niedziela, 20 lutego 2011

The Tourist - Florian Henckel von Donnersmarck (2010)

Moja wyobraźnia raczej nie obejmowała duetu Angeliny z Johnnym. Oboje są ikonami i świetnymi aktorami, ale zawsze stali dla mnie po dwóch stronach barykady, ich drogi nigdy się nie przecinały. A jednak. Ktoś poszedł za myślą, że warto parę tak znakomitych aktorów umieścić w jednym filmie (niewątpliwie zarobki są znacznie wyższe, niż gdyby w "Turyście" zagrało tylko jedno z nich). Obsada, jak to zwykle bywa, była niejednokrotnie zmieniana, jednak efekt ostateczny z pewnością usatysfakcjonował wiele osób.

"Turysta" jest bardzo spokojny jak na film akcji. Co prawda Filmweb klasyfikuje go jako dramat/thriller, jednak to nie oddaje rzeczywistego gatunku. Bo w rasowym dramacie raczej Interpol i mafia nie biegają za piękną kobietą i mężczyzną, którego spotkała w pociągu i wykorzystała dla zmylenia przeciwnika. IMDb doskonale określa film jako akcję/dramat/romans. Nic dodać, nic ująć. I nasz rodzimy Filmweb powinien pójść za tym przykładem.

Sama akcja nie wydaje się być skomplikowana - mamy Elise, piękną kobietę, która mieszka w Paryżu i codziennie wypełnia rutynę. Nieustannie jest śledzona przez Interpol, ponieważ miała romans z człowiekiem, Alexandrem, który ma dług podatkowy w wysokości 744 milionów funtów. Ten sam mężczyzna okradł pewnego mafiozo z 2,3 miliarda. Jest poszukiwany, ale nie można go złapać. Nie kontaktował się z Elise przez dwa lata, aż do tego ranka. Gdy otwiera przy śniadaniu list, pali go, po czym umyka Interpolowi i wsiada w pociąg do Wenecji. W tym samym pociągu ma spotkać dowolnego mężczyznę i udawać, że to Alexander. Pada na Franka, nauczyciela matematyki, wielbiciela książek sensacyjnych.

Oczywiście wszystko dąży do tego, by odzyskać pieniądze, które Alexander jest winien.

Jeśli uważałam, że rola Angeliny w "Salt" była świetna, w tym momencie uważam, że w "Turyście" przeszła samą siebie. Pobiła Johnny'ego na głowę, ponieważ tutaj zachowywał się jak słodki miś koala - lepszego skojarzenia nie mam. Zaś w Angelinie widać było jej klasę, elegancję i inteligencję. Tu nie było skakania po samochodach jak jakiś patyczak, jak to ktoś ujął przy "Salt", tylko zgrabne powolne ucieczki w eleganckich ubraniach, bez pośpiechu. Film wciąga w siebie, nie pozwala złapać oddechu i pozostawia po sobie subtelny niedosyt. Pojawiają się też pewne powtórki fabularne z innych filmów z Angeliną. No i zakończenie mnie nie zaskoczyło - dość szybko przewidziałam, kto jest kim. Ale film przez to nie stracił. Stracił przez grę Johnny'ego Depp'a. Wydaje się to absurdalne, ale niestety w moich oczach zawiódł. Nie do końca, a właśnie na końcu.

Film jest dobrze zrobiony. Ma genialny soundtrack - delikatny, pasujący do filmu idealnie. I widoki Wenecji są świetne. Jak i oglądanie Johnny'ego uciekającego boso po dachach jedynie w niebieskiej pasiastej piżamie. Taki niezgrabny miś koala. Naiwny niezgrabny miś koala. Na szczęście miał go kto ratować z opałów - nasza Wonder Woman. Oczywiście później to się pląta, ale mówiłam, dla mnie niespodzianek nie było.

Mimo wszystko "Turysta" powinien nudzić. Bo akcja, jakby jej nie było, bo zero podnoszenia napięcia, wszystko pozornie statyczne, nawet strzelaniny. A ja nawet nie zauważyłam, kiedy się skończył. To nie jest wybitne kino. Bardzo dobra rozrywka, z dobrymi aktorami. To tylko ja się czepiam biednego Franka. Angelina jest moją idolką, autorytetem, bóstwem - on nie. I chociaż go uwielbiam, nie usatysfakcjonował mnie w tym filmie. Powtórzyłabym po raz kolejny "miś koala", ale nie chcę się robić nudna.

Chyba zapomniałam wspomnieć o tym, że dość często wybuchałam śmiechem. Nie brakowało tu dobrego poczucia humoru.

Polecam. Ale ja filmy z Angie zawsze polecam, więc... no cóż. Polecam bardziej niż "Salt". To chyba wystarczy.

Z dnia 10.09.2013:
Właśnie obejrzałam "Turystę" po raz kolejny, a potem, coby sobie mózg zlasować, przeczytałam moją recenzję. Chciałam zatem powiedzieć, że gdy ją pisałam, musiałam być bardzo naiwnym, idealistycznym dzieckiem. Scenariusz tego filmu jest okropnie słaby, Angie gra rozczarowująco, Johnny bardzo dobrze. Niemniej kwestię koali podtrzymuję. A dobre poczucie humoru? Co to to nie. Zdecydowanie nie zgadzam się z moją własną recenzją.

13 komentarzy:

  1. Ja tam lubię Johnny'ego i Angelinę również, ale że za samym oglądaniem filmów nie przepadam, więc nie będę traktowała tego jako konieczność, aczkolwiek jeśli kiedyś będę miała okazję obejrzeć, zrobię to z wielką przyjemnością ;).

    OdpowiedzUsuń
  2. Sięgnę ze względu na Wenecję, którą dobrze wspominam i Deppa, oczywiście. Za Angeliną nie przepadam (chociaż w 'Oszukanej' mnie zachwyciła), ale skoro wypadła aż tak dobrze, to pewnie warto dać jej szansę... Nie lubię takich filmów, ale - jak widać - są powody, aby się mu przyjrzeć.

    Ścieżkę dźwiękową też chętnie przesłucham - akurat do muzyki filmowej przywiązuję wielką uwagę.

    OdpowiedzUsuń
  3. A nie przyszło Ci do głowy, że zagrał właśnie doskonale i miał grać takiego faceta? Ale wypowiem się, jak film obejrzę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pomyślałam od razu tak jak C.S - że może Twoje odczucia do Deppa wynikały z odtworzonej roli, którą miał z góry narzuconą w tak wąskich ramach. Z chęcią ten film obejrzę ze względu na Deppa, bo on jest dla mnie mistrzem. Jolie nic nie ujmuję, jej grę doceniam (w Oszukanej mistrzostwo), lecz chwilami mnie irytuje.

    OdpowiedzUsuń
  5. C.S., nie chodzi o typ faceta, ale to, co było na końcu, tam spieprzył. I faktycznie, zastanawiałam się, czy to tak miało być. Ale nie przemówiło to do mnie. Do koali nie mam większych zastrzeżeń, bo w tym przynajmniej widzę jakiś cel.

    OdpowiedzUsuń
  6. Film fajny, ale tylko dlatego, że graja tu Jolie i Deep. A ja za szybko zorientowałam się o co chodzi, więc już nie było tej frajdy z oglądania.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dario, jak już odpowiedziałam C.S., tylko o zakończenie filmu, jak tam zagrał. W recenzji są takie dwa zdania, że w moich oczach zawiódł "nie do końca, a właśnie na końcu". Reszty się nie czepiam. Koala mnie po prostu śmieszy i rozczula ^^. Zawsze mogę zwalić winę na scenarzystów, ale scenariusza nie widziałam, więc oberwało się ode mnie Johnny'emu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kamkap, ja zawsze mam większą frajdę, gdy wiem, co jest dalej ^^. Również się zorientowałam, ale w sumie pewności nie mogłam mieć aż do końca.

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja lubię być zaskakiwana, a tutaj się nie udało :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak jest Johnny to zazwyczaj nawet nie czytam o czym jest film :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Viconio, ja mam tak z Angeliną xD.

    OdpowiedzUsuń
  12. Szczerze? Dla mnie jednym walorem tego filmu (poza pięknymi plenerami) był Johnny Depp (jakoś tak mam, że jak widzę jego nazwisko w obsadzie filmu, to muszę obejrzeć <3333).
    Angelinę robili - takie moje, mocno subiektywne wrażenie - na Lorenkę. Miała przede wszystkim wyglądać (zjawiskowo).

    Słabiutki, oj, słabiutki film, a szkoda, szkoda...
    Zrobili z tego komedię - ech, ech.

    Pozdrawiam!^^

    OdpowiedzUsuń
  13. Szczerości domagam się zawsze ;). I jestem skłonna się z Tobą po części zgodzić we wszystkim. Z wyjątkiem walorów filmu - bo dla mnie to była Angelina :D.

    Zresztą co z tego, że słabiutki, skoro tak dobrze się oglądało? Nie wymagam wiele od filmów. Może dlatego, że teraz wszystkie są takie same.

    OdpowiedzUsuń