sobota, 6 sierpnia 2011

"Fruwająca dusza" - Yoko Tawada

Japonia ze snu. Szkoła. Ale szkoła niezwykła - jedynie dla wybranych (czy to przypadek, że wybranymi są tylko kobiety?), mniej  praktyczna niż znana nam. Raczej metafizyczna, skupiona na jednym - Drodze Tygrysa. Czym jest ta droga? Nie wiem, choć teoretycznie wiedzieć powinnam. Z czym mi się to miejsce kojarzy? Z sektą, uzależnieniem do pary z pozorną niezależnością. Ale na drugim miejscu z saficką szkołą dla dziewcząt na wyspie Lesbos - od tego wzięły się lesbijki, podobno Safona wykorzystywała swoje uczennice, tak niesie wieść. I tutaj można dostrzec tak mocny erotyzm (choć jednocześnie nie opisany bezpośrednio), że aż gorąco się czytelnikowi robi. Kikyo zdecydowanie kojarzyła mi się z Safoną, guru, duchem. A główna bohaterka? Z jakimś wybrańcem, jedynym, który może pokonać wroga.

W tej książce jest parę naprawdę cudownych rzeczy - język, oniryczne labirynty, zabawa japońskimi wierzeniami - żonglowanie nimi, obalanie, przekręcanie. Książka jest niezwykłą plecionką tego wszystkiego, a pomiędzy splotami pojawia się czasami zmysłowość, która promieniuje na całą treść. Budzi ona podskórną grozę, niepewność. I choć można podejrzewać, co się stanie, o co tu chodzi, autorka potrafi zburzyć wrażenie, próbując udowodnić, że to tylko sen, a rzeczywistość jest inna. Co istnieje naprawdę, a co jest tylko pozorne?

Jest tutaj płynnie opisane dziesięć lat, lecz nie czuć upływu czasu - sama fabuła jest ponad jakimikolwiek kryteriami. Jest las, jest szkoła. Przewijają się ludzie, ale świata zewnętrznego prawie nie ma. My poznajemy tylko to, co jest w środku. Można się irytować tym, że bohaterka chce być uważana za wyjątkową, ale z drugiej strony... jest wykluczona. Albo sama tak uważa. Nie mnie osądzać. Dziesięć lat na stu osiemdziesięciu stronach, kondensacja, choć zdaje się, że rozwleka się w nieskończoność. Niczym sen - może trwać pięć minut, choć przeżyliśmy w nim pięć lat, urodziliśmy się i zdołaliśmy zestarzeć.

Mimo całej niesamowitości "Fruwającej duszy" nie jestem do niej w pełni przekonana. Chyba ta senna rozwlekłość mi się nie podobała, ponieważ sama przy tym przysypiałam, męczyłam się, próbując utrzymać oczy otwarte i pilnować, by moja dusza nie szybowała ponad nią, ale skupiła się na treści. Zbyt często odpływałam daleko od tej onirycznej Japonii. A jednak polecam. Bo to naprawdę ciekawe doświadczenie.

11 komentarzy:

  1. Trochę przeraża mnie ta senna rozwlekłość, więc zastanowię się jeszcze na kupnem tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Daruję sobie narazie tę lekturę. Zbyt mocno znudziłam się kryminałem, który ostatnio czytałam, i nie mam chęci na kolejną "senną rozwlekłość" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja lubię takie klimaty, więc szybciutko dopisuję książkę do listy xD

    OdpowiedzUsuń
  4. "Senna rozwlekłość"? hehe, ja nie dostrzegłam^^', nie w tej książce^^'

    Chciałabym, żeby w Polsce wydali inną książkę Tawady.

    Przyjemnej niedzieli!

    OdpowiedzUsuń
  5. nie wiem czy przeczytam, to chyba nie dla mnie ;)

    Pozdrawiam ! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Na pewno przeczytam!! Skąd Ty te książki wynajdujesz? :D Zazdroszczę ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. Pandorciu, tę akurat na blogu Skarletki ^^.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak na razie nie szukam rozwlekłości - wolałabym coś przy czym nie będę musiała bardziej skupiać się na tym, żeby nie przysnąć, niż na samej lekturze. Mimo to, coś w niej urzeka;)

    Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
  9. jakoś mnie nie przekonuje, ale w sumie... trzeba poszerzać horyzonty :)

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Doswiadczenie niezwykle, jedyne w swoim rodzaju. A radą na sennosc jest czytanie w niewielkich dawkach. Wtedy wszystko co dobre wychodzi z tej ksiazki o wiele szybciej i wyrazniej.

    OdpowiedzUsuń