sobota, 28 maja 2011

"Lektor" - Bernhard Schlink

Film na podstawie tej książki to chyba jeden z najważniejszych obrazów roku 2008. Dużo później dowiedziałam się, że wcześniej była jakaś książka i z miejsca postanowiłam ją przeczytać. Niestety minęło sporo czasu, ale w końcu dopięłam swego.

Spodziewałam się, że "Lektor" to grubsza książka, ale nie, ma niecałe dwieście stron, co z początku wydało mi się abstrakcją (nawet sprawdziłam, czy stron ktoś nie wyrwał, naprawdę nie wierzyłam). Bo jak zmieścić treść, nawał treści, które są w filmie w takiej małej książeczce? Od razu mówię, że patrzyłam na nią poprzez pryzmat ekranizacji. I może dlatego mam o niej takie zdanie, a nie inne... Zresztą i na okładce znajdują się obrazy z filmu, jakby nie pozwalając mi się od tego uwolnić.

"Lektor" zawiera w sobie parę wątków trudnych - romans piętnastolatka i dorosłej kobiety; sprawę holocaustu; pojęcie sprawiedliwości oraz wstydu. Historia przedstawiona jest w postaci krótkich rozdziałów, w których ma się wrażenie, że są urwane. Oczywiście w końcu doszłam do wniosku, że to celowy zabieg i tak było najlepiej, ale wolę czytać książki, które są spójne. Ale znowu narrator sam przyznaje, że wszystkiego nie pamięta. A z drugiej strony nie wszystko jest ważne. Jednak widzę tutaj puste przestrzenie. I postać Hanny. Oczywiście ekranizacja nadała jej twarz, której nie potrafiłam wyrzucić z głowy. Sceny w książce były dla mnie kadrami z filmu. Nie było to dobre dlatego, że książkowa Hanna różni się trochę od tej filmowej. Ta ostatnia jest twarda, pewna siebie. Zaś w książce widziałam ją raczej jako dziewczynkę, która nigdy nie robiła tego, co chce i czuje mnóstwo ograniczeń, a gdy na jej drodze pojawi się problem, reaguje przerażeniem i agresją, ponieważ tak naprawdę nie zna innego sposobu, chociaż ją to boli. Te dwie Hanny mają u mnie tę samą twarz, ale nic poza tym. A i twarz czasem się zamazywała i najchętniej odebrałabym Kate Winslet tę rolę. Dlatego w końcu uznałam, że oddzielę film od książki. Bo tak będzie prościej. Film jest lepszy.

Największą zaletą powieści jest przedstawienie uczuć Michaela w związku z obozami, jego drogę do zrozumienia wszystkiego. Są sceny opisane niemal cudownie, ale inne potraktowane po macoszemu, niezadowalające. "Lektor" nie jest jednolity. I o ile uważam jego przekaz za ważny, to bardziej skłaniam się ku filmowi. Dlatego film polecam z całego serca, książkę tylko osobom zainteresowanym. Bo mnie nie zachwyciła. Jest dobra, jest w porządku, ale daleko jej do tego, czego oczekiwałam.

15 komentarzy:

  1. Mam książkę na priorytetowej liście i z pewnością przeczytam ją zanim obejrzę film. Mam nadzieję, że i jedno, i drugie pozytywnie mnie zaskoczy:))
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja miałam odwrotnie- książka bardzo mi się podobała, a film obejrzany później nie spełnił moich oczekiwań.

    Tu chyba decyduje kolejność i indywidualne nastawienie;))

    OdpowiedzUsuń
  3. wrażenia po filmie mam bardzo pozytywne, ale książki niestety nie miałam jeszcze okazji przeczytać, chociaż od dawna jest na mojej liście

    OdpowiedzUsuń
  4. No to ja już nie wiem kompletnie co mam zrobić. Przymierzać się do książki, czy filmu? :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam już kilka recenzji pozytywnych, więc zacznę od książki. Film na razie omijam szerokim łukiem :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam odczucia bardzo podobne do Twoich. Czytałam książkę i oglądałam film i NIC nie jest w stanie zastąpić mi filmu. Ekranizacja była niesamowita! Do dziś nie mogę się z niej otrząsnąć. Po wyjściu z kina płakałam przez kilka godzin. To były emocje!
    A książkę przeczytałam... no i tyle. Muszę tez u siebie strzelić reckę, bo mam kilka głębszych przemyśleń, ale nie napiszę Ci ich komentarzu, bo jak już napiszę, to nie będę miała co pisać u siebie. :D

    OdpowiedzUsuń
  7. 'Lektor' kojarzy mi się tylko i wyłącznie z moją pracą licencjacką, którą jakimś cudem skończyłam w środę wieczorem :)
    książki nie przeczytałam całej, wyjęłam tylko jeden długi fragment, który świetnie wpasował mi się na zakończenie drugiego rozdziału, ale przez wakacje na pewno go przeczytam, bo kto wie czy nie przyda mi się na obronie.. ;)

    filmów nie oglądam, ale po Twojej recenzji mam cichą chęć na zerknięcie ekranizacji 'Lektora' ;)

    przepraszam za dłuższą nieobecność, ale ostatnio tyle się u mnie dzieje, że głowa mała.. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hmm, jestem ciekawa :)
    Zazwyczaj mam odwrotnie - to książka robi większe wrażenie. Film oglądałam, jest genialny, a na książkę poluję.

    Pozdrawiam :)

    mysli-wrazenia-interpretacje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam ją w planach od tak dawna, a zwłaszcza, że zrobiłam głupotę i obejrzałam film - tak jak ty, nie wiedziałam, że jest książka:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałam książkę już jakiś czas temu, filmu jeszcze nie widziałam - ale ja zwykle jestem bardziej na bieżąco z książkami, niż z filmami. Ale mam zamiar nadrobić i przekonać się, jak to z tym "Lektorem" jest - bo książka zostawiła we mnie mocno mieszane wrażenia.

    OdpowiedzUsuń
  11. Scathach, może... ale ja nie jestem przekonana. Bo potrafię sobie wyobrazić bardzo dokładnie, jak zareagowałabym w odwrotnej sytuacji. Tutaj akurat nie widzę innego rozwiązania :).

    Nyx, nie wiem... może włącz film i czytaj do tego odpowiednie fragmenty książki? Takie pomieszanie z poplątaniem xD.

    De merteuil, to ja czekam na Twoją recenzję ^^.
    Panno Indyviduum, nie szkodzi, że się nie pokazywałaś, ja sama żyję w innym świecie, może teraz wrócę do rzeczywistości (miejmy nadzieję!), a książkę doczytaj, zaś film koniecznie obejrzyj, ja sama zamierzam zrobić to niedługo powtórnie :).

    Saaro, czy to aby na pewno głupota? Mi nie robi różnicy czy i w jakiej kolejności książka/ekranizacja. Ale tak czy siak uważam Cię za rozgrzeszoną, bo również nie wiedziałaś wcześniej, że jest książka :).

    Niedopisanie, mieszane to dobre słowo. Ja wciąż mam z nią lekkie problemy. Ale postanowiłam sobie odpuścić i pozastanawiać się nad innymi :). Ja jestem mniej więcej równo. Gdy wychodzą nowe filmy, które mnie interesują, oglądam je. Jeśli jest coś głośnego, również oglądam. Z książkami to jest oczywista oczywistość, że jestem na bieżąco z nowościami ;). A jeśli chodzi jeszcze o filmy, to je się ogląda znacznie szybciej, niż czyta książki i czasem nie mam siły na książkę, to obejrzę jakiś film. I mam pewnie na koncie obejrzanych kilkaset. Nawet nie wiem, jak to podliczyć ^^.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam zamiar ją przeczytać i dopiero wtedy obejrzeć film :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Film widziałam parę lat temu :) O książce nie słyszałam, ale po Twojej recenzji jestem zachęcona by ją zdobyć i przeczytać:)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Miałam małe problemy z bloggerem i dopiero dziś dojrzałam Twoją recenzję.
    Ja też obejrzałam film (i to całkiem niedawno) nic nie wiedząc o książce. Kupiłam ją jak się tylko zorientowałam i już czeka w kolejce.
    Trochę się zmartwiłam tym co piszesz, ale postanowiłam jednak sama się przekonać co lepsze: książka czy film. Film wywarł na mnie ogromne wrażenie.
    Osobiście wolę najpierw przeczytać książkę, a dopiero potem obejrzeć ekranizację. Ale jak widać nie zawsze tak się da zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  15. Balbino, zdecydowanie powinnaś sama się przekonać, bo ktoś wyżej napisał, że uważa książkę za lepszą :). Ja już zdecydowałam, jestem ciekawa Twojej opinii :).

    OdpowiedzUsuń