąć. Najchętniej bym ją sobie kupiła, ale ku mojemu rozczarowaniu nie ma jej nigdzie, wyłączając biblioteki.

12 komentarzy:

  1. Ale mnie zachęciłaś:))). Z przyjemnością sięgnę:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapowiada się naprawdę ciekawie. O Japonii nie wiem zbyt dużo, ale już jakiś czas temu postanowiłam bardziej zagłębić się w historię i kulturę tego niezwykłego kraju. Szkoda tylko, że książka jest tak mało dostępna, bo obawiam się, że moja biblioteka jej nie posiada...
    Pozdrawiam ciepło ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Alu, w poznaniu historii ta książka również Ci pomoże, ponieważ jest w niej bardzo dużo odniesień, z którymi dzielnie rozprawia się Wiesław Kotański, by osoby tak niedouczone jak ja poradziły sobie :). Ona jest cudowna, sprawdź w bibliotece, może będzie... Trzymam kciuki :).

    OdpowiedzUsuń
  4. To jest nasza dzisiejsza wygoda, żeby przypisy były pod tekstem, ale kiedyś bardzo rzadko wydawano tak książki z literatury pięknej. Nie wiem, czy znasz wydania z BN (Biblioteki Narodowej)? Tam niejednokrotnie bywa tak, że tekst literacki zajmuje dwa-trzy wersy, a reszta to przypisy "pod tekstem" ; ) Nie wiem, co lepsze xD
    Mały format "Po deszczu..." sprawia, że mimo wszystko mnie wygodniej było spoglądać na koniec każdego opowiadania (od czego dwie zakładki xD).

    A czemu "Po deszczu..." wydawać się może "nieskomplikowane", "przewidywalne", "banalne" czy mało straszne dla współczesnego czytelnika? Bo my jesteśmy przyzwyczajeni do takich horrorów, gdzie krew się leje strumieniami, gdzie potwory i upiory biegają co kilka stron (albo co kilka kadrów - w zależności od tego, czy czytamy, czy oglądamy), ba! straszą nas japońskie filmy grozy (a mało kto zdaje sobie sprawę, że nie byłoby ich bez "Kwaidana" ; )). Tymczasem weźmy Edgara Allana Poego czy "Kwaidan" Hearnowski. I jak to wygląda w zestawieniu z bardzo współczesnymi tworami?

    Pozdrawiam wiosennie!^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmm, raczej mało miałem do czynienia z kulturą japońską, więc może bym to kiedyś nadrobił, np. tą książką :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak tylko znajdę więcej czasu to przeczytam kolejne części "Wiedźmina". Mam nadzieję, że się nie zawiodę. Wszyscy mnie zachęcają, ale ja zaczęłam się bać, że mi się akurat nie spodoba. ;)

    Co do Twojej recenzji... Właśnie sobie uświadomiłam, że nie miałam jeszcze do czynienia z literaturą japońską. Stwierdzam, że muszę to zmienić. Mam nadzieję, że znajdę tę książkę w bibliotece. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurczę, nie wiem, ale chyba to kiedyś czytałam... Dawno. Czytałam jakieś opowiadania japońskie - były genialne, ale nie wiem, czy to te :P

    Muszę to sprawdzić w katalogu biblioteki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Typowe wydanie popularnonaukowe, skoro przypisów sporo - odzywa się skrzywienie zawodowe u mnie :)) Lubię japońskie klimaty, więc chętnie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo chętnie zagłębiam się w wierzenia i kulturę innych ludów, narodów. Każda taka wycieczka obfitująca jest w nowe wiadomości, otwiera człowieka bardziej na to, co wcześniej wydawało się obce i niezrozumiałe, a przy okazji w jakiś sposób uczy tolerancji- tak przynajmniej być powinno. Moim źródłem wiedzy o różnych kulturach na ogół są mitologie, książek typu "Po deszczu przy księżycu" raczej unikam, choć zaciekawiła mnie do tego stopnia, iż porozglądam się za nią :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Już wiem po jaką pierwszą pozycję sięgnę, szykując się do japońskiego wyzwania, dzięki Ci!

    OdpowiedzUsuń
  11. Z chęcią sama bym tą książkę przeczytała *____*

    OdpowiedzUsuń
  12. i znów kolejny tom do przeczytania. zaczynam się obawiać, że mi na to wszystko życia nie starczy!

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń