poniedziałek, 13 września 2010

"Władca równin" - Javier Yanes


Uke była ukochaną córką swojego ojca, która za nic miała konwenanse. Unikała oficjalnych przyjęć i wolała włóczyć się po górach. Jednak na jednej z takich imprez poznała Hamisha - czarującego Szkota. W krótkim czasie się zakochała, a ukochany wyjechał. Okazało się, że Uke była w ciąży.

Po latach, przeżywając wojnę, ucieczkę i utratę niemal wszystkiego, wraca wraz z ojcem do Lux Domini, gdzie spędziła całe życie. Tam starzeje się i patrzy, jak rośnie jej syn, a następnie wnuk. Właśnie ten ostatni jest jedyną osobą, z którą może rozmawiać o Hamishu i Afryce. Opowiada mu historię swojej miłości, jednak dbając o to, by zachować pewne szczegóły dla siebie. W Curro rośnie miłość do nieznanego dziadka. Nagle Uke umiera.

W tym momencie wszystko ulega zmianie. Hamish pojawia się w Lux Domini, nieświadom tego, że miał syna, który można powiedzieć, że go nienawidzi. Jednak mały Curro oddaje dziadkowi swoje serce i zdradza sekret jego ojcostwa. Gdy Hamish wyjeżdża, rodzina ulega rozbiciu.

Mijają kolejne lata. Teraz wszyscy są dorośli i Curro nagle się dowiaduje, że Lux Domini ma zostać sprzedane. Chce uratować ten dom i w tamtej chwili wpadają w jego ręce listy. Postanawia wyruszyć na poszukiwania Hamisha.

To tylko oś, wokół której kręci się cała akcja. Ciężko jest powiedzieć, jaka jest dokładnie fabuła tej książki. Mamy wielu bohaterów, którzy są całkiem nieźle skonstruowani oraz wiele wątków. Na okładce książki jest napisane, że to fascynująca afrykańska love story. Nie zgadzam się z tym, ponieważ to zdanie ją spłaszcza, sprowadza do poziomu niewiele wartych czytadeł. A "Władca równin" jest piękną historią, przemyślaną i wciągającą. Język autora jest dość bogaty i barwny, co sprawia, że czasem książka spowalnia, a czasem przyspiesza. Poza tym nie jest to jedynie historia rodziny i poszukiwań dziadka. Poznajemy tutaj Hiszpanię, Kenię i wojenną Austrię. Pozornie nieistotne wątki składają się w całość.

Jestem zachwycona "Władcą równin". Naprawdę. Ma swoje wady (chociażby momentami ten język), ale zalety zdecydowanie je przesłaniają. Zabawne dialogi, opisy sytuacji politycznej Kenii i bohaterowie - ze swoimi wszystkimi cechami. A kobiety? Są tutaj naprawdę wspaniałe. Wybijają się z kart powieści i dodają jej smaczku oraz pikanterii.

Polecam.


Książkę otrzymałam do recenzji od wydawnictwa Prószyński i S-ka za co dziękuję.

4 komentarze:

  1. Recenzja bardzo mnie zdziwiła, a raczej treść książki, jaką tu przedstawiłaś. Czyli nie osądzaj książki po okładce? ;) brzmi lepiej w Twoim wykonaniu niż po opisie na okładce i ogólnym przedstawieniu powieści w różnych księgarniach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Otóż to ^^. Ta książka ma wiele zalet, które na okładce by się nie zmieściły. A wydawca chce przyciągać. Najwidoczniej nie zawsze to wychodzi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytam - mam w domu, więc przeczytam na pewno. A o Kenii wiem tyle, co nic - więc tym bardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Okładka przyciąga wzrok xD
    Interesująca recenzja xD
    Jeśli będę tylko mieć okazję, to przeczytam tę książkę.
    Pozdrawiam!^^

    OdpowiedzUsuń