poniedziałek, 30 maja 2011

"Pigmej" - Chuck Palahniuk

Ja nie rozumiem, dlaczego najlepiej myśli mi się w wannie. Po przeczytaniu każdej książki - a przed napisaniem recenzji - powinnam wziąć kąpiel, żeby móc tam ułożyć swoje myśli. Tym razem doszłam do wniosku, że Chuck Palahniuk jest pisarzem na wskroś amerykańskim. W jego pisarstwie widzę tę iskrę amerykańskości, której nie dostrzegam u żadnego innego autora, no może w ramach wyjątku u Trumana Capote, ale tutaj mówimy o innym umiejscowieniu w czasie. Capote kojarzy mi się z czasami prohibicji, a Palahniuk z latami 90'. Co ciekawe - oboje są (a raczej w przypadku Trumana powinnam użyć czasu przeszłego) homoseksualistami. Może to podświadomie ich łączy? Może to właśnie mi się podoba?

"Pigmej" jest satyrą na społeczeństwo amerykańskie. Tytułowym Pigmejem jest tajny agent w wieku lat trzynastu, pochodzący z kraju o reżimie totalitarnym (przypadkiem okazało się, że na okładce jest to ujęte bardzo podobnie).  W ramach wymiany międzynarodowej trafia do amerykańskiej Rodziny Goszczącej. Właśnie tam, wraz z innym agentami, dążą do przeprowadzenia operacji "Chaos", która zniszczy konsumpcjonizm i konsumpcyjne, niemoralne społeczeństwo amerykańskie. Jak się dowiedziałam, Chuck Palahniuk często w swoich książkach potępia konsumpcjonizm, co w tym przypadku zostało akurat świetnie ujęte, poparte ideologiami takiego Stalina, Hitlera, Trockiego, Marksa oraz innych, których słowa są przytaczane w "Pigmeju". Co ciekawe - nasi tajni agenci nie są przystosowani do życia w Ameryce, popełniają głupie błędy, a Amerykanie tych błędów nie rozumieją, ale akceptują. I chociaż niebezpieczeństwo jest coraz bliżej, a oni mogą je bez problemu zauważyć, wolą być zaślepieni. Wady i dziwactwa są tutaj groteskowo wyolbrzymione (pomaga w tym styl, w jakim książka jest napisana, głównie z jego powodu jestem ciekawa innych książek autora, ponieważ chcę wiedzieć, czy jest to powtarzalne, czy też jednorazowe).

Szczególnie mnie cieszy, że "Pigmej" zdecydowanie nie jest utworem dla osób delikatnych. Momentami bywa brutalny, niesmaczy, obrzydza. A z drugiej strony fascynuje swoją formą. Może wywoływać głośny sprzeciw, ale jednocześnie nie można się z nim nie zgodzić. Wszystko zależy od punktu widzenia. Autor daje nam możliwość samemu zadecydowania, co o tym myśleć, a pisarze przeważnie starają się delikatnie zasugerować czytelnikowi, jak ich utwór powinien być odbierany - tutaj tego nie zauważyłam. "Pigmej" ma w sobie coś wyjątkowego, niepowtarzalnego, zaskakującego. I bawi. Specyficznie, cynicznie, ponuro. To chyba najlepsze określenie czarnego humoru. Nie wiem jak inni, ale ja go tutaj bezwarunkowo widzę.

Oficjalnie uznaję Chucka Palahniuka za moje literackie odkrycie. "Pigmej" ma w sobie coś, co mocno cenię, a czego nie potrafię zwerbalizować. Jest książką tak interesującą, że bardzo się cieszę z możliwości przeczytania jej. Osobiście ją polecam, chociaż wiem, że w jej przypadku każdy powinien się zastanowić, czego od niej oczekuje i czy na pewno jest to typ literatury dla niego. Bezpardonowe opisy i określenia mogą niektórych z miejsca odrzucić. Mnie nie odrzucają. Wręcz do siebie przyciągają. Chyba na tym polega szukanie prawdy w literaturze, bo po przeczytaniu tej książki mam wrażenie, jakby już żadne fantasy nie było w stanie mnie poruszyć. Na szczęście wiem, że tak nie jest.
Za każdym razem kiedy coś napisze, myślę, że to najbardziej obraźliwa rzecz jaką kiedykolwiek napisałem.(...) Jednak nie, zawsze siebie zaskakuję
 Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu

9 komentarzy:

  1. Koniecznie muszę przeczytać, ponieważ uwielbiam Palahniuka:). Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaintrygowałaś mnie, spodobała mi się twa opinia. Skoro książka nie jest dla osób delikatnych , więc sie pisze na nią , bo lubię mocniejsze klimaty.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ty wiesz, że ja cały czas, ilekroć widziałam tą książkę, byłam przekonana, że napisał ją Orhan Pamuk? Dziwiła mnie nieco okładka, ale ok. I nagle w środku Twojej recenzji dostałam oświecenia :D. Nie mogę. Niedługo swoje własne nazwisko przekręcę. A książka raczej chyba nie dla mnie, ale jeśli się na nią napatoczę, to przyjrzę się jej bliżej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę sobie jednak sprawić wannę. Prysznic to nie to samo:) Książę czytałem, nie porywa ale też nie jest stratą czasu. Mogę polecić:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kasandro, ja go dopiero poznałam, ale już go lubię i chętnie przeczytam coś więcej :).

    Cyrysiu, mam nadzieję, że Cię usatysfakcjonuje :).

    C.S., Pamuk? Jeszcze tego by mi brakowało xD. Ciężko mi powiedzieć, czy coś mogłoby Ci się w niej spodobać. Ale podejrzewam, że raczej nie :).

    Dr. Kohutku, prysznic też jest dobry :). Mi w sumie wystarcza sam kontakt z wodą, ale jednak wolę wannę. Albo rzekę. Jezioro. Basen. Cokolwiek, gdzie można się położyć. Mnie jednak ta książka porwała, chociaż może nie tak całkiem do końca, bo całkowitym zakochaniem mojej reakcji nazwać nie mogę. Ale może kolejna Palahniuka?

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakoś nie czuję żeby to była książka dla mnie, zwłaszcza to "obrzydzenie" mnie odstrasza.

    OdpowiedzUsuń
  7. Muszę przeczytać! A skoro autor jest gejem, to już zdecydowanie muszę! :D
    A znasz Johna Irvinga? Ten to dopiero jest amerykański!

    OdpowiedzUsuń
  8. Dosiaku, na szczęście jest wiele książek, które nie mają w sobie pierwiastka obrzydzającego :). Może jakaś inna Palahniuka Cię zainteresuje?

    De merteuil, fajna kategoryzacja - jest gejem, muszę! xD. Z czego się to wzięło? Chociaż ja w sumie też bym tak powiedziała, ale póki co interesuje mnie Twoja historia ^^. Irvinga nie znam, ale chciałabym poznać. A co, też jest gejem? xD. Rozśmieszyłaś mnie :D.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ach, dużo by opowiadać. :P Taki mój mały fetysz. :D :D :D A co do pisarzy... Znasz jakiegoś pisarza - geja, którego książka nie byłaby dobra? Ja nie!
    Irving nie był gejem. Niestety. Ale był amerykański, że w mordę strzelił. A w zasadzie jest, bo on ciągle żyje, a my go biednego uśmierciłyśmy! :D Polecam Ci szczególnie "Świat według Garpa" - kocham tę książkę!

    OdpowiedzUsuń