poniedziałek, 29 sierpnia 2011

"Wampir i inne opowiadania" - Youngha Kim

Kafka po koreańsku. Byłam zdumiona, że Piotr Kofta (na stronie dziennik.pl) określił tego pisarza dokładnie tak samo jak ja. Miło, że ktoś potwierdza moją opinię. Dalszej części artykułu nie przeczytałam, bo, szczerze mówiąc, nie była mi do niczego potrzebna.

Jak kocham literaturę orientalną, tak nie lubię uniwersalnego wydźwięku. Nie tego w niej szukam, chcę poznać lepiej obcą kulturę. Niestety nie wiedziałam, że europejska nijakość jest aż tak zaraźliwa. To mnie rozczarowało. Ale postarajmy się na tym na razie nie skupiać.

Książka była na mojej liście do przeczytania od dawna. Może ten wampir w tytule mnie skusił, może koreański autor, a może samo wydawnictwo, które zajmuje się literaturą z tego kraju. Jednak pewnie bym na nią nie trafiła, gdybym oddając do biblioteki jakąś inną książkę, nie zauważyła na półce z nowościami (choć przede mną czytało ją kilkanaście osób), że stoi i na mnie patrzy, choć nie ma oczu. Tracąc miejsce w kolejce pobiegłam ją zabrać, zanim ktoś mnie ubiegł. Byłam bardzo zadowolona z tego przypadku. Aż zaczęłam ją czytać.

Autor pisze ciekawie. Przez tekst się płynie, nic nie stoi na drodze, ale język jest prosty. Brakuje w nim magii, którą w Azji uwielbiam. Jest zbyt prosto, zbyt nijako. I muszę przyznać, że spodobałoby mi się o wiele bardziej, gdyby nie świadomość pochodzenia autora. A tak patrzę na niego z lekką niechęcią, choć czytało się bardzo dobrze.

Spodobało mi się to, że w opowiadaniach głównymi bohaterami są zupełnie różni ludzie - z zawodu, z zainteresowań, z poglądów. Były to dla mnie bardziej portrety niż opowiadania. Ledwie kilkanaście stron jedno, wampiry, pioruny, przeprowadzki i windy. Zwyczajne-niezwyczajne życie. Podoba mi się, że nie są banalne w swojej prostocie. Niestety nie przemawiają do mnie w pełni. Kafka też nie przemawia, choć z nim sytuacja jest gorsza, bo za nim po prostu nie przepadam.

Nie wiem, czy polecam. Szczerze nie wiem, bo ja czuję się zawiedziona, choć nie było źle. Może kogoś to zainteresuje. Ale nawet ten tytułowy wampir był jakiś mało wampirzy. Na trzy przeczytane przeze mnie książki z Korei Południowej tylko jedna miała w sobie ten cudowny klimat. Czyżby to jakaś narodowa tendencja do upraszczania?

8 komentarzy:

  1. Nie przepadam za opowiadaniami, ale ten zbiór może kiedyś przeczytam ;).

    OdpowiedzUsuń
  2. Z chęcią bym sama sięgnęła po ten zbiór opowiadań :] dobre są na podróże tramwajami :] poza tym, chyba jeszcze nie czytałam żadnej powieści/książki koreańskiej :) trzeba to nadrobić ^^

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Skoro ciebie nie zachwyciła ta książka, to i ja też dam sobie spokój i nie będę się irytować niepotrzebnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. "Niestety nie wiedziałam, że europejska nijakość jest aż tak zaraźliwa." - czy mogłabyś rozwinąć to zdanie? bo nie zgadzam się z tym (najlepszą literaturę tworzyli Francuzi i Rosjanie - wielka literatura, wspaniała, zachwycająca), ale wolę mieć pewność, czy dobrze Cię zrozumiałam.^^

    Dlaczego "uniwersalność" jest negatywną cechą?

    No cóż, zbyt wiele wymagasz od literatury z Korei, Chin i Japonii, nie, inaczej - masz określone wyobrażenie na temat literatury tamtych rejonów świata, a to później stwarza liczne rozczarowania ; )
    Jeśli chcesz poznać lepiej Koreę (że takiego skrótu użyję), to polecam Han Mal-suk i Oh Jeong-hui.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Owarinaiyume, chodzi mi o nijakość kulturową, może faktycznie niezbyt dokładnie się wyraziłam. Zdecydowanie nie kwestionuję wielkości literatury rosyjskiej, sama ją bardzo lubię. Chodzi mi o kulturę, nic więcej.

    Jest negatywna, bo nie daje poznać innej rzeczywistości, ułatwia wszystko na swój sposób. Dlatego wymagam od literatury azjatyckiej, by była azjatycka, a nie uniwersalna. Gdy się od tego oddala, nie czuję rozczarowania, tak wyszło w tym wypadku, że z koreańskością było niewiele do czynienia...

    Z pewnością zapoznam się z tymi autorami. Jednak nie w najbliższym czasie.

    Dobrej nocy!

    OdpowiedzUsuń
  6. "Nijakość kulturowa"? Alino, a to mnie zdumiałaś. Nasza kultura (kultura europejska) nie jest nijaka przecież.

    Inną rzeczywistość poznać można nie tyle poprzez literaturę piękną, ile poprzez książki o danym kraju (o historii danego kraju, o kulturze i sztuce danego kraju, o religiach danego kraju itd.). Literatura nie jest tylko odzwierciedlaniem rzeczywistości, czyż nie? ; )
    Nie wiem, czy znajdziesz książki, które w żaden sposób nie byłby uniwersalne. Weźmy taki przykład: "Smak języka" - zazdrość i zemsta są czymś jak najbardziej uniwersalnym, a że połączone z gotowaniem? Ot, taki koncept i tyle. Autorka "Smaku..." podziwia między innymi Kafkę i jakieś ziarno tego podziwu, tej inspiracji (chociaż bardzo dalekie) znajduje się w jej książce.

    Nie za bardzo wiem, co rozumiesz pod stwierdzeniem "żeby literatura azjatycka była literaturą azjatycką". Mówisz o estetyce danego kraju (bo "azjatycka literatura" obejmuje też np. Indie)? Czy masz na myśli coś innego?

    Pytam, bo mnie to ciekawi i nurtuje zarazem.

    Miłego dnia! xD

    OdpowiedzUsuń
  7. Owarinaiyume, ależ odpowiem, choć mam wrażenie, że się tym pogrążę, bo sama bardziej to czuję niż wiem. Tak, chodzi mi o estetykę danego kraju. Żeby literatura zawierała w sobie jakąś mocną i niepodważalną jej część. Nie musi wszystko bazować tylko i wyłącznie na wierzeniach, kulturze, ale niech będzie coś, co powie czytelnikowi - tak, ja jestem książką koreańską, chińską, japońską, indyjską... A tutaj mi tego brakowało, jakby się odseparował w pełni od Korei, zostawił tylko imiona i parę wydarzeń historycznych, które równie dobrze mogły być w każdym innym kraju (bo w jakim to państwie nie było jakiejkolwiek rewolucji?).
    Oczywiście książki o kulturze, sztuce, historii są ciekawe, ale jednak zawarcie w beletrystyce pewnych cech sprawia, że łatwiej je zapamiętać i zrozumieć w kontekście kulturowym. A Europa może jest nijaka, bo mi się już opatrzyła? Może. Mimo to na razie nie zamierzam zmieniać o tym zdania.

    Czyli nie chcę książek w pełni nie-uniwersalnych, tylko takie, które pokazują, skąd są. Np. Rani Manicka - hinduska, która studiowała w Wielkiej Brytanii, napisała książkę o Malezji, Cejlonie. Na razie wszystko w jej kręgu kulturowym. Ale w końcu zdecydowała napisać się książkę o balijskich bliźniaczkach, które wyjechały do Londynu. Od opuszczenia Bali raczej niewiele się mówi o ich wierzeniach i życiu na Bali, za to dużo o seksie i narkotykach, ale między wszystkim da się wyczuć, że one jednak nie są z Europy, że krążą nad nimi jakieś duchy, tworzące tę atmosferę. A u Kima może w dwóch opowiadaniach gdzieś na granicy podświadomości coś mi mignęło, że mam do czynienia z literaturą koreańską.

    Zrozumiałaś coś z tego? ^^.

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozumiem, jakkolwiek zdumienie nadal pozostaje.

    OdpowiedzUsuń