sobota, 19 lutego 2011

"Galeria dla dorosłych" - Feliks W. Kres

Trudno jest oceniać opinie innych ludzi. Nie ma co zaprzeczać - różnimy się od siebie, inaczej wartościujemy, chociaż nasze morale bazują na tym samym rdzeniu, a jednak patrzymy na świat ze swojej własnej perspektywy (lub kilku) i często okazuje się, że dla jednego jabłko jest jabłkiem, a dla drugiego tarczą strzelniczą. Dlatego w przypadku tej książki - i jej recenzji - pojawił mi się problem: co napisać o czyiś opiniach dotyczących świata?

"Galeria dla dorosłych" jest zbiorem felietonów F. W. Kresa zamieszczonych w czasopiśmie "Science Fiction". Początkowo miały to być porady dla początkujących autorów, instrukcje, jak pisać, jednak Kres dość często zaznaczał, że nie ma recepty idealnej na pisanie. Do tego potrzeba wyczucia, intuicji. Mógł pokazać tylko to, jak on sam pracuje nad kolejnymi światami, bohaterami, tłami, wydarzeniami... Jego felietony zawierają sporo porad, ale bardzo subiektywnych. Z częścią ja bym się nie zgodziła, inne są tak genialne w swojej prostocie, że nawet nie pomyślałam, by je odrzucać - chociaż sama już wcześniej to wiedziałam.

Jednak te felietony nie dotyczą głównie pisania. Oczywiście były też mini-recenzje opowiadań przysłanych do oceny, ale one mnie nudziły. Bo ile można czytać, że Kres nie lubi elfów czy innych krasnoludów? Powtarzał się i to nie było szczególnie pasjonujące. Za to w kolejnej części porzucił pisanie o pisaniu i zaczął snuć swoje rozważania na tematy ogólnożyciowe. I tutaj pojawiało się wiele jego poglądów - zabawnych, poważnych, kontrowersyjnych, bezsensownych. Rzecz jasna z mojej własnej perspektywy.

Książkę tę można rozpatrywać pod kilkoma kątami. I chociaż bardzo mi się podobała, nie zależy mi ani na przeczytaniu "Galerii złamanych piór" (pierwszej części felietonów), ani też na posiadaniu tej książki. Bo poglądy mogę snuć swoje, czy czytać Wasze na blogach - i to za darmo. Mimo to "Galeria dla dorosłych" jest świetnym ironicznym spojrzeniem na naszą rzeczywistość - nie tylko polską. Jest coś, co kocham w Polskiej fantastyce (a przynajmniej w tej jej części, z którą się spotkałam) - niesamowity dystans do siebie i do świata. Ironia sączy się z niemal każdego zdania, które bez ogródek wskazuje na bezsens pewnych rzeczy. Kres pokazuje, jak wszystko jest pełne sprzeczności i idiotyzmu. I byłam zachwycona.

Mogę polecić bez wahania, jak to mnie samą zachęciła recenzja Miss Jacobs parę miesięcy temu. Książka kończy się dwoma załącznikami - cudownie niekonkretnym w swojej konkretności regulaminem nagrody dla twórców cykli fantastycznych, oraz opowiadaniem "Senea", które wyraźnie mi powiedziało, że styl Kresa mi nie podchodzi i jego książek raczej nie będę czytać (a przynajmniej nie będę do tego dążyła).

Warto przeczytać, by nabrać pewnego dystansu do wszystkiego. By mieć sporo rozrywki. By się zastanowić nad wieloma rzeczami. I tak po prostu - bez powodu. Polecam.


Książka ta wiąże się również z zabawną historią (a raczej dialogiem). Mam kolegę, który fantastykę wręcz kocha. Ma sporo książek, a ja chciałam przeczytać Kresa. No to go zapytałam...
- Słuchaj, chcę jedną książkę. Masz ją? Nie pamiętam ani tytułu ani autora.
- Jak wygląda okładka?
- Jak taka tablica z literkami u okulisty.
- Kres?
- Może. Widzisz, jak świetnie się dogadujemy? Wiesz, o co mi chodzi, nawet gdy ja tego nie wiem.
Więc dziękuję mu dzisiaj za użyczenie jej na czas długi, chociaż to nawet nie jest jego książka, tylko jego współlokatora xD.

2 komentarze:

  1. Chciałabym przeczytać, bo zapowiada się naprawdę nieźle ;).
    Zazdroszczę takiego kolegi, ja niestety nie znam nikogo podobnego ^^.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolega zapowiedział, że już nic więcej mi nie pożyczy xD. Ale jestem pewna, że żartował xD.

    OdpowiedzUsuń