czwartek, 26 kwietnia 2012

"Informacjonistka" - Taylor Stevens


Pierwsza książka, która opowiadała o prawdziwej, cywilizowano-dzikiej Afryce, jaką czytałam, nosiła tytuł „Świat u stóp”. Ten wątek nie był szczególnie rozwinięty, jednak do dziś pamiętam bohaterkę, która dorastała w RPA, jej zakazaną miłość do pewnego mężczyzny i taksówki będące całością złożoną z różnych samochodów. Ten obraz pozostał we mnie do dziś, tak samo jak tęsknota za tamtą książką.

„Informacjonistka” przypomniała mi o tych uczuciach i momentami doświadczałam czegoś podobnego. Tę tęsknotę za biało-czarnym światem, w którym prawa są tworzone na bieżąco i więcej wartości ma przekupstwo niż zasady. Miejsca, gdzie jest niebezpiecznie i trzeba doskonale wiedzieć, jak należy się zachowywać. Vanessa Michael Munroe zna to jak własną kieszeń. Wrodzone zdolności obserwowania i przyswajania informacji zrobiły z niej osobę, którą jest obecnie – silną kobietę, o nieprzeciętnej inteligencji, która zdobywa informacje warte fortunę.

I choć na pierwszy rzut oka może się zdawać, że chodzi o sprzedawanie tego, co może kogoś skompromitować, to rzeczywistość jest inna – bohaterka pracuje raczej dla osób, które w danym kraju chcą założyć firmę, bądź współpracować z obcokrajowcami. Poznaje rynek i kultury, stając się niemal ich częścią. Czasem praca bywa niebezpieczna. Jak i ta, której się podejmuje w „Informacjonistce”.

Munroe rusza do Afryki odnaleźć córkę pewnego bogatego przedsiębiorcy, która zaginęła kilka lat wcześniej. Jednak to oznacza, że bohaterka musi wrócić do czasu i miejsca, które obudziły w niej demony. I tutaj pojawia się najwspanialsza rzecz w książce – sama bohaterka. Jej historia, jej życie, jej osobowość, która zdecydowanie może konkurować z Lisbeth Salander z trylogii Millenium. Co prawda widziałam tylko dwie ekranizacje książki Larssona, jednak zauważam pewne podobieństwa i różnice, które działają na korzyść Munroe. To definitywnie mój ulubiony typ bohaterki – inteligentna jak diabli, sprytna, nie piękna, ale ładna, silna fizycznie i emocjonalnie, ale posiadająca fascynującą i trudną historię, o której chce zapomnieć, choć czasem się nie da. Rys psychologiczny kobiety i innych postaci, fabuła oraz język, jakim napisana jest książka, sprawiły, że już po kilkunastu stronach kategorycznie oznajmiłam, że kocham „Informacjonistkę” i zagłębiłam się w nią, niechętnie odrywając się choćby na chwilę od lektury.

Ta książka zdaje się być niezwykle prawdziwa. Wierzę w każdą bliznę i każdy pyłek kurzu na ulicach. W każde słowo. Nagle chcę stać się bohaterką z wszystkimi jej wadami i zaletami. Chcę poznawać świat na ten sam sposób. Chcę umieć obserwować. I dochodzę do wniosku, że nie potrafię być Munroe. Na szczęście wiem, że powstaną inne powieści z jej udziałem i będę mogła ponownie zagłębić się w ten niebezpieczny świat.

Właśnie ta prawdziwość i intensywność doznawanych przeze mnie emocji sprawiają, że do określenia „thriller” dodałabym „społeczno-obyczajowy”, co zdecydowanie bardziej się zbliża do rzeczywistego gatunku. „Informacjonistce” brakuje tego uczucia przerażenia, co stanie się za chwilę i tej niepewności, bo gdzieś w środku czytelnik czuje – czuje, a nie wie – jak akcja może przebiec i tak naprawdę żyje „tu i teraz”. A gdy nadchodzi koniec, pojawia się nie tyle niedosyt, co chęć dalszego ciągu. Nie jest za mało, nie jest za dużo, jednak pojawia się tęsknota. Dlatego uważam, że nie jest czystym thrillerem

Przeżyłam z tą książką kilka wartych zapamiętania godzin. Bez wahania mogę ją polecić, ponieważ wiem, że to kawał naprawdę dobrej lektury, ukrytej za świetną, idealnie oddającą samą bohaterkę, okładką.


Jutro wyjeżdżam na kilka dni, dlatego postaram się ustawić automatyczną publikację "30 dni z książką" - o ile oczywiście wyrobię się z napisaniem ich. W innym wypadku wrócę na bloga dopiero w niedzielę.

2 komentarze:

  1. Aż zapragnęłam sama sięgnąć po tę książkę :D
    Baw się dobrze podczas swojego wyjazdu! ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo rzeczowa recenzja i chyba skusiłaś mnie :)

    OdpowiedzUsuń