poniedziałek, 2 kwietnia 2012

"Bilbord" - J. D. Bujak


Po „Spadku” bez wahania sięgnęłam po najnowszą książkę Joanny Bujak. Ta recenzja będzie odrobinę porównawcza i jeśli przypadkiem nie wyniesiecie z niej mojego zachwytu, chcę, byście wiedzieli, że zaczynam uwielbiać Bujak z każdą kolejną stroną coraz bardziej.

Po fantastycznym „Spadku” nadeszła pora na intrygujący thriller, który zaczyna się dwadzieścia lat temu – gdy mały chłopiec katowany przez ojca niemal umiera. Następnie poznajemy właściciela kwiaciarni w Kazimierzu Dolnym i policjanta Pokornego (do którego to nazwisko z całą pewnością nie pasuje). Następnie wstrząsa nami seria morderstw. Fascynujących, przemyślanych i niezwykle kreatywnych. Fabuła książki Bujak po raz kolejny zaskakuje.

Ale nie tylko ona zaskakuje. Zadziwił mnie wyraźny rozwój literacki pisarki, która pisze coraz lepiej, tworzy coraz bardziej skomplikowane (choć wciąż w dużej mierze wyidealizowane) charaktery i przewidywalność książki spada. Umiejscowienie akcji w kilku miejscach, przedstawienie Kazimierza w taki sposób, że od razu mam ochotę tam jechać oraz potraktowanie wszystkiego „po swojemu”, zamiast na chłodny rozum oraz intryga z fascynującą historią sprawiają, że jestem po raz kolejny, ku własnemu zdziwieniu, zauroczona.

Jednak zauważam pewne podobieństwa do „Spadku”, które nie są tak bardzo istotne, acz rzucają się w oczy. Pierwszą z nich jest kwiaciarnia (B) kontra herbaciarnia (S). Oba miejsca ciepłe, cudowne i wręcz wymarzone – sama chciałabym takie prowadzić z pasją i miłością. Po drugie – tutaj też mamy do czynienia z odziedziczoną kamienicą, choć tym razem bez duchów. Bohaterowie też są trochę zbyt cukierkowi, ale za to mamy kontrast w postaci mordercy i policjanta niePokornego. No i muszę przyznać, że trudno mnie porządnie wystraszyć, ale w prozie Bujak znajduje się coś tak niewinnie, uroczo przerażającego, że jednak zdołała wzbudzić we mnie lęk w nocy, tuż przed snem, niczym za starych dobrych czasów po horrorach. Nie jest to nic intensywnego, ale z przyjemnością zauważam, że istnieje coś, co mimo braku potworów wywołuje we mnie drżenie. A następnie sny, w których po raz kolejny pojawia się ten sam duch, który nie miał odwagi zbliżyć się do moich snów od prawie roku. Bujak go przywróciła (co odnotowałam właśnie w tej chwili).

Książkę czyta się bardzo przyjemnie i niezwykle szybko. Bardzo wciąga. Jestem niezmiernie zadowolona, że autorka powoli eliminuje wady w swoich książkach i kolejna jest lepsza od bardzo dobrej poprzedniej. Brakuje mi w niej jednak wyjaśnienia „jak on to robił”. Bardzo lubię w thrillerach takie opowiastki, niestety tutaj ich nie otrzymałam. Jestem jednak pewna, że każda następna powieść będzie jeszcze lepsza. Z niecierpliwością czekam na kolejne, a autorce życzę rozwoju literackiego i dążenia do tego, bym nareszcie uznała ją za moją ulubioną polską pisarkę. Ma do tego bardzo dobre predyspozycje.

3 komentarze:

  1. Kuszą mnie książki tej pani, lubię taki klimaty, więc na pewno w przyszłości przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zaczytuję się w thrillerach, ale na tę książkę mam wielką ochotę ;)

    OdpowiedzUsuń