poniedziałek, 25 kwietnia 2011

The Roommate - Christian E. Christiansen (2011)

O tym filmie mówiło się już od dawna. Podejrzewam, że głównie za sprawą aktorów, którzy w nim występują (Leighton Meester - Gossip Girl, Nina Dobrev - The Vampire Diaries, oraz Cam Gigandet, który ostatnio jest coraz popularniejszy, głównie za sprawą roli w ekranizacji Zmierzchu oraz Burlesce u boku Christiny Aguilery). Co ciekawe - w pierwszym tygodniu po wejściu do kin film ten zarobił więcej niż film Jamesa Camerona Sanctum 3D. Tego ostatniego nie widziałam, więc nie wiem, czy to on jest taki kiepski, czy może "The Rommate" jest tak świetne. Chociaż zdziwiłabym się, gdyby naprawdę mówiono o świetności. Na Filmwebie różnią się te filmy jedynie dwoma dziesiątymi w ocenie, z korzyścią dla Sanctum. Po tym drobnym wprowadzeniu możemy przejść do rzeczy.

Fabuła przypomina mi trochę Chloe. Takie samo stwarzanie pozorów i zorientowanie się za późno, o co chodzi. Chociaż w The Roommate widz o wiele szybciej orientuje się, co się dzieje. Również są obsesje i nastrój również jest trochę podobny. Może zmienia się sceneria - tym razem lądujemy w akademiku. Bohaterowie są różni. A ich zachowanie też nie jest identyczne.

Twórcy zaskoczyli mnie również doborem aktorów. Na początku filmu ciężko odróżnić, kto jest kim. Okazuje się, że Sara jest bardzo podobna do Rebecci (Leighton), szczególnie w półmroku. Więc jeśli ktoś wie, że w filmie gra Leighton, prawdopodobnie - tak jak ja - pomyśli, że ta aktorka to ona. Dopiero później staje się wszystko jasne.

Fabuła jest nudna. Nie warto wspominać, poczytajcie o niej gdzieś indziej. Mi się spodobało wykonanie - zdjęcia, muzyka, delikatne stopniowanie napięcia i mało wyskoków "zza szafy", które są tak przewidywalne, że nie da się wystraszyć, choćby się bardzo chciało. Podobają mi się również postacie - są takie... różne. Niestety wszędobylskie opisy filmu psują. Dlatego uważam, że lepiej ich nie czytać. Bo nie mówią nic, a później się okazuje, że to "nic" odbiera "coś" filmowi. W sumie szkoda.

Tak naprawdę nie rozumiem, o co tyle szumu. Leighton zagrała nieźle, ale nie zachwycająco. Nina Dobrev w swojej epizodycznej roli wyszła kiepsko. Aktorka grająca Sarę była bezbarwna. W sumie chyba o to chodziło, ale i tak mi się nie podobała. Cam... on również potrafi zagrać lepiej. Najbardziej podobała mi się rola Billy'ego Zane'a. Duża zaszła w nim zmiana od Titanica. Z początku go nie rozpoznałam. Ale on pasuje do takiej roli.

Reasumując - film nie jest zły, ale na horror beznadziejny (kto go tak sklasyfikował?! Na IMDb sobie to darowali, i słusznie, to thriller). Gra aktorska mogłaby być lepsza, ale ujdzie. Muzyka - mniam. Zdjęcia - również mniam. Obejrzeć można, ale nie warto się spodziewać czegoś wybitnego. Jestem trochę rozczarowana. Tylko trochę, ponieważ emocje mi się podobały.

Czekam z utęsknieniem na kolejny film z Leighton, w którym gra u boku Hugh Laurie i który będzie miał premierę w tym roku. Na razie niestety nie wiadomo kiedy dokładnie. Liczę, że nim się nie rozczaruję. A póki co muszę obejrzeć Sanctum dla porównania.

9 komentarzy:

  1. Czy jest coś, czego nie czytasz? To tak słowem wstępu :D. I generalnie wypowiem się nie o tym filmie, co trzeba, mianowicie o Tomorrow, when the war began. Przypomniałaś mi, że istnieje i natychmiast się w niego zaopatrzyłam. Nie ma co dużo mówić, książka jest dziesięć razy lepsza. Film stara się, ale nie do końca mu to wychodzi, przekazać wartości i tematy jakie porusza książka. Ogląda się go okay, było parę wzruszających momentów, szczególnie jeden, jak Robyn w końcu zdecydowała się sięgnąć po broń. I jej osoby dotyczy też chyba największe rozczarowanie - wyszła jak straszny dzieciak, w ogóle nie wygląda jak ich rówieśniczka i jedyne co wytłumaczenie jakie znajduję dla tego faktu, to że specjalnie ją tak zrobili aby podkreślić kontrast pomiędzy młodym wiekiem nastolatków a wydarzeniami w jakich biorą udział. M.in. dlatego właśnie scena z nią, jak chwyta karabin jest tak świetna. Ogólnie film ok, ale książka znacznie go przewyższa pod każdym względem.

    OdpowiedzUsuń
  2. A, owszem. Jest kilkadziesiąt takich książek. Ostatnio mam problemy z kończeniem. Sama nie wiem czemu. Jestem ogólnie zniechęcona do robienia czegokolwiek, ale kto jak kto, Ty powinnaś wiedzieć, o czym mówię. Dziękuję, że opowiedziałaś mi o swoich wrażeniach z filmu - moje pokrywają się z Twoimi w stu procentach. Byłam bardzo ciekawa Twojej opinii, więc dziękuję po raz kolejny :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałam, że film jest raczej kiepski i każdy, kto nastawi się na horror będzie zawiedziony. Do kina się na niego nie wybiorę na pewno, ale może kiedyś obejrzę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam;)
    Hm, temat wydaje się ciekawy i odpowiedni do gatunku, szkoda, że całość nie zachwyca.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie ma za co :). O tak, dobrze wiem o czym mówisz i współczuję. Mam nadzieję, że przejdzie jak najszybciej. Na której stronie Córki Krwawych jesteś? ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. C.S., nie leży obok mnie, ale gdzieś w połowie ^^. A ze zniechęcenia wyleczyła mnie Rudnicka :D.

    OdpowiedzUsuń
  7. O mamo, Leighton u boku Lauriego?! Muszę to zobaczyć :P Swoją drogą nie słyszałam o tym filmie, ale chętnie obejrzę ze względu na grę aktorów i muzykę, którą tak wychwalasz. Szkoda tylko, że fabuła nie dała rady ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dario, ale weź, proszę, pod uwagę, że to gra nielicznych aktorów :). Byłabym skłonna skrytykować wszystko, ale trzyma się kupy, więc sobie daruję ;).

    OdpowiedzUsuń
  9. Wezmę pod uwagę, wezmę :P Ale i tak jestem ciekawa, co z tego wyszło :)

    OdpowiedzUsuń