wtorek, 15 listopada 2011

"Między młotem a piorunem" - Kevin Hearne

Tom pierwszy.
Tom drugi.


Nastały ciężkie czasy. Druidzi są na wyginięciu (w końcu ostał się tylko jeden), a kolejnemu (kolejnej) zostało jeszcze ładnych naście lat nauki. W dodatku ten naiwny ostatni druid wkopał się w niezłą kabałę (kabalista z poprzednich tomów ściągnął kolegów, którzy przeszkadzają w wyjściu na whisky z Jezusem), choć (też) nie dosłownie. Atticus narobił sobie znacznie więcej problemów, niż by chciał.

O ile poprzedni tom nazwałam przejściowym, ten jest dość mocno konkretny. Obietnica złożona pod koniec ostatniej części musi zostać wypełniona, a zarówno Jezus jak i Morrigan mówią druidowi, żeby zaniechał. Problemów jest co niemiara. Wampiry się nagle rozmnożyły, a beta watahy wilkołaków jęczy Atticusowi, że za nic nie chce zostać alfą i próbuje potencjalną winę zrzucić na Atticusa. W dodatku druid jakoś przypadkiem doprowadza do pomieszania kolejności i efektów wydarzeń w „Eddzie” (a jeśli ktoś nie wie, co to „Edda”, proponuję się dowiedzieć).

I choć nie mogę powiedzieć, by Kevin Hearne zrezygnował w tym tomie ze swojego specyficznego humoru, jest on poważniejszy. W końcu gdy śmierć zagląda bohaterom w oczy (i to naprawdę bardzo dosłownie), nie za bardzo jest okazja do pośmiania się. Za to można się w końcu dowiedzieć czegoś na temat tajemnic wampirów, historii życia i nie-życia Leifa, wilkołactwa, starych morskich tajemnic i przepowiedni syren oraz dlaczego bóg Perun nie lubi Thora (albo raczej – dlaczego nikt nie lubi Thora). Nie można też zapomnieć o tak drobnej kwestii, dlaczego Freja jest seksowna.

Nie zauważyłam nawet, kiedy ten tom się skończył. Jak zwykle było mi za mało przygód Atticusa. I nie było ważne, że ten tom obfitował w tragiczne wydarzenia i rozdarł mi serce na kawałki, ponieważ mam pełną świadomość, że któregoś dnia przeczytam kolejną część. Nie wiem, jak to się dzieje, ale jeśli chodzi o tę serię fantasy, bardzo mocno zżywam się z całą historią. Może podoba mi się idea życia bogów, bóstw i istot z różnych mitologii obok siebie oraz przeplatania światów? Wiem, że Gaiman robi to samo, ale niestety nie dociera do mnie jego wizja, wolę tę przedstawioną przez Kevina Hearne.

Powtórzę po raz kolejny, że jest to seria nietuzinkowa, nie infantylna i mocno intrygująca. I trzyma poziom kolejnych tomów jeszcze mocniej niż Protektorat Parasola Gail Carriger. Nieustannie mnie to zadziwia. Kronikom Żelaznego Druida po raz kolejny nie mam nic do zarzucenia poza tym, że najchętniej przeczytałabym jak najszybciej kolejny tom.

Bardzo gorąco polecam całą serię. Porządne fantasy, tak trzymać!

(Choć teraz myślę, że chyba brakuje mi tu jakiegoś smoka. Nie pytajcie dlaczego. Po prostu chciałabym smoka.)

2 komentarze:

  1. Ojej, teraz MUSZĘ przeczytać całą serię xD.

    OdpowiedzUsuń
  2. Serią zainteresowała mnie już przy I cz., a druga książka tylko wzmocniła ciekawość :)

    OdpowiedzUsuń