środa, 17 sierpnia 2011

"Czekam na Ciebie" - Veronique Olmi


„Czekam na Ciebie” jest książką specyficzną – jak wszystko co francuskie. Przez dłuższy czas zastanawiałam się, jak ją sklasyfikować i w końcu, wbrew okładkowym zaleceniom, uznałam ją za powieść dla nastolatek. A dlaczego? Ponieważ Emilie, główna bohaterka i zarazem narratorka, cofa się do czasu, gdy miała lat naście, przeżyła swoją pierwszą, intensywną miłość, która trwała aż do dwudziestej piątej rocznicy ślubu z… innym mężczyzną.

I właśnie w dniu tej rocznicy Emilie przypadkiem odnajduje  w gazecie ogłoszenie, które siłą rzeczy musi dotyczyć jej. I wtedy całkowicie spontanicznie i bez wahania rzuca przygotowania do uroczystości, wsiada w samochód i rusza do Włoch, żeby odnaleźć utraconą miłość, która przecież tak wyraźnie ją wzywa.

Traktowałam tę książkę pobłażliwie, bo w końcu kto bez zastanowienia rzuca wszystko i wyjeżdża, bo przeczytał ogłoszenie w gazecie, które równie dobrze mogło dotyczyć kogoś innego, choć prawdopodobieństwo było niewielkie? Z początku nie lubiłam bohaterki, jednak im dalej czytałam, tym więcej rozumiałam. Tym cieplejsze uczucia względem niej żywiłam. Mimo wszystko rozumiałam, że sentyment do dawnych uczuć i brak ich względem obecnego partnera jest silniejszy, niż przysięga małżeńska. Dzięki temu poznałam ją jako nastolatkę, później dorosłą kobietę, w której wciąż drzemie dziewczyna, czekająca na okazję, by się obudzić. Pewnych momentów nie akceptowałam, gdy zachowywała się wręcz brutalnie wobec rodziny, jakby nie miało znaczenia, że córki się o nią martwią. Mimo to bardzo miło i szybko się ją czytało.
Mimo „podróży sentymentalnej” nie bardzo zrozumiałam, do czego dążyła  autorka. Do pokazania miłości ponad czasem? Czy może do akceptacji tego, co się ma, a nie rozpamiętywania? Zakończenie nie pokazuje jednoznacznie, o co chodziło. Jakby tylko opowiedziała historię i chciała, żeby czytelnik sam wymyślił, o co tutaj chodzi, jaki miała cel.

Brakuje mi rozwiązań pewnych wątków, wyjaśnienia, po co one są stworzone. Nie jest to książka doskonała, choć zdecydowanie przyjemnie się ją czyta, jest nostalgiczna i zakorzenia się gdzieś głęboko myśl: czy jest coś, co czego warto wracać mimo wszystko?

Całkiem miła lektura, gwoli rozrywki. Nic wybitnego. Ale czyta się bardzo przyjemnie.
 
Książkę otrzymałam od wydawnictwa

8 komentarzy:

  1. Sama nie wiem czy sięgnąć. Mnie również nie wydaje się, by ktoś rzucał wszystko z powodu ogłoszenia w gazecie. ;) Jeżeli wpadnie mi w ręce, dam jej szansę, ale jakoś specjalnie szukać jej nie będę. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji w rzeczywistości, no ale od tego są książki;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem czy przeczytam, może jeżeli nie będę miała nic innego pod ręką ;)

    Pozdrawiam ! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam wrażenie że zupełnie inaczej odebrałyśmy tę książkę :-) Mnie urzekło to skakanie po osi czasu, łączenie poszczególnych elementów, zapełnianie luk w chronologii zdarzeń. Podobało mi się bardzo :-)
    Pozdrawiam ciepło i dzięki za komentarze... wszystkie...

    OdpowiedzUsuń
  5. Z tym cofaniem się w czasie, to trochę jak w książce "Zaklęci w czasie", no, przynajmniej mi się tak kojarzy :)
    Nie lubię, kiedy trzeba się domyslać "co autor miał na myśli", a jak piszesz, brakuje jasnego przesłania. I tak już całkiem na marginesie, nie podoba mi się okładka, wcale :)

    OdpowiedzUsuń
  6. W ogóle mnie to nie zainteresowało. Wydaje mi się jakieś takie "nicspecjalnego", i do tego piszesz, że brak wyraźnego zakończenia, a jak znam siebie, pewnie gryzłabym się tym i gryzła - strasznie nie lubię wszelkiego typu niedopowiedzeń.

    OdpowiedzUsuń
  7. Evito, mi się podoba górna część okładki, Paryż... jest taka klimatyczna, zaś kobieta w samochodzie już nie ;).

    OdpowiedzUsuń
  8. całkiem miła lektura to na razie za mało, żeby mnie skusić. Odpuszczę sobie więc w najbliższym czasie.

    OdpowiedzUsuń