środa, 16 maja 2012

"Biblia Umarłych" - Tom Knox


„Religia to opium dla ludu”, napisał kiedyś Marks. Kiedyś – choć znacznie później, niż powstało to zdanie – ja zostałam uznana przez znajomego za kryptomarksistkę. Może powinnam się wstrzymać z religijno-marksistycznymi wywodami, jednak od tego wszystko się zaczyna w tej książce. Od marksizmu. Od religii. Od terroru i morderstw. Od Kambodży i Czerwonych Khmerów.

Trójka bohaterów – Julia, Jake i Chemda – trafia na trop tajemniczych wydarzeń. Choć na początku pozornie Julia z pozostałą dwójką nie ma nic wspólnego, okazuje się, że pozornie banalne wydarzenia sięgają tak naprawdę tajemnic… epoki kamiennej. I tego, co sprawia, że człowiek jest człowiekiem. Tom Knox zabiera nas w podróż po Francji i Azji z dala od turystycznych szlaków i hoteli z basenami, przedstawiając niebezpieczne życie i dzikie, pełne magii i przesądów miejsca. A także tworzy fascynujące teorie na temat… o tym warto się przekonać osobiście.

W ostatnim zdaniu mówię poważnie. Nie spodziewałam się, że to będzie aż tak świetna książka (no, jednak to nie „Informacjonistka”…) – wiedziałam, że na pewno dobra, ale godziny spędzone z nią przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Ostatnie strony wzbudzały napięcie i niepewność (dawno tak bardzo mi nie zależało na szczęśliwym zakończeniu!), a „Biblia Umarłych” w całości zaintrygowała mnie Kambodżą, którą zawsze traktowałam trochę po macoszemu, choć historię Czerwonych Khmerów znałam. Trochę. Ciężko mi więc na razie zweryfikować, co napisał o nich Tom Knox, ale na pewno kiedyś to zrobię. Nie mogę wyrzucić tego kraju z moich myśli. Tak samo jak i książki. Fabuły, teorii… uwielbiam coś takiego. Takie z pozoru absurdalne bajki, które sprawiają, że czytelnik zaczyna w nie wierzyć, nawet jeśli są sprzeczne z jego przekonaniami. Ja, zachwycona, uwierzyłam. Przynajmniej na tyle, by się nad nimi zastanowić.

Zdecydowanie jest to dobra i wciągająca lektura. Momentami brutalna, ale też czarująca. Rozprawiająca się z ideologiami, ale tworząca nowe. I aż chce się w nie wierzyć – oczywiście pomijając te momenty, w których prawda historyczna mogłaby okazać się kłamstwem. Polecam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz