sobota, 2 lipca 2011

"Bezzmienna" - Gail Carriger

Tom pierwszy - "Bezduszna"

Przed napisaniem o "Bezzmiennej" po prostu musiałam przeczytać jeszcze raz recenzję poprzedniej części, jakby brakowało mi jakiegoś punktu zaczepienia. I słusznie zrobiłam, ponieważ - mimo że czytałam "Bezduszną" całkiem niedawno - okazało się, że obie części wyzwoliły we mnie zupełnie różne odczucia.

Miałam niewielkie wątpliwości, w jaki sposób Gail Carriger wtłoczy ten swój specyficzny humor do drugiego tomu, nie psując tego, co osiągnęła w pierwszym. Szczególnie że walczyła o ustatkowanie Alexi, a tego przecież nie da się zrobić ot tak. Zastanawiałam się nad jej pomysłami. I okazało się, że się pomyliłam. Pomyliłam, ponieważ autorka najwidoczniej doskonale wie, co robi, a ja tego wiedzieć nie muszę. Ona mi po prostu pokaże efekt.

Właśnie to mnie zadziwiło w "Bezzmiennej". To, że zrobiła inaczej, niż się spodziewałam. O ile pierwszy tom bazował głównie na wątku romantycznym, humorze i nietuzinkowości głównej pary bohaterów, to w drugi zostało wtłoczone więcej dramatu. I chociaż młode-stare małżeństwo najwidoczniej świetnie się nie-dogadywało (jak zwykle zresztą), to oni nie grali pierwszych skrzypiec... do czasu. Ale ten czas mnie zdołował, zasmucił, popatrzyłam z rezygnacją w niebo (bo czytałam na balkonie w okolicach północy), posłuchałam padającego deszczu i zapragnęłam rozwiązania. Ale go nie dostałam. W każdym bądź razie w tym tomie chodzi raczej o problemy społeczne, polityczne i międzygatunkowe, a nie Alexię i jej niewyżycie do pary z Conallem. A dlaczego? Bo nagle wszyscy nieśmiertelni stali się śmiertelni! Gigantyczny egzorcyzm, na który Alexia musiała znaleźć lekarstwo. Sama będąc oczywiście podejrzaną.

Humor był, ale również odsunięty na dalszy plan. Doskonale równoważył się z powagą sytuacji. No i otrzymałam kolejną wiktoriańską lesbijkę, które tak bardzo lubię (gdy nie mam wrażenia, że za czasów owej królowej wszyscy Brytyjczycy byli orientacji homoseksualnej, bo wtedy wydaje mi się to jednak zbyt naciągane). Akcja była poplątana, w pewnym momencie miałam wrażenie, że autorka przemknęła tylko przez wyjaśnienie w jaki sposób, ale wciągnęła mnie niesamowicie, równie mocno, co poprzedni tom. I sama nie wiem, który bardziej mi się podoba. Pierwszy kipiał humorem, a drugi zaczęłam traktować bardziej poważnie. Co będzie w trzecim? Zostaje mi tylko czekać, żeby się dowiedzieć... Jestem zachwycona, że Gail Carriger nie pisze tego na jedno kopyto. Zabiera mnie w tę samą epokę, w to samo miejsce, a pokazuje za każdym razem inny aspekt. Podziwiam ją za to. Zaczynam się powoli uzależniać, takich paranormali mi potrzeba, mogłabym chyba innych nie czytać.

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu

Moi kochani! Recenzja opublikowała się sama (o ile opublikowała...), ja wczoraj wyjechałam na weekend w góry, by celebrować początek wakacji. Wrócę do Was jutro, odpowiem na komentarze (chyba że będę tak wykończona, iż nie będę w stanie :D). I muszę się pochwalić, że osiągnęłam mój zeszłoroczny cel, który wydawał mi się nieosiągalny :D. A sesję powiedzmy, że zakończyłam. Na wrzesień przeszły mi dwa egzaminy. Nie płaczę, nie jęczę, nauczę się po prostu, a wakacje poświęcę niemal w pełni nadrabianiu lektur. Moje trzy wielkie stosy rosną, ale jednocześnie powoli ubywają. To czysta radość, patrzeć na nie! Oczywiście Wasze blogi również nadrobię po powrocie. Mam nadzieję, że ochłonę z tych potężnych dawek stresu, moje ciało choć trochę się rozluźni, a ja w pełni poczuję tę chwilową wolność. Jedyne, co mnie boli, to fakt, że za dwa miesiące do poprawek miną tak szybko, że nawet nie zauważę i naukę pewnie znowu zostawię na ostatnią chwilę... Ale będzie dobrze, sama chcę w to wierzyć :D. Trzymajcie za mnie kciuki. Do zobaczenia!

12 komentarzy:

  1. Recenzja zachęcająca a co się tyczy ciebie, oczywiście trzymam w kciuki, żeby wszystko poszło po twojej myśli.

    OdpowiedzUsuń
  2. nie przeczytam, nie przeczytam, nie przeczytam... w sensie recenzji. Wybacz :( Ale książka już do mnie idzie, dreptusiam w miejscu i jej wyglądam, a nie chcę się sugerować. Ale recenzja na pewno jest wspaniała :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja się nie mogę doczekać, aż się w końcu za Bezimienną zabiorę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Koniecznie muszę przeczytać tę książkę. Uwielbiam Alexię i jej gburowatego słodkiego wilkołaka :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja jeszcze nie znam tej bohaterki, ale pewnie w najbliższym czasie poznam Alexię :)
    Miłego wypoczynku w górach i udanej pogody!

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam nadzieję, że Bezduszną dorwę kiedyś w bibliotece ;)
    Życzę udanego wyjazdu! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mimo tego, że polecasz to jakoś nie mogę się do tych książek przekonać, może kiedyś. Udanego wyjazdu życzę i zapomnienia o wszystkich sesyjnych stresach :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Książkę przeczytam po zapoznaniu się z pierwszą częścią - trzymam kciuki za udany wyjazd i za wrzesień :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiesz co? Przez Ciebie będę bankrutem :D Dopisuję na listę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Już sama okładka wzbudza zainteresowanie. Po przeczytaniu Twojej recenzji jeszcze bardziej pragnę przeczytać tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Sil, cieszył mnie Twój komentarz przez cały weekend :D. Cieszę się, że wierzysz we wspaniałość mojej recenzji :D.

    Dosiaku, dziękuję, ale gratis doszły mi inne stresy :D. Mam nadzieję, że się przekonasz. Wiele osób je uwielbia, może Ty również?...

    Nyx, ja już nim jestem :D.

    OdpowiedzUsuń
  12. Od książki odstraszyła mnie okładka(nie wiem czemu, ale mi się nie podoba), no i fakt, że to seria. Ale po tak pochlebych recenzjach obu tomów, chyba się skuszę.

    OdpowiedzUsuń