piątek, 20 maja 2011

"Sprawa osobista" - Kenzaburō Ōe

Mój egzemplarz pachnie perfumami i, zamiast pisać recenzję, wącham go sobie. Pachnie tylko tylna część okładki, leżała chyba za długo na buteleczce... Ale o czym ja to?... Ach, noblista. Japoński na dodatek. Nie lubię noblistów, bo przeważnie mnie nudzą. Nie jest to regułą, ale muszę przyznać, że zdarza się dość często. Walczę z tym uparcie, czasem bezskutecznie. Ten mnie zdrowo wymęczył, truł o jakiś... Zaraz do tego dojdę. "Sprawa osobista" nie jest złą książką, ale mnie strasznie nudziła i nie podejrzewam, bym miała kiedykolwiek jakieś szczególnie mocne chęci powrócenia do niej.

Powiedziałabym, że to powieść o dojrzewaniu, chociaż główny bohater jest formalnie dorosły. Również o pokonywaniu własnych ograniczeń. Jest to książka po części autobiograficzna (niestety nie wiem w jakim stopniu) i aż się prosiła o to, by ocenić autora pod względem moralnym. Jednak nie mogę tego zrobić, ponieważ nie wiem, jak bardzo utożsamia się on z Ptakiem. Za to mogłam się przyglądać bohaterowi, który cały dzień czekał na telefon ze szpitala z nadzieją, że jego nowonarodzony syn nie żyje. Bezskutecznie. W tym czasie spędzał upojne chwile z dawną przyjaciółką, gdy jego żona o tym nie wiedziała. I czekał na ten telefon...

Pomijając kwestię fabularną, widziałam tu smutek, panikę, ucieczkę, ograniczenia. I niezwykłe tchórzostwo. Ale z drugiej strony go rozumiem, bo świadomość, że syn urodził się z przepukliną mózgową, co sprawia, że nawet po operacji istnieje niewiele większa szansa na to, że będzie zdolny normalnie funkcjonować, może człowieka naprawdę dobić i wtedy faktycznie mogą najść myśli, że lepiej, żeby nigdy się nie urodziło, umarło zaraz po urodzeniu... I tak myśli Ptak i dąży do tego, by to się stało. Oddala się od żony tak bardzo, że nie wiemy o niej nic, oprócz tego, że ona myśli, iż ich syn ma wadę serca. Potem widzimy tylko Himiko, Ptaka i czasem inne postacie, zdecydowanie mniej istotne. Np. pielęgniarki i lekarzy. W scenach z nimi można dostrzec pewną paranoję.

Książka opowiada o trudnym wyborze. Ale jednocześnie obchodzi mnie to mniej niż zeszłoroczny śnieg, ponieważ ja się nudziłam. Okropnie. Cudem tylko ją skończyłam. To nauczka na przyszłość - następnym razem, gdy w taniej książce zobaczę książkę azjatyckiego autora, powinnam poważnie się zastanowić, czy na pewno chcę ją przeczytać. Na noblistów patrzeć z jeszcze większą podejrzliwością. To wcale nie znaczy, że wykluczam sięgnięcie po inne książki tego konkretnego autora. Jednak na dzień dzisiejszy, wczorajszy, zeszłomiesięczny i przyszłotygodniowy go nie lubię i nie chcę go widzieć.

18 komentarzy:

  1. Tego pana dość dawno temu czytałam "Zerwać pąki...". Książka mała objętościowo, ale bolała każdym słowem. Trudna była. Treściowo. Z tego, co pamiętam nie nudziła mnie, a raczej przerażała. Ale przyznaję, jest coś takiego w literaturze dalekowschodniej, że brewka skacze do góry i pyta "ale o co chodzi?". Przynajmniej ja tak mam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jak orchisss czytałam "Zerwać pąki, zabić dzieci", która naprawdę mną wstrząsnęła ale bardzo mi się podobała, faktem jest jednak że nobliści nie podchodza każdemu. Mi np za nic nie pasuje Coetzee, każda jego książką, którą przeczytałam mnie nudziła :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Orchisss, ja tutaj raczej tak nie miałam. Nie sądzę, by była bardzo trudna. Po prostu mnie nudziła. Tak miałam też z tym od "Stu lat samotności". Nie dałam rady przebrnąć, ale to zrobię! :D.

    Papierowa latarnio, w takim razie przeczytam kiedyś tę książkę :).

    OdpowiedzUsuń
  4. @papierowa latarnia - hmmm z Coetzee mam tak, że zależy od książki. Bo były takie, które bardzo mi się podobały, a niektórymi miałam ochotę rzucać o ścianę.
    @Alina - "sto lat samotności" - męczyłam troszkę, ale im więcej czasu minęło od przeczytania tym bardziej mi się podobała. ale na starcie zrobiłam sobie krzywdę, bo obejrzałam ekranizację i troszkę mnie to "ukierunkowało".
    Tak sobie myślę ogólnie zupełnie, że to problem noblistów... są ... nie-do-pojęcia... tak od razu. Może kwestia większego oczytania.. właśnie skończyłam "Buddenbrooków" - i muszę się troszkę ułożyć z tym, co wmęczyłam zanim się podzielę opinią. Nie jest lekko z noblistami, oj nie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Skoro odradzasz, to chwilowo dam sobie spokój. A w przyszłości? Może sięgnę z ciekawości:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj, a ja myślę, że to nie o noblistów chodzi. Taki Kawabata, na przykład - pięknie pisze! Zrozumiale, lirycznie niemal, a po jego słowach się po prostu wzrokiem płynie, ze strony na stronę i nie wiadomo, kiedy dociera się do końca powieści.

    Co do Oe, sama przez niego się przedzieram, przez "Futbol ery Man'en". Trudne to, ciężkie, przygnębiające. Taka chyba jego proza. Ale nie lubię nie-doczytywać książek, zwłaszcza japońskich, więc brnę powoli dalej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Orchisss, moim zdaniem często smęcą. Ale za coś tego Nobla dostać musieli, lepiej że oni niż taka Meyer xD. Chociaż Rowling życzyłam Nobla...

    Kasandro, może nie tyle odradzam, co mi ta książka w ogóle nie podchodzi :). Podejrzewam, że na nią trzeba mieć odpowiedni humor.

    OdpowiedzUsuń
  8. Litero, ja po prostu zauważam u tych noblistów, których czytam, że mnie męczą. Oczywiście taki Pamuk mi podchodzi, mimo że leje dużo wody, a Kawabaty nie czytałam (jeszcze). Nie twierdzę, że każdy noblista tak krzywdzi moje oczy, ale większość tych, z którymi miałam do czynienia owszem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Więcej niż jeden komentarz - gomen ne, ale u Ciebie jest ograniczona ilość znaków^^'

    Kenzaburō Ōe to jedno z moich literackich odkryć. Proza docierająca do głębi, penetrująca ciemne korytarze ludzkiej duszy i cielesności (sama kategoria cielesności, a dalej: ciało, deformacja, degeneracja i degradacja, stany przejściowe, graniczne, transgresja itd. to jedne z kilku tematów, które mnie przyciągają do literatury).

    Choćby ten wątek, o którym wspominasz - czy wszyscy naprawdę jesteśmy w stanie z ręką na sercu powiedzieć, że zostalibyśmy, że nie negowalibyśmy (nawet podświadomie, gdzieś w środku, podskórnie), że nie pragnęlibyśmy uciec w pierwszym odruchu przed chorym dzieckiem? Czy taka walka ze sobą nie jest przypadkiem przełamywaniem naszego egoizmu na rzecz poświęcenia się, wyrzeczenia wygodniejszego życia?

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak jak Litera napisała, to nie kwestia tego, że Ōe jest noblistą (co to w ogóle za wyznacznik - "noblista"? nie rozumiem takiego podejścia, szczerze mówiąc). Po prostu Ty takiej literatury nie lubisz i tyle ; ) Jeżeli ta jego książka nie przypadła Ci do gustu, to nie radzę próbować z innymi jego dziełami. Może potrzeba kilku miesięcy, lat? A może w ogóle nie nadejdzie dzień, w którym powiesz, że to jest taka literatura, jakiej szukasz?

    Inną kwestią jest przygotowanie psychiczne, kulturowe itd. - wszak nie czytamy "w próżni", zawsze jesteśmy czymś (szczególnie kulturą, w której zyjemy i funkcjonujemy, a dalej naszym środowiskiem, preferencjami czytelniczymi itd.) naznaczeni. Każdy z nas ma inny gust - i to jest najpiękniejsze, bo co by było, gdyby wszyscy się zachwycali tym samym? ; )

    Dla Azjatów, jak śmiem twierdzić, nasza, europejska literatura niejednokrotnie jest "dziwna", hermetyczna, mało zrozumiała, ale to już nieco inna kwestia ; )

    Pozdrawiam serdecznie!^^

    OdpowiedzUsuń
  11. Luizo, ale czy to przypadek, że akurat nobliści mnie nudzą i nie dam rady przez nich przebrnąć? Po prostu zauważyłam coś takiego i nie zamierzam się tego wypierać - nobliści mi działają na nerwy i źle mi się ich czyta. A przecież i oni nie piszą wszyscy jednakowo i o tym samym, więc ciężko powiedzieć, że akurat takiej literatury nie lubię.
    Zgadzam się z Tobą w kwestii ucieczki, negacji przed chorym dzieckiem. Sama się nad tym zastanawiałam i to jest jedna z niewielu rzeczy, których nie mogę jednoznacznie powiedzieć. Muszę poczekać i mieć nadzieję, że nie będę nigdy musiała się nad tym zastanawiać.
    Mam wrażenie, że dzisiaj w ogóle nie zrozumiałaś, co chciałam powiedzieć (a może Ty zrozumiałaś, ale ja nie zrozumiałam Ciebie? ^^). Dla mnie azjatycka literatura dziwna nie jest. Ani niezrozumiała. Przynajmniej nie w wielkim stopniu, ale czasem i europejskiej nie rozumiem, więc to można pominąć. Ale sama powiedziałaś, że to inna kwestia.
    To, co napisałaś w drugim akapicie pierwszego komentarza akurat mi się u niego podoba. Nie podoba mi się jego styl, który to zapewne sprawił, że mi się zdecydowanie nie podobało. Dużo myślałam o tej książce, o tym, co mi przekazuje. To też mi się podobało. Trudno o niej mówić, mimo wszystko.
    Mam wrażenie, że ta odpowiedź to jedno wielkie masło maślane, ale mam nadzieję, że wyciągniesz z niej to, co chciałam powiedzieć xD.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja również próbowałam się kiedyś zabrać za noblistów i oczywiście nic z tego nie wyszło. :D Panu Oe na razie podziękuję. ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Noblistów jednak mimo wszystko wybierają ludzie, którzy zajmują się literaturą zawodowo. Innymi słowy, jasne, wśród noblistów bywają średniej jakości pisarze, ale w większości są to twórcy na tyle oryginalni, ich dzieła posiadają wysoką wartość artystyczną (z reguły, nie mówię, że wszyscy, bo i jurorom zdarza się błądzić) itd. Może po prostu literatura eksperymentująca, szukająca nowych środków wyrazu, literatura mniej bądź bardziej nowatorska Ci nie odpowiada? Nie wiem ; ) Nie wiem, czego szukasz w literaturze, a każdy czegoś szuka ; )

    O "dziwności" pisałam, bo tak mi się rzuciło w oczy w pierwszym komentarzu (nie w Twoim tekście), a zapomniałam dokładniej określić - gomen ne^^' To raczej uwaga o charakterze ogólnym, bez konkretnego adresata.

    Hm, odnośnie stylu - może tłumaczenie nie jest najlepsze? Chciałabym kiedyś przeczytać w oryginale, by móc porównać. A może Ty preferujesz po prostu inny styl? Nie wiem. Wiem jedno - do pewnych książek trzeba wrócić za kilka lat, by móc spojrzeć na nie na nowo.

    Przyjemnego weekendu! xD

    OdpowiedzUsuń
  14. Luizo, może tłumaczenie... Nie wiem. Podejrzewam, że kiedyś wrócę, w dalekiej przyszłości, gdy już zapomnę, jak się męczyłam :). Jak dobrze znasz japoński?
    Nawzajem :).

    OdpowiedzUsuń
  15. Czytałam może ze trzy książki noblistów i są to ksiązki bardzo trudne do czytania. Jedne po prostu nudzą, inne są napisane tak, że chyba tylko autor je rozumie a perełki zachwycają.
    Japońskich pisarzy znam tylko dwóch i lubię ich pisanie, chociaż oni są jakby obywatelami świata ( jeden mieszka w USA, drugi w UK), więc może nie są aż tak bardzo przesiąknięci "azjatyckością" ?

    Kiedy mnie książka nudzi, odrzuca, denerwuje p oprostu ją odkładam i nie czytam na siłę ( chociaż kiedyś tak potrafiłam ;), może też tak powinnaś zrobić, albo wrócić do niej za jakiś czas ?
    I tak Cię podziwiam, że zdołałaś napisać na jej temat recenzję ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. oj tam, oj tam - na przekór sięgnę i zrobię konfrontację u siebie :)

    bo z tego, co piszesz, fabuła jest ciekawa i niebanalna :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  17. ja też mam problemy z noblistami :) męczę, próbuję ale cieżko mi cokolwiek doczytać do końca i tak jest w każdym przypadku dlatego narazie tą książkę sobie podaruje :)

    OdpowiedzUsuń
  18. No nie, nie... Ja sobie chyba poszukam ciekawszych lektur na japońskie wyzwanie. Chcę znaleźć jakąś perełkę...

    OdpowiedzUsuń