sobota, 9 lipca 2011

"Klinika" - Sebastian Fitzek

Na początku nie wiem, na kogo się mam wściekać - na siebie, że z premedytacją rozwinęłam opinię zaznaczoną jako spojler, bo nie spodziewałam się, że zostanie tam podane, kto jest mordercą, czy może na tę osobę, że to tam umieściła. Jestem zła na siebie i na tego winowajcę, przez którego od połowy książki znałam głupiego psychopatę (tak w ogóle chyba najlepszego u Fitzka!), a później zastanawiałam się nad motywem, który udało mi się odgadnąć. Sukces! Nie do końca, bo gdybym nie skupiała się tylko na jednej osobie, mogłabym tego nie zrobić. I nie wybaczę sobie i tej drugiej osobie, że zostało mi uniemożliwione sprawdzenie się w tej materii. I od tej pory nie tknę żadnej opinii thrillerów Fitzka, zanim przeczytam książkę. To moje postanowienie i wchodzi w życie z tą chwilą.

"Klinika" fascynowała mnie od samego początku, gdy tylko przeczytałam jej opis. To był chyba najbardziej przeze mnie pożądany Fitzuś. A że nienawidzę się rozczarowywać, trzęsłam się ze strachu, że mi się nie spodoba. Bo kogo by nie zaintrygowały poniższe słowa?
Nikt ich nie zgwałcił. Nikt nie torturował. Nie zabił. Przytrafiło im się coś znacznie gorszego...
I to święta prawda. Bo jak żyć ze złamaną duszą? Dlaczego ktoś to robi? Kto to robi? I co ma z tym wspólnego jakiś facet z amnezją? Jak to bywa w przypadku Fitzka - bardzo dużo. Ale mniejsza z fabułą, do tego wystarczy parę słów.

Co mnie tu zachwyciło? Znowu spotykamy bohatera "Terapii", co sprawia, że zaczynam być w Fitzku zakochana po uszy, bo tworzy tak cudownie połączone ze sobą książki, że ja po prostu nie potrafię nie patrzeć na słowa z nim maślanym wzrokiem. I jeszcze najbardziej poplątana (a jednocześnie chyba najbardziej oczywista w motywie) sprawa psychopaty. Po raz kolejny wszystko i wszyscy są wrzuceni do wirówki i pomieszani ze sobą. Szczerze mówiąc, po tej książce chyba boję się słów, a ja nimi żyję. Gdy myślę, że miałabym żyć pochowana we własnym ciele, to wolę się zabić tu i teraz. Odebrałam tę książkę bardzo osobiście, sama nie wiem czemu. Może ten lęk przed niemożnością poruszenia się, kontaktu, tylko życie z własnym koszmarem? A co byłoby moim koszmarem? Moim piekłem? "Klinika" poruszyła we mnie jakąś strunę, przez co stoi na szczycie mojego fitzkowego rankingu. Tylko ten żal, że straciłam okazję do samodzielnego rozwiązania zagadki! Nieodżałowany...

Jednak widzę schemat Fitzka. Widzę, w jaki sposób pracuje nad kolejnymi książkami, ogarniam jego działania i powoli zbliżam się do jego toku myślenia. I chociaż bardzo chcę w końcu rozwiązać zagadkę i napisać mu w mailu "Ha! Jednak dla mnie nie jesteś wystarczająco dobry!", to z drugiej strony chyba bym się popłakała z żalu, że sobie poradziłam. Bo odkrywam jego historie po części, ale nie potrafię w całości łącznie ze wszystkimi zależnościami. I pod żadnym pozorem nie chcę nigdy poczuć się z siebie dumna na tym polu. Ale chcę...

Polecam, polecam! A przede mną jeszcze tylko dwie książki. Jak ja sobie z tym poradzę?... Czy on jest taki skomplikowany, czy tylko ja taka głupia, że nie nadążam?


Nie było mnie tu od jakiś dwóch dni, a wydawało mi się, że co najmniej tydzień. Ale Fitzuś mnie przywrócił do książkowego życia. Ale nie mogę dokończyć Percy'ego Jacksona, bo dostanę dopiero w środę! Film to w ogóle coś innego niż książka. Ona jest prawie świetna! Ale o tym może po przeczytaniu :D.

11 komentarzy:

  1. Oczywiście jeszcze nie zdążyłam przeczytać nic Fitzka oprócz wspominanej "Terapii", ale tak zachwalasz, że w końcu to zrobię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam jeszcze żadnej książki tego autora, jednak twoja recenzja wygląda obiecująco, więc myślę, że warto poznać jego twórczość.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam "Makabryczna grę" i "Klinikę" a na półce czeka "Terapia". Żyć nie umierać!
    Podzielam Twoje uwielbienie dla Fitzek'a ;)
    Ja do końca nie zorientowałam się kto był Łamaczem :)
    A może udało Ci się rozwiązać ostatnią zagadkę? Jeśli tak ,to daj znać ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurczę, to ja teraz też nie będę tykać opinii kryminałów/thrillerów. Beznadziejnie, że ktoś psuje przyjemność z czytania.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dosiaku, najlepiej idź po kolei :).

    Cyrysiu, on jest tak niesamowicie zakręcony, że jeśli lubisz książki, w których zakończenie jest skomplikowane i trudne do rozgryzienia, polecam :).

    Evito, a ja wciąż jestem zła, że nie miałam okazji się ku temu sama przekonać. Nie jestem pewna, czy rozwiązałam. Ale wydaje mi się, że chodziło o tytuł tamtej publikacji :).

    Nyx, tamta opinia była oznaczona jako spojler i sama jestem sobie winna, że ją przeczytałam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmm, nie znam w ogóle tego pana, ale widzę, że poznać go muszę. Skoro pisze takie dobre kryminały, że Alina się nimi zachwyca!

    OdpowiedzUsuń
  7. De merteuil, thrillery, moja droga, a nie kryminały ;).

    OdpowiedzUsuń
  8. tyle słyszałam o thrillerach tego autora. Koniecznie muszę przeczytać!

    OdpowiedzUsuń
  9. Dominiko, w pełni się z Tobą zgadzam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Także odebrałam tą ksiązkę osobiście, i po lekturze czekała mnie bardzo niespokojna noc, myśli nie dawały spać. Zdecydowanie jeden z lepszych thrillerów jakie czytałam, i zbiegiem okoliczności po prostu usiadłam i przeczytałam jednym tchem (co u Fitzka możliwe) tak jakbym była jednym ze studentów z książki czytającym protokół badania. Dla lepszych wrażeń polecam taki sposób, nie każdy autor daje nam szansę wzięcia udziału w opisywanej rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń