wtorek, 1 marca 2011

"Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki" - Marcel Pagnol

Są książki, w których jest światło. Zapachy. Kwiaty, drzewa, ptaki. Magia. Są również książki, które są autobiografiami, a jednak mają w sobie tyle czaru, że ciężko uwierzyć w prawdziwość przedstawionych wydarzeń. Są książki, które rozgrzewają w zimne dnie. Są książki, które poprawiają nastrój bez względu na wszystko. Oto jedna z takich książek.

Marcela Pagnola "znam" z książki "Żona piekarza", której wprawdzie nie przeczytałam, ale miałam (i wciąż mam, a nawet bardziej) ogromną ochotę. Wedle wszelakich oznak autor ten wszędzie umieszcza tę cudowną atmosferę wakacji, radości, ciepła. I to też jeden z niewielu opisów z książkowych okładek, z którym zgadzam się w pełni. "Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki" to dwie pierwsze (aczkolwiek umieszczone w jednym tomie) części powieści autobiograficznej. Te dwie opowiadają o dzieciństwie małego Marcela, syna nauczyciela, będącego dzieckiem niezwykle inteligentnym, odważnym, niesfornym. Gdy jego rodzice wynajmują wraz z siostrą jego matki Różą i jej mężem Juliuszem (który wcale nie ma na imię Juliusz) willę na wsi, wszystko staje się nagle piękne. W życiu Marcela rozpoczyna się rozdział przyjaźni, miłości, polowań i śmiałych planów. Kto by pomyślał, że dziewięcioletni chłopiec ma tyle odwagi! Lekko przerysowane postacie dorosłych (w końcu opisywane z perspektywy dziecka, który w pewnej chwili stał się również człowiekiem dorosłych) dodają smaczku i tej ironii, z której Pagnol słynie. Jest bardzo subtelna, wymagająca lekkiego uśmiechu na ustach, ale niczego więcej.

Bardzo chciałabym porozmawiać z autorem i zapytać, jak wiele prawdy jest w tych wydarzeniach. Muszę przyznać, że wydaje mi się to nieprawdopodobne, chociaż wiem, że życie pisze najbardziej szalone i niewiarygodne scenariusze, jednak te historie wydają się być momentami tak cudownie absurdalne, że aż ciężko przyjąć je do siebie bez chwili zastanowienia.

Muszę też pochwalić wydanie. Jest bardzo dużo przypisów, które wyjaśniają niektóre rzeczy, np. dlaczego czwartki były wolnymi dniami tygodnia, kim są mniej nam znane postacie historyczne i inne rzeczy, o które moglibyśmy chcieć zapytać. Nie spotkałam się z niczym, co było dla mnie niezrozumiałe, a nie zostało niżej wyjaśnione. Bardzo miło mnie to zaskoczyło. Z tego też powodu książka dostała ode mnie kolejny plus, chociaż właściwie nie powinnam ich tyle dawać, bo niedługo by mi się skończył limit!

Marcel Pagnol ma swój własny kącik w moim książkowym departamencie w sercu. Jest to książka napisana dość prostym językiem, dobra dla trochę starszych dzieci, ale również dla dorosłych. Bardzo optymistyczna, chociaż kończąca się smutnym akcentem, również swojego rodzaju ironią. Nie mogę się doczekać, gdy przeczytam kolejne dwie książki z tej "serii". Z całą pewnością Marcel Pagnol jest autorem godnym przeczytania.

Polecam Wam z ciepłym, pachnącym prowansalskim wiatrem.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Esprit.

8 komentarzy:

  1. oj, ja mam wielką ochotę na "Żonę piekarza" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Isabelle, ja teeeż. Ale dopóki ktoś nie zapisze mi w spadku miliona, to jest wiele innych książek, na które mam większą ochotę ^^.

    OdpowiedzUsuń
  3. Już od dawna mam ochotę na tego autora :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię takie ciepłe i dobre książki, ale nie zawsze. Muszę mieć specjalny nastrój, żeby od nadmiaru słodyczy nie cisnąć książką o ścianę:)). Pagnola zostawiam więc na te nieliczne momenty gdy potrzebuję czegoś na osłodę cięzkiej egzystencji:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam ją w planach i z pewnością przeczytam, choć jeszcze nie wiem kiedy:).
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Marto, ona nie jest przesłodzona. Jest słodka, ale umiarkowanie :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam ochotę na coś umiarkowanie słodkiego właśnie (w końcu jestem na diecie ;), a zarazem ciepłego :).

    OdpowiedzUsuń
  8. Książka ostatnio do mnie trafiła więc niebawem ją przeczytam.

    OdpowiedzUsuń