środa, 23 czerwca 2010

"Homo bimbrownikus" - Andrzej Pilipiuk



- To jakieś takie dziwne donos na policjanta pisać... Bez sensu. (...) Wklepiemy im i tyle.
- Jesteś nadmiernie agresywny - wytknął mu kozak.

- Wcale nie jestem agresywny - obraził się egzorcysta. - Ja tylko czasem po prostu mam ochotę komuś przypierdolić.


Staż Pilipiuka w świecie polskiej fantastyki jest już długi. Wędrowycz stał się ikoną, jego znakiem rozpoznawczym. Kilka tomów opowiadań, mgliste wzmianki w innych utworach... Kiedyś mogłam się w tym zaczytywać. Zaśmiewałam się do łez, czytając o perypetiach egzorcysty i jego przyjaciół. Jednak ostatnio sobie uświadomiłam, że wyrosłam z Pilipiuka. Teraz, gdy czytałam "Homo bimbrownikusa", miałam ochotę płakać z bólu, ponieważ nie byłam w stanie przebrnąć przez książkę.

Książka składa się z trzech opowiadań i powieści, czy też może długiego opowiadania. Szczerze mówiąc, nie znalazłam w niej nic przykuwającego uwagę. Powtarza się tutaj wiele schematów używanych przez autora w innych książkach. Doszłam do ponurego wniosku, że nie mogę się wybrać na warszawską Pragę, ponieważ na każdym rogu są dresiarze - każdy bez wyjątku ma dres i buty adidasa, nałogowo przeklina, poluje na każdego przechodnia i jest całkowicie wyprany z mózgu. Chyba dla pewności nie pojadę również do krakowskiej Huty, ani na Kazimierz, gdzie na pewno starzy Żydzi rzucą na mnie urok albo będą szeptać modlitwy na odegnanie złego ducha...

Straciłam rachubę czasu. Z moich obliczeń wynika, że Semen powinien mieć około 130-140 lat, Wędrowycz może o 20 mniej. Są silni, inteligentni i mają wszędzie znajomości. Alkohol im nie szkodzi - wręcz przeciwnie, raczej dodaje im mocy. Nie wiem, jakim cudem przebrnęłam przez tą książkę, to chyba tylko moja własna silna wola. Jako była fanka Pilipiuka nie mogłam sobie odpuścić lektury kolejnego jego dzieła. Mam nadzieję, że nigdy nie wpadnę na pomysł przeczytania "Homo bimbrownikusa" ponownie. Sądzę, że to sprawi, iż stracę resztki swojej normalności.

Definitywnie nie polecam tej lektury. Radzę przeczytać wcześniejsze dzieła Wielkiego Grafomana - w tym momencie udowodnił, że nadmierna grafomania wcale nie idzie w parze z jakością. Kto wydał tą książkę?! Ja bym tego nie zrobiła. Za nic w świecie.

5 komentarzy:

  1. To smutne, Ty i była fanka Pilipiuka? Ale nie dziwię się. Popadł w monotonię i czuję, jakby leciał, na tym, co już raz wymyślił i dobrze się sprzedaje, zamiast zrobić coś nowego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Może przejadł się Wędrowyczem. Przeczytam jeszcze "Rzeźnika drzew" i po nim wydam ostateczną opinię, czy Pilipiuk się już doszczętnie wypalił.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam pierwszy tom. Lektura śmieszna i lekka, ale nie mam ochoty na więcej. Czuję, że nie warto. Czytałam jeszcze chyba "Kuzynki" Pilipiuka, które już kompletnie mi się nie podobały. Generalnie nie przepadam za autorem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ultramaryna - "Kuzynki" były świetne ;).

    Sara - a co podchodzi pod Twój gust? Ostatnio mnie to zastanawia ^^.

    OdpowiedzUsuń