piątek, 25 maja 2012

30 dni z książkami. Dni 12-18.

Dzień 12 - Książka, która tak wycieńczyła mnie emocjonalnie, że musiałam przerwać jej czytanie lub odłożyć na jakiś czas. 

Są dwie takie książki. Obie odebrałam bardzo emocjonalnie, obie dotyczą tego samego i po obu miałam doła głębokiego jak Rów Mariański. A skąd ten dół? Bo po lekturze, która była dość ciężka dla mego serca, przestałam czuć, ponieważ przelałam wszystkie uczucia do książki i nie mogłam się z tego uwolnić. Im lepsza książka, tym większa pustka, którą leczę zwykle kilka dni. I odkładałam te książki, wracałam, delektowałam się i ubolewałam. Bywało ciężko. Te książki to "Blondynka" Oates oraz "Ostatnie seanse".

Dzień 13 - Najukochańsza książka z dzieciństwa 




Choć było kilka książek, które bardzo lubiłam i czytałam wielokrotnie (jak np. "Dzieci z Bullerbyn", "Ania z Zielonego Wzgórza" czy "Wojownicy. Na wolności" - ma ktoś drugi tom i zechce mi sprezentować?), to jedna bez wątpienia rządziła moim dzieciństwem. Wiele razy czytałam - od początku, od środka, z przerwami i jednym kłapnięciem. Tą książką jest "Mała księżniczka".Te zimne noce na poddaszu, a moje czytanie, gdy zawinęłam się w śpiwór i przytulałam się do dużego, pluszowego psa i podjadałam jakieś drobne przekąski (których zawsze było za mało i byłam głodna - tak jak Sara), a później deszcz i wyobraźnia, która poszła w ruch. To najpiękniejsza książka, jaką miałam okazję przeczytać.

Dzień 14 - Książka, która powinna się znaleźć na obowiązkowej liście lektur w szkole średniej


Listy lektur to coś strasznego. Mam dwie książki - jedną do poziomu podstawowego i jedną do rozszerzonego (bo za gruba na podstawę). "Panna Nikt" zdecydowanie zasługuje na swoje miejsce w kanonie. Głównym powodem jest jej forma, ale także treść. Mieszanie snu i rzeczywistości. Mieszanie wiary i bezbożności. Mieszanie własnych przekonać z ich rzeczywistym brakiem. I wszystko to, co sprawia, że czytałam ją niezliczoną ilość razy, ciągle się zastanawiając, jak można napisać tak dobrą książkę, która jest tak zwyczajna. A może właśnie nie. I kontrast koloru i szarości minionych lat.
Na rozszerzenie dałabym "1Q84" Murakamiego. To już za cudowne połączenie kultury wysokiej i pop i zabawę z czytelnikiem. Ale tak się zastanawiam, ilu licealistów by to przeczytało? Przecież to ma tyyyyle stron.

Dzień 15 - Ulubiona książka traktująca o obcych kulturach




Lisa See napisała kilka książek. I choć moją ulubioną z nich jest "Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz", to w tej kategorii umieszczam "Miłość Peoni", która przedstawia nie tyle kulturę życia codziennego, co raczej chińskie wierzenia, świat duchów i trochę bardziej rolę i uczucia kobiety. Jest rewelacyjna.

Dzień 16 - Ulubiona książka, którą sfilmowano


To ma być ulubiona książka, czy ulubiona ekranizacja książki? Nie jestem pewna, dlatego zdecydowałam się na to drugie. Najlepiej sfilmowaną książką jest "Demony dobrego Dextera". I, co zabawne, po pierwsze - ekranizacja jest serialem. Po drugie - treść jest trochę zmieniona. Po trzecie - serial jest lepszy od książki. Genialny! Ale książka jest naprawdę niezłą bazą dla niego. "Dexter" rządzi!

Dzień 17 - Książka, którą sfilmowano i zrobiono to źle


Wyżej wspominałam o Lisie See i jej książce, którą bardzo lubię. Dlatego, gdy dowiedziałam się, że powstanie ekranizacja, bardzo się ucieszyłam. Dopóki nie zobaczyłam traileru. To jednak nie było jeszcze tak złe. W końcu udało mi się obejrzeć film, a na usta mi się cisnęło: What the fuck?! Ciężko to inaczej opisać. Dawne Chiny zostały zamienione na współczesne (po części), stworzono jakieś analogie i odniesienia. A z samej książki zostało niewiele. Sam film uważałam za całkiem przyzwoity, ale jako ekranizacja? O, nein! W tym kontekście nie warto go oglądać. "Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz" to bardzo dobra książka, ale zła ekranizacja.

Dzień 18 - Moja ukochana książka, która już nie można kupić

Długo myślałam nad tą książką. W końcu doznałam oświecenia. "Dotknięcie ziemi"! Nie jest może całkiem niedostępne, jednak... jest tylko jedno Polskie wydanie (Świat Książki, rok 2006, 2007?), niemal niemożliwe do zdobycia. Niemal. Bo od czasu do czasu na Allegro trafi się pojedynczy egzemplarz (właśnie sprawdziłam i obecnie jest jeden). W sumie nie dziwię się, że ludzie nie chcą się pozbywać tej książki.
Uwielbiam "Dotknięcie ziemi". Zwykle wahałam się, którą z książek Rani Manickiej wolę i w zależności od okresu w życiu się one zmieniały. Ta jest trudniejsza, bardziej szara, w inny sposób magiczna, ale porywająca w trudny świat. I pokazuje, dlaczego uważam Rani Manicką za tak wspaniałą pisarkę. Bo, choć podobna do "Matki Ryżu", to zupełnie inna.

Z zapowiedzi: jutro stosik, pojutrze recenzja bądź TAG. Zależy od tego, jak mocno starsza pani wniknie. Dwa dni wolnego brzmią przerażająco i już nie wiem, jak się za nie zabrać.

1 komentarz:

  1. Co do "Dotknięcia Ziemi" to poluję na tę książkę i mam nadzieję, że któreś wydawnictwo wreszcie zdecyduje się na wznowienie.

    OdpowiedzUsuń