czwartek, 21 lipca 2011

"Atrofia" - Lauren DeStefano

Kiedyś pisało się o znanej nam rzeczywistości. Później przyszła moda na magię. Po magii nadeszły wampiry, wilkołaki i inne stwory. Od paru miesięcy można dostrzec w literaturze coraz więcej książek z nowego nurtu - bądź co bądź jeszcze świeżego, nie wyeksploatowanego do granic możliwości - patrzenie w przyszłość, rozważanie tego, co stanie się z ludzkością, szukanie ideału - proszę Państwa oto utopie i ich negacje, walki z ideałem - antyutopie.

Muszę przyznać, że z tego wszystkiego, co w literackiej modzie się w ostatnich pięciu latach znalazło, ta ostatnia kategoria przypadła mi do gustu najbardziej. Może dlatego, że autorzy nie zdążyli mnie jeszcze zmęczyć? A może dlatego, że to znacznie szersze pole dla wyobraźni, bo nie ograniczone przez pewne typowe cechy dla danego stworzenia, jak krew dla wampira, czy przemiana w futrzaka w przypadku wilkołaka. Tutaj mamy tylko człowieka i wizję tego, co stać się może. Czy to idealne społeczeństwo, czy też niedoskonałe. Zniszczony świat, ale jakiś kolorowy kącik, do którego trafiają wybrane - oczywiście idealne - osoby.

Świat całkiem podobny do opisanego przeze mnie w tym jednym zdaniu znalazł się właśnie w "Atrofii". Po III Wojnie Światowej z naszej planety pozostało raczej niewiele - zaledwie Stany Zjednoczone, które miały najlepiej rozwiniętą technikę (z tym jednym niechętnie się nie zgadzałam, ponieważ uważam, że ku temu większe szanse ma Japonia, chociaż jako kraj wyspiarski... troszkę łatwiej ich unicestwić, jednak argument technologiczny pozostawia we mnie trochę wątpliwości) i zdołały przetrwać. Nie ma Europy, Azji, Afryki... I mało kto o nich wie. Społeczeństwo chciało być doskonałe, jednak nie wyszło - kobiety dożywają dwudziestego roku życia, mężczyźni dwudziestego piątego. Każdy wie, co go czeka, a naukowcy nie potrafią stworzyć działającego lekarstwa na wirusa zabijającego ludzi. Niewiele jest osób z pierwszego pokolenia, które żyją tyle co my, czyli kilkadziesiąt - nawet do stu - lat. I chociaż nowy świat jest mały, jest ciężko. Bardzo ciężko.

Jednak ta książka nie opowiada tyle o świecie, co o trójce dziewcząt - porwanych i wydanych za jednego mężczyznę. Są one niczym lalki - uwięzione w złotej klatce. Są różne - jedna nienawidzi i chce umrzeć, druga chce uciec, ale stara się zrobić to w sposób mądry, rozważny. Trzecia zaś jest całkowicie zachwycona swoim nowym życiem, oddana mężowi i teściowi, odgrywa dokładnie tę rolę, jaka jest jej przypisana.

Lauren DeStefano porwała mnie do tego świata. Świetnie przedstawiła kontrasty między tu i tam, dziś i wtedy, ja i ona, one i oni. Przedstawiła miłość, tęsknotę, oddanie, strach, zrezygnowanie, wolę walki. Wątek romantyczny nie wysuwa się tutaj na pierwszy plan, jest schowany za firanką, widoczny, ale ja osobiście nie zdołałam się na nim skupić. Pochłaniało mnie coś innego. Pochłaniał mnie ten lęk, który się sączył z książki - doskonale go czuć, nie da się zignorować. Strwożona czytałam, nie chcąc się oderwać. Bałam się o bohaterkę, bohaterki, chociaż wiedziałam, że to jest trylogia i główna postać na pewno przeżyje tę część. A jednak - bałam się o nią. Polubiłam wszystkie dziewczyny, polubiłam ich męża. Cieszyłam się wraz z ich małymi radościami, cierpiałam w ich bólu. Ciężko było mi się z nimi nie łączyć w jakimś porozumieniu. I cieszy mnie jedno - najwidoczniej Amerykanki z przyszłości nie są aż tak głupie jak te we współczesnym kinie i książkach. Nie bez wad, też mają różne wyskoki, ale z całą pewnością nie aż tak tragiczne.

Książka jest fascynująca, niezwykle mi się podobała, chociaż brakło malutkiej iskierki do zachwytu, której upatruję w języku. Jest dobry, przyjemny, prosty, ma coś z melancholii, ale to jeszcze nie to, czego bym od niego oczekiwała. Mimo to sama książka jest według mnie naprawdę rewelacyjna. I jeszcze ta niesamowicie piękna okładka! Mogę się w nią wpatrywać i wpatrywać... w oczekiwaniu na drugi tom.

Polecam.

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu


Muszę Wam przyznać, że ostatnio nic mi się nie chce - recenzować, odpowiadać na komentarze, oddychać... Czytać mi się chce, ale też nie chce. Ale z naciskiem na chce. Sama nie wiem. Może jestem trochę nieobecna, ale w końcu wrócę z pełną energią. Może trochę za dużo mam na głowie. A może po prostu Wunderkind ma za mały ekran i muszę się do niego przyzwyczaić ;).
Całuję!

29 komentarzy:

  1. Bardzo zachęcająca recenzja, teraz mam straszną ochotę na tę książkę :)

    Pozdrawiam ! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Yyyym, recenzja zachęcająca, a pozycja wydaje się ciekawa, zraził mnie tylko pierwszy akapit. Pozycje dotyczące wizji przyszłości pojawiają się w literaturze w zasadzie już od końca II wojny światowej, wystarczy wymienić chociażby takie jak Diuna czy Hyperion, które gorąco polecam, głównie ze względu na niesamowitą fabułę i teorię tego, co może nas czekać. W teoriach na temat tego ku czemu dąży ludzkość były też specjalnością Ursuli Le Guin oraz Janusza Zajdla, którego imię otrzymała dość słynna w świecie fantastyki nagroda. Według mnie to nie jest tendencja ostatnich lat, ale ostatniego półwiecza, bądź nawet całego minionego wieku. To katastroficzny stan społeczeństw po II wojnie światowej sprawił, że ludzie zaczęli się zastanawiać co się z nimi stanie, jesli ta destrukcyjna tendencja nie zostanie zastopowana. Później przyszły gigantyczne rewolucje techniczne, które dodatkowo przyprawiły katastroficzne wizje. Wynika to jak sądzę z lęku, że tak jak niegdyś, twory ludzkiego geniuszu mogą się przeciwko niemu obrócić.

    PS. Polecałabym też gorąco pozycję serialową, przedstawiającą niesamowicie interesującą teorię na temat naszej przeszłości i przyszłości jednocześnie. Jej tytuł to Battlestare Galactica :]

    OdpowiedzUsuń
  3. Przekonująca recenzja, muszę się rozejrzeć za tą książką ;)
    Nie przejmuj się tym "nic-mi-się-nie-chce". Coś chyba wisi w powietrzu, bo mam to samo xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Już wcześniej miałam ją "na oku", a po Twojej recenzji jeszcze bardziej chcę ja przeczytać. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetna recenzja. Chyba jedna z lepszych,a przynajmniej jedna z tych, które najbardziej do mnie trafiły. Też niedługo przeczytam tę książkę i już się nie mogę jej doczekać. To dziwne, że dłużej idą przesyłki Warszawa-Warszawa niż Warszawa-Kraków. Ale ja mam podobno głupią pocztę z jeszcze głupszym listonoszem. No nic, kiedyś dojdą ;). a jak wygląda ten Twój gigantyczny stos trzymający się tylko dzięki ścianie? :D co do tego poczucia, które masz, to chociaż myślałam, że się wyleczyłam, to niestety nie. Nawet wciągających książek nie chce mi się czytać... Może jak lato minie, zawsze lepiej się czyta na jesieni :).

    OdpowiedzUsuń
  6. Ostatnio antyutopijna tematyka i mnie zainteresowała. Zaczęło się od filmów, ale wiem, że na literaturę również się przeniesie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam przyjemność poinformować, że zostałaś nominowana przeze mnie do nagrody One Lovely Blog Award ;) szczegóły u mnie na blogu

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja również mam ochotę wejść do tego świata stworzonego przez autorkę. Chwała jej za to, że nie skupiła się głównie na miłości i romansie:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Toczko, nie kwestionuję ich istnienia, ale teraz się robi wysyp, na co chciałam zwrócić uwagę :). "Diunę" mam w planach od lat, ale jeszcze nic w związku z tym nie zrobiłam. A serial może kiedyś obejrzę, na razie nie bardzo mam czas :).

    C.S., dziękuję ;). Ja ostatnio zauważyłam, że do mnie dość długo idą książki z Krakowa. Wolę nie wnikać w działanie poczty, naprawdę :D. Ja myślę, że mam za dużo czasu, dlatego nic mi się nie chce. A lato zawsze na mnie dziwnie działa... Nie lubię tej pory roku. Zaś stos... musiałam go podzielić na trzy części, a i tak ledwo się trzyma xD. Po dzisiejszej poczcie by się na 100% zawalił. Obecnie mam stos "własny", "recenzyjny", "pożyczony". Nie wspominając o tym, co teraz czytam i leży ze mną w łóżku xD. Mogę Ci podesłać zdjęcie ;).

    Meme, dziękuję bardzo :)).

    Evito, też się cieszę z tego powodu ^^.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziś mam zamiar zacząć ją czytać :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jakże się cieszę, że dostałam ją do recenzji! Jestem prawie pewna, że mi się spodoba:) A okładka jest faktycznie napraaawdę cudowna:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Hm, zapowiada się całkiem ciekawie. Niby podchodzi trochę pod sci-fi, ale może się przemogę. Jednak wizja bigamii w powieści mnie też troszkę odrzuca ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Po Twojej recenzji muszę poszukać tej książki. Na razie nie chce się prawie wszystkim (i mi) więc się nie przejmuj:*
    [w-krainie-andersena]

    OdpowiedzUsuń
  14. z chęcią poznam, gdyż szalenie ciekawi mnie tematyka.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie martw się tym, że Ci się nie chce. Czasami nachodzi nas takie zmęczenie materiału i trzeba je po prostu przeczekać ;)

    Co do książki - brzmi ciekawie, ale boję się, że kolejny dobry temat na fabułę zostanie powielony w kilkunastu głupiutkich książkach i nastąpi to samo, co w przypadku wampirów, wilkołaków, aniołów itd. czyli totalny przesyt.

    OdpowiedzUsuń
  16. nominowałam cię do Only Lovely Blog Award. szczegóły u mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. ze względu na okładka na pewno nie ominęłabym tej książki w księgarni, ale Twoja recenzja przekonała mnie do niej jeszcze bardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Toczka, oczywiście literatura taka istniała, ale antyutopie w literaturze młodzieżowej to nowość i jest ich tam teraz wielkie zatrzęsienie. :)

    A ja właśnie dzisiaj wygrałam "Atrofię" na fejsbuku! :D I naprawdę tak się cieszę, że książkę polecasz, bo to oznacza, że będzie bardzo dobra i mam na co czekać. :D

    OdpowiedzUsuń
  19. a ja na nią czekam... coś do mnie nie potrafi przyjść...

    OdpowiedzUsuń
  20. Podeślij, bo jestem ogromnie ciekawa. Twoje stosy zawsze mnie rozwalały xD.

    OdpowiedzUsuń
  21. A tak poza tym - też chciałam napisać, ale zapomniałam - ja również cierpię na ciężki przypadek lenistwa. Od 2 tygodni zmagam się z recenzją "Diablego szkła". :( Miejmy nadzieję, że jak najszybciej uda nam się wrócić do formy. :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Przyjemnostki, też się tego obawiam, dlatego póki co będę czytać, dopóki jest świeże. Mimo to uważam, że będzie trudniej zanudzić czytelnika niż w przypadku takich wampirów, bo temat nie ogranicza aż tak :).

    De Merteuil, gratuluję! I miło, że wierzysz w moją ocenę, ale teraz jak Ci się nie spodoba, będę miała wyrzuty sumienia! xD. Jednak wciąż polecam i uważam ja za lepszą nawet niż takich "Dobranych", którzy mnie zachwycili.

    Sil, ja też na nią czekałam i przyszła mi dopiero przedwczoraj, niedługo powinna do Ciebie dotrzeć :)).

    OdpowiedzUsuń
  23. C.S., to już lecę zrobić zdjęcie i Ci wyślę :).

    De Merteuil, to ja z recenzją zwlekam góra dwa dni, bo nie lubię ciszy na blogu :). Ale "Diablego szkła" recenzować nie musiałam, więc może to dlatego xD. Ciężko by mi było powiedzieć, co myślę o tej książce xD.

    OdpowiedzUsuń
  24. Rzeczywiście okładka książki bardzo przyciąga uwagę. A twoja recenzja wzbudziła we mnie nieodpartą chęć przeczytania tej książki :) Biorąc pod uwagę że bardzo cenie sobie Twojego bloga oraz Twoje recenzje mam przyjemność poinformować, że zostałaś nominowana przeze mnie do nagrody One Lovely Blog Award ;) Szczegóły na moim blogu: http://jaskolcze-pioro.blogspot.com/. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Hmm, okładka mnie odrzuciła, Twoja recenzja zachęciła, chyba wybiorę się do empiku na testowe czytanie paru kartek.

    Nie zgodzę się, że przesyt dotyczy wampirów, raczej ich pewnego typu- tego oswojonego, chodzącego do szkoły, o psychice nastolatka. Lestata i Draculi nigdy dość ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Jaskółcze pióro, dziękuję Ci bardzo :*.

    Sumire, poniekąd się z Tobą zgadzam ;). Poniekąd, bo oczywiście ich nigdy dość (nie śmiałabym powiedzieć inaczej!), ale oni oboje powstali na długo przed tym paranormalnym boomem, więc się nie zaliczają do tej kategorii ;). Zaznaczyłam, że chodzi mi o te "wysypy" w literaturze, modę. Klasyka... klasyka to klasyka i dyskusji raczej nie podlega. I teraz naszła mnie ochota na Lestata, nooo!

    OdpowiedzUsuń
  27. A ja jakoś się nie skusiłam na tą powieść. Może kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
  28. "Po III Wojnie Światowej z naszej planety pozostało raczej niewiele - zaledwie Stany Zjednoczone, które miały najlepiej rozwiniętą technikę (z tym jednym niechętnie się nie zgadzałam, ponieważ uważam, że ku temu większe szanse ma Japonia, chociaż jako kraj wyspiarski... troszkę łatwiej ich unicestwić, jednak argument technologiczny pozostawia we mnie trochę wątpliwości) i zdołały przetrwać. Nie ma Europy, Azji, Afryki... I mało kto o nich wie. " - ten fragment straszliwie mnie zachęca, ale nie jestem do końca pewna czy odnalazłabym się w tej prozie ;P

    OdpowiedzUsuń
  29. Meme, spróbować zawsze możesz :). Gdy ja sobie wyobrażałam ten świat, było mi tak pusto... Jedynie jedna wyspa USA i malutkie wysepki na oceanie, których nie widać z satelity. Straszne.

    OdpowiedzUsuń