piątek, 11 listopada 2011

"Top modelka. W sidłach kariery" - Richard Green


Dostanie się w sidła kariery to rzecz straszna. Wie o tym niemal każdy, kto dopuści do pojęcia „sukces” choć odrobinę krytyki. Pojawia się wtedy świadomość, że straci się czas dla rodziny, szacunek do samego siebie, niemal całe życie prywatne. Dochodzi do tego stres, zabieganie. A to wszystko tylko dla większej ilości pieniędzy niż zarabia przeciętny człowiek.

Spodziewałam się po „Top modelce” kreacji świata mody, który jest brudny, ale posiada w sobie jednak coś interesującego. Na okładce książki jest napisane, że to powieść „o eleganckim i powierzchownym świecie przesyconym erotyzmem i bogactwem” – w tych słowach nie ma niczego, co wykraczałoby poza moje własne pojęcie o tym świecie, tyle że ja, w przeciwieństwie do autora, nie patrzę na żaden aspekt życia wyłącznie pod względem zepsucia i destrukcji, lecz jako całokształt, który zawiera cechy zarówno pozytywne jak i negatywne. „Top modelka” jest niestety książką zdecydowanie bardziej powierzchowną niż opisany w niej świat mody, a dodatkowo wyjątkowo tendencyjną, czego z całego serca nie jestem w stanie znieść. Tak płaskiej książki nie czytałam chyba nigdy.

Pierwsze negatywne odczucia pojawiły się już na pierwszej stronie. Wtedy jednak jeszcze nie byłam zniechęcona do głównego bohatera, tylko raczej do jego szefa, który wypowiadał się tak sztucznie, że nie potrafiłam powstrzymać grymasu na twarzy. Sam bohater nie był lepszy, jednak powstrzymywałam się przed wystawieniem o nim oceny. O wiele gorzej było, gdy na scenie pojawiła się jego narzeczona – Sara. Bardzo pruderyjna kobieta, która nienawidzi mężczyzn, bo są pożądliwi i gdy tylko jakiś popatrzy na nią pod kątem seksualnym, wyzwala w niej to agresję. Brakuje mi w książce wyjaśnienia powodów w jakiś dający się zrozumieć sposób, ponieważ podana przez autora argumentacja zupełnie do mnie nie przemawia. Co gorsza, Jacob dla niej rezygnuje z tak korzystnego kontraktu, ze swoich marzeń i ukochanego zawodu. Amor vincit omnia, prawda? Jednak ja dostrzegałam w tej książce wyłącznie paranoję Sary, niezrozumiałą fascynację Jacoba jej osobą (cóż z tego, że jest najpiękniejszą kobietą na świecie o dużej inteligencji, gdy wyzwala w człowieku chęć porządnego wstrząśnięcia nią? – zresztą to i tak eufemizm) i potraktowanie świata mody tak płytko.

Zgodnie z teorią autora wszystkie modelki są głupiutkie, wszystkie zdjęcia w czasopismach ociekają seksem, a owe modelki (bez wyjątku) sypiają z fotografami, by wyszły lepsze zdjęcia i sprzedają się za bezcen, nie mając dla siebie za grosz szacunku i uprawiają seks z każdym, kto stoi wyżej od nich. Są towarem, za który nawet nie trzeba płacić. Nikim. Zasługują wyłącznie na pogardę. Jak i wszyscy ci, którzy nie są grzeczni, aseksualni i brzydcy.

To jedna trzecia książki. Matka Jacoba dostaje wylewu, ale gdy syn przychodzi, odzyskuje przytomność. Jacob się nawraca, rzuca pracę (tym razem definitywnie) i pracuje z rodzicami w schronisku dla osób biednych i schorowanych. Pada na niego światło, a zły człowiek nagle staje się dobrym. Zaczyna rozumieć swoje złe uczynki, a gdy przychodzi co do czego, nadchodzi moment zmazania win i dostaje nagrodę.

Książka napisana jest kiepsko, sztucznie, z wołającymi o pomstę do nieba dialogami, ale ma tę zaletę, że czyta się ją szybko. Tendencyjna aż do bólu, niemniej przewidywalna oraz niezmiernie denerwująca. Ostatnią książką, która mnie tak frustrowała była „Ja, Diablica” Katarzyny Bereniki Miszczuk, tyle że tam pojawiały się przynajmniej inne intrygujące postacie, ciekawa fabuła i fascynujące tło. W „Top modelce” fascynujące tło zostało zamazane szarą farbą, postacie oblane olejem, który rozpuścił kontury i ktoś przypadkiem wylał na płótno za dużo białej farby, która miała nadać dziełu niewinny i czysty wygląd, a okazało się, że unicestwiła je do reszty. Bezbarwna, z nieistniejącymi aspektami psychologicznymi… nie nadająca się do czytania.

Jest to książka, której zdecydowanie nie polecam. Czuję po niej ogromny niesmak – tak silny, że gdybym miała taką możliwość, zakazałabym jej publikacji i spaliła. To ostatnie mogę na szczęście zrobić, choć bądź co bądź to książka, więc byłoby to świętokradztwo, mimo że ona sama w sobie jest literacką herezją.

Książkę przeczytałam dzięki portalowi Sztukater oraz wydawnictwu Promic.

10 komentarzy:

  1. Nie rozumiem Twojej antypatii do Diablicy, bo mnie ta książka ubawiła i nie mogę się doczekać kontynuacji, choć Piotrusiowi życzę, żeby go Baltazar posiekał na kawałeczki i opiekł na ruszcie. Najlepiej w odwrotnej kolejności. Co do Top modelki to ja nawet nie wiem dlaczego taka książka została wydana. To już naprawdę nie ma lepszych propozycji od niepublikowanych autorów? Wkurza mnie spojrzenie autora na modelki. Co to to nie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Gio, ta antypatia jest spowodowana w dużej mierze Piotrusiem ;). I tamten nie nazywał się Baltazar tylko Beleth xD. Wiki z powodu Piotrusia jest skończoną idiotką, a zrobienie takiej krzywdy Kleopatrze pójść płazem nie może. Zresztą tutaj chodzi tylko o poziom irytacji w trakcie lektury, bo ja się też ubawiłam. Porównywałam jednak tylko irytację xD.
    Hmm. To jest wydawnictwo jakiś księży czy innych takich, więc im się pewnie takie spojrzenie spodobało na tyle, by wydać...

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam dwie pozytywne recenzje tej książki, ale wygląda na to, że tylko ty powiedziałaś coś więcej o samej fabule i kreacjach bohaterów. Większość osób skupiała się na rzekomym przepełnieniu pożądaniem. Raczej, a wręcz na pewno, nie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  4. No oczywiście musiałam przekręcić! A się zastanawiałam czy na pewno się tak nazywał xD. Okay, irytacja. No tak, to wszystko jasne. Uznali, że książka ma moralizatorski morał xD.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ice Fire, właśnie przeczytałam recenzję, w której wyczytałam jakieś bzdury, że Sara była modelką i robiła zawrotną karierę, ale nagle sobie wymyśliła, że zlecenie dla Chanel będzie jej ostatnim i że w ogóle poznała się z Jacobem na sesji zdjęciowej. Przeczytałam jeszcze jedną recenzję i dochodzę do wniosku, że albo ja się czepiam nie wiadomo czego, albo ktoś się podlizuje wydawnictwom, albo pisze recenzje bez czytania książki.

    Gio, w celach moralizatorskich powinno się ją naprawdę spalić ;).

    OdpowiedzUsuń
  6. Okładka chyba wydaje się tylko dość przyciągająca, troszkę tajemnicza. Nie lubię jak na siłę się doszukuje w książkach rzeczy, których w niej nie ma - tak aby pokazać, że o czymś ważnym ona jest.
    Odpuszczę sobie z czystym sumieniem :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie podobała się "Diablica" ? :( Mnie za to bardzo.

    Może to głupie co teraz powiem, ale... ale fajnie! ;) Negatywna opinia! Miło dla odmiany jest poczytać o książce, która wzbudza antypatię do tego stopnia, że recenzent chciałby ją spalić. Jestem dziwna i czasem lubię się pastwić nad książkami, ale nie sięgam po takie, o których wiem, że są złe. Bo nie chcę się męczyć. Natomiast jak taka się sama nawinie i potem modlę się o cierpliwość, gdy ją czytam, to uwielbiam sobie ulżyć, ach... Chyba jestem okropna :)

    Recenzja mi się podobała. Bardzo.

    A okładka jest śliczna i pewnie od razu bym po nią sięgnęła w księgarni. Jakie to potrafi być mylące...

    OdpowiedzUsuń
  8. Nyx, okładka również mi się podoba :). A "Diablica" mnie raczej denerwowała. Ten wkurzający Piotruś, zaślepiona zakochaniem Wiki i zrobienie takiej... kogoś niefajnego z Kleopatry. Nie mogę powiedzieć, że się nie podobała. Irytowała :D.
    Ja się cieszę, gdy trafię na książkę do pastwienia, bo przynajmniej wtedy nie mam wyrzutów sumienia pod względem mojej recenzji. Wtedy mam pewność, że czegoś nie zafałszowałam, by się komuś przypodobać ;). To nudne, gdy nagle wszystkie książki mi się podobają, bo nie wiem, czy to już ze mną coś nie tak, czy może mam farta xD.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie słyszałam o tej książce, ale początkowo mnie zainteresowała. Jednakże po przeczytaniu Twojej recenzji myślę, że sobie odpuszczę.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. O mały włos a nie poprosiłabym o tę książkę do recenzji, coś mnie jednak powstrzymało i bardzo się z tego cieszę. Na pewno nie miałabym ochoty czytać czegoś takiego. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń