wtorek, 31 sierpnia 2010

Malutki stosik.


Ładne, prawda?

piątek, 27 sierpnia 2010

"Dziewczęta z Szanghaju" - Lisa See


Czasem mam wrażenie, że książki do mnie mówią. Że celowo nie czytam jakiejś zaraz po zakupie, tylko czekam na nią kilka miesięcy, mimo iż jest tuż obok, wystarczy wyciągnąć po nią rękę. Książka jakby wie, kiedy powinna być przeze mnie przeczytana. Albo wie, że zawiodę się, dlatego nie powinnam od razu jej pochłaniać, tylko poczekać, aż uczucia po zakupie ostygną. I tak było w tym wypadku.

Lisę See znam już z "Kwiatu Śniegu i sekretnego wachlarza" oraz "Miłości Peoni". Obie książki mnie zachwyciły przedstawieniem bogactwa chińskiej kultury - z tym że każda z innej perspektywy. "Dziewczęta z Szanghaju" są czymś zupełnie innym i wiedziałam, czego się po nich spodziewać pod względem fabularnym.

Jest to historia dwóch pięknych sióstr, które żyły w Szanghaju i pracowały jako modelki jeszcze przed II Wojną Światową. Zarabiały na swoją przyszłość, by móc wyjść za mąż z miłości, ponieważ w tych czasach krępowanie stóp oraz aranżacja małżeństw odchodziły w niebyt, tradycje ulegały pewnym zmianom. Jednak ich ojciec przegrał pieniądze, dom oraz... córki. Wybuchła wojna, musiały uciekać przed mafią, ponieważ nie wsiadły na statek, który miał je zawieźć do ich mężów w Ameryce. Po pewnych perypetiach (chociaż to słowo brzmi optymistycznie, a nie powinno tak być) dotarły na miejsce.

Autorka przedstawia nam problemy chińskich emigrantów, różne sposoby przetrwania w trakcie wyjazdu. Opowiada o stosunku Amerykanów do Chińczyków oraz, oczywiście, o tradycjach. O tym, jak ulegały zmianom podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych, a jednocześnie silnie trzymały się swoich korzeni.

Nie jestem zawiedziona pod względem fabularnym, ale językowym. Książka wciąga, nie mogę jej tego odmówić, jest ciekawa i barwna. Jednak nie czułam emocji. Lisa See nie poradziła sobie z opisaniem okrucieństwa wojny i gwałtów, ani też ze stopniowym zatracaniem się siostrzanej miłości. Są tutaj obrazy, ale nie ma uczuć. Przynajmniej ja ich nie widziałam.

W porównaniu z poprzednimi książkami autorki "Dziewczęta z Szanghaju" są marne. Jednak mają swój urok, przyjemnie się je czyta. W sam raz na jeden wieczór. Jeśli ktoś chciałby przeczytać coś Lisy See, polecam zacząć swoją przygodę od jej pierwszej powieści, czyli "Kwiatu Śniegu...".

środa, 25 sierpnia 2010

"Przygoda z owcą" - Haruki Murakami


Odkąd Owarinaiyume stwierdziła (nie wiadomo skąd), że czytałam coś Murakamiego, wykorzystałam swoją przyjaciółkę, żeby poszła do biblioteki, wypożyczyła coś "co nie jest O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu" i przywiozła mi je. Czyli jednak da się zdobyć książki bez wychodzenia z domu. "Przygoda z owcą" to moje pierwsze spotkanie z tym pisarzem.

Gdybym miała ją określić jednym słowem, bez wahania wybrałabym "absurd". Właściwie tak zrobiłam po przeczytaniu niecałej połowy książki. Trochę później naszło mnie skojarzenie z "Panną Nikt" Tryzny, który również specjalizuje się w tworzeniu powieści postmodernistycznych. Bo pisaniem ciężko to nazwać. Raczej lepieniem sytuacji z gliny, a później rzuceniem tym o ścianę, aż zostanie krzywa plama, ledwie kształtem przypominająca postać pierwotną. I tak właśnie tworzy zarówno Tryzna jak i Murakami. Coś z pozoru prostego, ale później okazuje się, że to jest o wiele bardziej skomplikowane i należy szukać odpowiedzi na różnych poziomach, niczym w gabinecie luster.

Podobno Murakamiego albo się kocha, albo nienawidzi. Ja w tej chwili wiem, że muszę przeczytać więcej jego książek, by go "poczuć" i ogarnąć. Z pewnością jest specyficzny. Czytając, doskonale widziałam, dlaczego jest taki ścisły podział między czytelnikami. Na razie jestem gdzieś po środku.

O czym jest "Przygoda z owcą"? Na poziomie literalnym o jakimś mężczyźnie, który zostaje zmuszony do szukania owcy, ponieważ, jeśli jej nie znajdzie, zostanie zniszczony (w bliżej nieokreślony sposób). Już sam fakt szukania owcy wydaje się być dziwny, ale prawdziwa abstrakcja pojawia się dopiero później. Język nie wydaje mi się być zachwycający. Murakami nie urzeka mnie tym, czym mają w zwyczaju urzekać inni pisarze azjatyccy. Ale ma swój niezaprzeczalny urok.

I chociaż porównałam go z Tryzną, którego uwielbiam, a Murakami jest pisarzem azjatyckim, których również uwielbiam, wolę Tryznę. Mimo że przez ostatnie parę miesięcy nie mogłam patrzeć na "Pannę Nikt". Murakamiego polecam. Jednak z niewielkim znakiem zapytania. Definitywnie muszę przeczytać "Przygodę z owcą" po raz drugi. Ale to za jakiś czas.




Edit.
Zapomniałam dodać, że książka pachniała wanilią, gdy ją dostałam. To bardzo przyjemny zapach i do niej pasował. A okładka bardzo ładnie komponuje mi się z szablonem.

wtorek, 24 sierpnia 2010

"Groteska" - Natsuo Kirino


Yuriko i Kazue były prostytutkami. Obie różniły się od siebie jak dzień od nocy, jednak nic nie stanęło na przeszkodzie, by zarabiały na siebie w ten sam sposób i również tak samo zginęły.

Główną narratorką powieści jest starsza siostra Yuriko. Przez całą książkę nie zostało ani raz wspomniane jej imię. Sądzę, że autorka miała na celu przedstawienie jej jako postaci nieistotnej, którą wszyscy kojarzyli jako brzydką część pięknej Yuriko. Chodziła ona z Kazue do tej samej klasy. Kazue chciała być najlepsza we wszystkim, jednak spotykała się tylko z pogardą. Żadna z przedstawionych postaci nie była szczęśliwa.

Bardzo ciekawy thriller psychologiczny, który obnaża ludzkie słabości. Najgorsze cechy jak zazdrość, okrucieństwo, zawiść, nienawiść. Pokazuje, jak silnie obiekt nienawidzony może wpływać na życie osoby, która go nienawidzi, a gdy go zabraknie, zniknie też jakaś część tego, kto żywił to uczucie.

Książka z całą pewnością nie nadaje się dla osób wrażliwych. Opisane są tam sytuacje, w jakich warunkach ludzie przemieszczali się nielegalnie między krajami, sceny z życia prostytutek, a co najważniejsze - można dostać pomieszania z poplątaniem, gdy kilka osób przedstawia swoje wersje wydarzeń i należy samemu zdecydować, która z nich jest tą prawdziwą. Osobiście uważam, że żadna.

Mamy tutaj trzech narratorów - starszą siostrę Yuriko, samą Yuriko, mordercę Yuriko oraz Kazue. Pierwsza z tych osób próbuje udowodnić, że była pokrzywdzona przez swoją siostrę, która była potworem i zniszczyła jej życie. Yuriko wyznaje, że była urodzoną dziwką i nienawidziła mężczyzn, ale uwielbiała seks. Opowieść Zhanga jest przedstawiona w postaci zeznania, gdzie wyjawia, iż miłość do jego siostry nie była jedynie uczuciem odpowiednim dla rodzeństwa, a raczej jak dla kochanków. Kazue ujawnia swoje wszystkie kompleksy i nieświadomość siebie samej oraz naiwność. Widać, że od czasów szkoły niewiele się zmieniła.

Na koniec chciałabym przedstawić swoje spostrzeżenie. Moim zdaniem każda z tych postaci jest siostrą Yuriko, pokazaną z różnych punktów widzenia jej samej. Coś na kształt schizofrenii. Uważam, że ma osobowość psychopatyczną. Wydaje mi się, że każdemu przemknie coś takiego przez myśl. Ale to tylko moje zdanie.

Polecam.


- Siostrzyczki? Ha! Między nami nigdy się nie układało, ani wtedy, ani teraz. Bardzo się od siebie różniłyśmy, ale tak naprawdę stanowiłyśmy jedno. Ona jest dziewicą, zbyt wstydliwą, żeby być z mężczyzną, a ja jestem jej przeciwieństwem - nie potrafię żyć bez mężczyzn. Ja urodziłam się dziwką. Jesteśmy jak dwa przeciwległe krańce spektrum. Ciekawe, prawda?
- Moim zdaniem to wcale nie jest ciekawe - burknęłam. - Dlaczego ten świat jest tak urządzony,że tylko kobietom jest ciężko w życiu?
- To proste. Kobiety nie mają złudzeń - Yuriko wybuchnęła przeraźliwym śmiechem.
- Czyli, jakbyśmy miały złudzenia, łatwiej by nam się żyło?
- Kazue, dla nas jest już za późno.
- Czyżby?
Moje własne złudzenia zupełnie zatarły rzeczywistość pracy w firmie. W oddali usłyszałam odgłosy pociągi linii Inokashira. Jeszcze chwila i odjedzie ostatni skład. Postanowiłam wstąpić do sklepu spożywczego i kupić sobie piwo, a potem wypić je po drodze do domu. Odeszłam, zostawiając Yuriko, samotną i przytupującą z zimna pod figurą Jizō.
- Cóż, pracuj ciężko!
Na co Yuriko odpowiedziała:
- Śmierć czeka.

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

"Czary i czarty polskie" - Julian Tuwim

Czasem brakuje lektur na dobranoc. W takim wypadku, gdy pod ręką są "Czary i czarty polskie", czemu by ich nie przeczytać sześcioletniej dziewczynce? Idąc tym tropem, czytałam opowieść na dobranoc. Ale dziecko było ciekawe.
- Ile jest demonów na świecie?
- Nie wiem, nikt nie jest w stanie tego policzyć.
- A w komputerze nie ma?
Oczywiście, czemu ja sama na to nie wpadłam?...

Po długich walkach z tą książką udało mi się ją wreszcie skończyć. "Czary i czarty polskie" są lekturą wymagającą - wymagają skupienia. Zarówno z powodu natłoku informacji dotyczących zabobonów, magii, czarownic i palenia na stosie, jak i języka staropolskiego, który wybija czasem z rytmu.

Książka jest niesamowita. Tuwim wykonał naprawdę
świetną robotę, wyszukując te wszystkie informacje i dodając do nich przypisy. Możemy popatrzyć na wierzenia ludności sprzed kilku wieków, przeczytać najróżniejsze receptury na różne przypadłości (czy też ich brak). Poznajemy różne rodzaje demonów jak latawce i latawice (kojarzycie to skądś? Już wiecie, dlaczego panny lekkich obyczajów są nazywane na wsiach "latawicami"? Owe demony to po prostu inkuby i sukuby o pięknych polskich nazwach) oraz wiele innych, mniej popularnych.

Nie jest to lektura bezkrytyczna. Pokazuje, że nie wszystkim w obecnych czasach podobały się sposoby przesłuchiwania czarownic i wytyka ich wady. Tuwim przedstawia różne, traktujące o tym, teksty. Dowiadujemy się, jak wyglądały procesy i przesłuchania oraz jak ewoluowały na przestrzeni lat. O stosunku władzy zarówno świeckiej jak i kościelnej do czarów. Możemy również sami rozpoznać, czy ktoś jest czarownicą przypadkową, czy też t
aką, która oddała duszę diabłu. Poznajemy różne słowa, którymi można wywołać diabły, sposoby, by się przed nimi uchronić.

Ostatnią częścią książki jest "Czarna msza". Jest to część niezbyt długa, ale pełna interesujących (chociaż również nieestetycznych) obrzędów satanistycznych.

Książka z pewnością warta poznania, jednak nie powinno się jej czytać jako powieści, a raczej na wyrywki, wtedy jest jeszcze ciekawsza. Ilustrowana rycinami, fascynująca. Gorąco polecam.

CHCESZ, ABY MAŁŻEŃSTWO ZGODNE I MAŁŻONKOWIE Z SIEBIE KONTENCI BYLI?

Niech mąż samca, a żona samicy przepiórek serca noszą przy sobie (...). Albo żona niech nosi przy sobie szpik z lewej nogi wilka, a mąż kawał rogu jeleniego (...). Albo, ile razy żona część włosów ze wszystkich części ciała ofiarowanych u ołtarza z świecą zapaloną nosić na głowie będzie, tyle razy mąż zapali się ku niej miłością (...).


Za użyczenie książki na tak długi czas serdecznie dziękuję Skarletce, której ołówek stał się rzeczą, która zafascynowała moją mamę. No bo po co komu wysyłać ołówek? Wizerunek owego ołówka można zobaczyć na poniższym zdjęciu, gdyż dzielnie towarzyszył mi przez cały okres czytania "Czarów i czartów polskich oraz Wypisów czarnoksięskich i Czarnej mszy".

niedziela, 22 sierpnia 2010

Oblicza miłości.

Franciszek Petrarcha w liście jednym, opisując podróż swoję do Francji i Niemiec, powiada, iż w Akwizgranie słyszał od jednego kapłana, że Karol Wielki, podbiwszy wiele krajów, tak rozkochał się w jednej podłej niewieście, iż nie tylko o rządach, ale nawet o osobie swojej zapomniał. Po śmierci tej niewiasty miłość nie umarła. Kochał trupa, rozmawiał z nim, pieścił się i zawsze trzymał w swoim pokoju, jakby żywa była. Arcybiskup Turpin, dowiedziawszy się o tej nieporządnej miłości, a domniemywając się, co było, wszedł do pokoju, w którym trup leżał, i oglądając go, znalazł pod językiem pierścień, który i wyjął. Za powrotem swoim Karol Wielki, niby ze snu ocucony, zdziwił się, iż znalazł trupa zgniłego w pokoju; za tym kazał go zaraz pogrześć. Wszakże rozkochał się tak w arcybiskupie, noszącym pierścień, iż nie mogąc od niego odłączyć się, zawsze za nim chodził. Zrozumiawszy to, prałat wrzucił pierścień do jeziora. A Karol tak zakochał się w owym miejscu, iż nigdy nie wyjechał z Akwizgranu, w którym zbudowawszy pałac i klasztor, zakończył dni swoje (...).

"Czary i czarty polskie", Julian Tuwim, Warszawa 2010, str. 265.

A ku porównaniu:




Oba wywołały uśmiech na mojej twarzy. Ale każde z innego powodu.

sobota, 21 sierpnia 2010

100 książek.

Czytanie idzie mi opornie. Przeraża mnie fakt, iż wakacje dobiegają końca, a ja mam ich jeszcze prawie półtorej miesiąca. Wiele planów, wiele książek, wiele odcinków serialu... Oraz rzeczy ambitniejszych jak wyjazd na wakacje. No dobrze, ciężko moje zajęcia nazwać ambitnymi. Nawet nie mam o czym pisać na blogu. Ale krążąc gdzieś po innych blogach, odkryłam listę książek, które trzeba przeczytać wg BBC. W związku z tym postanowiłam, że podzielę się swoją wersją tej listy. Nie, źle się wyraziłam. Pokażę, jak się ma ta lista do mojego czytania.


Przeczytane
Uwielbiam
Zamierzam


Lista 100 książek wg BBC

1. Duma i uprzedzenie – Jane Austen
2. Władca Pierścieni – JRR Tolkien
3. Jane Eyre – Charlotte Bronte
4. Seria o Harrym Potterze – J.K. Rowling
5. Zabić drozda – Harper Lee
6. Biblia
7. Wichrowe Wzgórza – Emily Bronte
8. Rok 1984 – George Orwell
9. Mroczne materie (seria) – Philip Pullman
10. Wielkie nadzieje – Charles Dickens
11. Małe kobietki – Louisa M Alcott
12. Tessa D’Urberville – Thomas Hardy
13. Paragraf 22 – Joseph Heller
14. Dzieła zebrane Szekspira (nie bardzo rozumiem, co autor listy miał na myśli, mówiąc "dzieła zebrane", ale parę utworów przeczytałam)
15. Rebeka – Daphne Du Maurier
16. Hobbit – JRR Tolkien
17. Birdsong – Sebastian Faulks
18. Buszujący w zbożu – JD Salinger
19. Żona podróżnika w czasie – Audrey Niffenegger
20. Miasteczko Middlemarch – George Eliot
21. Przeminęło z wiatrem – Margaret Mitchell
22. Wielki Gatsby – F Scott Fitzgerald
23. Samotnia (w innym tłumaczeniu: Pustkowie) – Charles Dickens
24. Wojna i pokój – Leo Tolstoy
25. Autostopem przez Galaktykę – Douglas Adams
26. Znowu w Brideshead – Evelyn Waugh
27. Zbrodnia i kara – Fyodor Dostoyevsky
28. Grona gniewu – John Steinbeck
29. Alicja w Krainie Czarów – Lewis Carroll
30. O czym szumią wierzby – Kenneth Grahame
31. Anna Karenina – Leo Tolstoy
32. David Copperfield – Charles Dickens
33. Opowieści z Narnii (cały cykl) – CS Lewis
34. Emma- Jane Austen
35. Perswazje – Jane Austen
36. Lew, Czarwnica i Stara Szafa – CS Lewis
37. Chłopiec z latawcem – Khaled Hosseini
38. Kapitan Corelli (w innym tłumaczeniu: Mandolina kapitana Corellego) – Louis De Bernieres
39. Wyznania Gejszy – Arthur Golden
40. Kubuś Puchatek – AA Milne
41. Folwark zwierzęcy – George Orwell
42. Kod Da Vinci – Dan Brown
43. Sto lat samotności – Gabriel Garcia Marquez
44. Modlitwa za Owena – John Irving
45. Kobieta w bieli – Wilkie Collins
46. Ania z Zielonego Wzgórza – Lucy Maud Montgomery
47. Z dala od zgiełku – Thomas Hardy
48. Opowieść podręcznej – Margaret Atwood
49. Władca much – William Golding
50. Pokuta – Ian McEwan
51. Życie Pi – Yann Martel
52. Diuna – Frank Herbert
53. Cold Comfort Farm – Stella Gibbons
54. Rozważna i romantyczna – Jane Austen
55. Pretendent do ręki – Vikram Seth
56. Cień wiatru – Carlos Ruiz Zafon
57. Opowieść o dwóch miastach – Charles Dickens
58. Nowy wspaniały świat – Aldous Huxley
59. Dziwny przypadek psa nocną porą (również: Dziwny przypadek z psem nocną porą) – Mark Haddon
60. Miłość w czasach zarazy – Gabriel Garcia Marquez
61. Myszy i ludzie (również: O myszach i ludziach) – John Steinbeck
62. Lolita – Vladimir Nabokov
63. Tajemna historia – Donna Tartt
64. Nostalgia anioła – Alice Sebold
65. Hrabia Monte Christo – Alexandre Dumas
66. W drodze – Jack Kerouac
67. Juda nieznany – Thomas Hardy
68. Dziennik Bridget Jones – Helen Fielding
69. Dzieci północy – Salman Rushdie
70. Moby Dick – Herman Melville
71. Oliver Twist – Charles Dickens
72. Dracula – Bram Stoker
73. Tajemniczy ogród – Frances Hodgson Burnett
74. Zapiski z małej wyspy – Bill Bryson
75. Ulisses – James Joyce
76. Szklany kosz – Sylvia Plath
77. Jaskółki i Amazonki – Arthur Ransome
78. Germinal – Emile Zola
79. Targowisko próżności – William Makepeace Thackeray
80. Opętanie – AS Byatt
81. Opowieść wigilijna – Charles Dickens
82. Atlas chmur – David Mitchell
83. Kolor purpury – Alice Walker
84. Okruchy dnia – Kazuo Ishiguro
85. Pani Bovary – Gustave Flaubert
86. A Fine Balance – Rohinton Mistry
87. Pajęczyna Szarloty – EB White
88. Pięć osób, które spotykamy w niebie – Mitch Albom
89. Przygody Scherlocka Holmesa – Sir Arthur Conan Doyle
90. The Faraway Tree Collection – Enid Blyton
91. Jądro ciemności – Joseph Conrad
92. Mały Książę – Antoine De Saint-Exupery
93. Fabryka os – Iain Banks
94. Wodnikowe Wzgórze – Richard Adams
95. Sprzysiężenie głupców (również: Sprzysiężenie osłów) – John Kennedy Toole
96. Miasteczko jak Alece Springs – Nevil Shute
97. Trzej muszkieterowie – Alexandre Dumas
98. Hamlet – William Shakespeare
99. Charlie i fabryka czekolady – Roald Dahl
100. Nędznicy – Victor Hugo

Swoją drogą ta lista jest zaskakująca. Jest parę pozycji, których istnienia na niej zupełnie nie rozumiem, a jeszcze kilka innych, które bym na niej umieściła. Co Wy byście obowiązkowo umieścili na szczycie takiej listy? Jakie książki są dla Was najważniejsze? Czy jest to klasyka literatury, czy może coś zupełnie innego? Nie mogę się doczekać Waszych opinii ;).

niedziela, 15 sierpnia 2010

"Dziewczyna o szklanych stopach" - Ali Shaw


Dziwne rzeczy dzieją się na mroźnym archipelagu.
Niezwykłe skrzydlate stworzenia latają nad skutymi lodem mokradłami.

Zwierzęta albinosy kryją się w ośnieżonych lasach.

Białe meduzy jarzą się w głębinach oceanu.

A Ida MacLaird powoli zamienia się w szkło...

Midas Crook stroni od ludzi. Z pasją uwiecznia na fotografiach swój czarno-biały świat. Dzięki Idzie odkrywa inne kolory.

Miłością chcą powstrzymać jej tajemniczą przemianę.

Ale czas ucieka nieubłaganie...


Ta powieść jest rzadka jak orchidea - piękna i ekscentryczna.


Oto opis z okładki. Niesamowity, tak samo, jak tytuł. Okładka jest piękna, przykuwa wzrok. Mówi: Przeczytaj mnie. I gdy tylko ją zobaczyłam na stronie Empiku, wiedziałam, że muszę, po prostu muszę, ją mieć. Jednak gdy dotarłam do Empiku... Rozczarowałam się. Bo z bliska okładka nijaka, papier jakiś niespecjalny... Nie za tę cenę. Dopiero niedawno zobaczyłam w Matrasie, że jest za 9,90. Wtedy wróciłam. Dwa razy się przymierzałam do kupienia jej. I nie żałuję.

Jest to historia niezwykła. Czaruje fabułą, uczuciami, zadziwiającym miejscem akcji. Debiut - niektórzy uważają, że debiutantom można wybaczyć wiele rzeczy, no bo to w końcu debiut. Ale ja mam zgoła odmienne zdanie. Powinni oni zaczarować czytelnika tak, by chciał przeczytać ich następne dzieło, które może być gorsze. Ali Shaw mnie nie zawiódł. Chociaż jego styl nie jest doskonały, brakuje mi w nim czegoś, czasem lekko denerwuje... Nadrabia fabułą. A może raczej fascynującą scenerią. Bo główną bohaterką wcale nie jest Ida, dziewczyna, która zamienia się w szkło, ale Midas. Chłopak zagubiony, zamknięty w swoim świecie, nienawidzący swojego ojca i tego, że jest do niego podobny. Ida, która chce się wyleczyć, stara się jednocześnie przeżyć najlepiej, jak może, ostatnie chwile swojego życia.

Jest tutaj dużo miłości. Absolutnej. Miłości wyidealizowanej. Może to drażnić. Ale ma swój urok. Czy będąc tak oczarowaną mogłabym powiedzieć coś złego? Na pewno. Bo chociaż to, co czuję wobec tej książki, wskazuje, iż jest ona cudowna i wspaniała, tak naprawdę wiele jej brakuje. Nie odpowiada na wszystkie pytania, co ma swoje zalety w tym wypadku, słowa nie są magiczne, a wręcz całkiem zwyczajne. Sama fabuła, którą ubóstwiam, jest słaba. Jednak autor sprawił, że mimo wszystkich jej wad, jestem zachwycona.

Czy to magia? Nie wiem, ale z pewnością "Dziewczyna o szklanych stopach". Bo tutaj nie można racjonalizować. Albo się ją poczuje, albo nie. Warto przeczytać? Na pewno. Zobaczyć ciekawe rozwiązanie, wspaniałe miejsce, bagno, w którym są posągi ludzi ze szkła... Ali Shaw maluje nam obrazy.

Jeśli komuś spodobał się opis z okładki, powinna się spodobać też treść. On oddaje ducha książki. Jego ostatnie tchnienie.

piątek, 13 sierpnia 2010

"Dziecko Rosemary" - Ira Levin


Nie dopuszczam do siebie myśli, że ktoś mógłby chociaż nie kojarzyć tytułu tej książki, a w jego głowie nie pojawiły się obrzędy satanistyczne. Jest to chyba najbardziej znana powieść dotycząca okultyzmu.

Rosemary i Guy przeprowadzają się do mieszkania w bardzo modnym budynku, jednak ich przyjaciel im to odradza, ponieważ działo się tak wiele dziwnych rzeczy, jak zjadanie dzieci, mnóstwo samobójstw i innych tego typu. Mimo wszystko ignorują jego troski. A później zaczyna się dziać...

Nie, źle to powiedziałam. Dla mnie książka była dość statyczna, dopiero pod koniec zwiększało się napięcie, gdy przychodziło do podjęcia przez Rosemary decyzji. Jedyną osobą nieświadomą tego, co się dzieje, jest sama Rosemary, ale czytelnik otrzymuje wszystko na srebrnej tacy. Dla nas jedyną tajemnicą jest zakończenie - reszta jest do przewidzenia. Książka przyjemna, niezbyt gruba, i nawet nie straszna, mimo iż jest to podobno horror. Nie zachwyca stylem, czy też fabułą. Nie ma w niej nic nadzwyczajnego (pomijając ten satanizm i naiwność bohaterki).

Czy warto przeczytać? Nie mnie to oceniać. Nie zachwyciła mnie na tyle, żebym była przekonana, iż każdemu się spodoba. Ale w moim egzemplarzu są interesujące ilustracje, które nie do końca wiem, co mają przedstawiać. A raczej jaki ma cel przedstawianie nagiej Rosemary w centrum miasta. Rysownik ją "ubrał" dopiero wtedy, gdy urodziła. Czyżby nie chciał zgorszyć szatańskiego potomka?

środa, 11 sierpnia 2010

"Szatan z siódmej klasy" - Kornel Makuszyński


Nie wiem, czy kiedykolwiek bym przeczytała tę książkę, gdyby w szóstej klasie podstawówki klasa nie wybrała jej jako lekturę. Pamiętam, że mogliśmy sobie wybrać jedną książkę, którą będziemy omawiać. Ja chciałam "Harry'ego Potter'a", niestety przegrał on z "Szatanem...". Wciąż nie mogę zrozumieć tego fenomenu. Wypożyczyłam książkę ze szkolnej biblioteki, będąc zupełnie nieświadomą faktu, iż mam ją w swoim posiadaniu. W dodatku jest to egzemplarz wyjątkowy, ponieważ pochodzi z drukarni, w której pracowała moja mama. Lubię te książki, ponieważ mam uczucie, jakbym uczestniczyła w tym osobiście, jakby one miały ze mną coś wspólnego.

Adam Cisowski rozpracowuje system odpytywania przez nauczyciela historii. Jednak pewnego dnia nauczyciel popełnia błąd i tajemnica siódmej klasy wychodzi na
jaw. Historyk po początkowej niechęci do Adama postanawia poprosić go o rozwiązanie pewnej zagadki, która dotyczyła drzwi w starym dworku pod Wilnem.

Książka jest naprawdę interesująca i zabawna. Wiele cytatów z niej było jeszcze parę lat temu w powszechnym użyciu, dlatego jest ona jeszcze bliższa czytelnikowi. Poza tym miło obserwować zmagania Adama, gdy próbuje odnaleźć skarb z epoki napoleońskiej, przeżywa różne przygody związane z całą tą historią oraz zakochuje się w fiołkowookiej Wandzie. Nie wiem, czy komuś się zdarzyło
jeszcze jej nie przeczytać, jeśli jednak takie osoby istnieją, powinny to zmienić. "Szatan z siódmej klasy" jest doskonałą lekturą na lato.

W dodatku bardzo mnie cieszyło, gdy odgadywałam zagadki wraz z Adamem. Nie wiem, czy podpowiadała mi moja podświadomość, czy był inny powód moich sukcesów, mimo to było zabawnie. I jeszcze mogłam popatrzyć na przedstawione wydarzenia z innej perspektywy - gdy czytałam ją te prawie siedem lat temu, moje pojęcie na temat Napoleona było żadne. Czasem warto wracać do starych szkolnych lektur...

Wczoraj przyjechał do mnie
z Wiednia pewien Pan. Oto jego zdjęcie:


Poznajecie go? Mam nadzieję, że mi nie wmówi, iż moje sny wskazują na jakieś zaburzenia związane z seksualnością, czy też nie powie mi, że moja podświadomość chce wypłynąć na powierzchnię, dlatego moje sny kwalifikują mnie do zakładu psychiatrycznego. Chyba muszę go głęboko schować... ;).

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Moje największe życiowe osiągnięcie.


Jeśli chodzi o cokolwiek z drożdżami, jestem antytalentem. Po prostu nigdy mi nie wychodzi. Cała kuchnia jest w mące, a ja stoję między tym i albo zjadam zakalce, albo zjadam niewyrośnięte wypieki, chociaż upieczone i smaczne. Tylko jakieś karłowate.

Dnia dzisiejszego postanowiłam upiec jagodzianki z przepisu Liski, który odrobinę zmodyfikowałam do moich celów. W międzyczasie oglądałam "French Kiss" z Meg Ryan (gwoli ścisłości nie skończyłam go jeszcze oglądać, bo nagle się okazało, że muszę wejść na bloga, ale zaraz to zmienię). Po godzinie filmu poszłam do kuchni i patrzę - ciasto wyrosło. Wow. Lecę podzielić się dobrą nowiną. I zaczęłam nadziewać te bułeczki moim autorskim sosem jagodowym (który nie miał w sobie jagód, a borówki amerykańskie, trzy maliny i trochę soku aroniowego). Wsadziłam do piekarnika. No, nic. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Oczywiście o mało nie skończyło się to zawałem, gdy okazało się, że... udały się! Z kilku wypłynęło trochę nadzienia, ale poza tym są idealne. Jeszcze tylko potrenuję mielenie cukru na lukier ;)).

A oto moje dzieło:



I nawet są jadalne ;)).

czwartek, 5 sierpnia 2010

"Księżniczka z lodu" - Camilla Läckberg


I znowu dostałam nie to, czego oczekiwałam. Ale to już z powodów czysto osobistych. "Księżniczka z lodu" wcale nie miała być "Księżniczką z lodu", ale "Mężczyznami, którzy nienawidzą kobiet". Niestety w księgarni nie było pierwszej części Millenium, a doskonale wiedziałam, że w piątek książka musi pójść dalej. Bo tak właściwie kupiłam ją na prezent urodzinowy dla... kogoś. A ja zawsze czytam to, co inni ode mnie dostają. A chciałam "Mężczyzn..."...

Książka bardzo mi się podobała. Chociaż nie, to nie do końca tłumaczy mój stosunek do niej. Książka bardzo by mi się podobała, gdyby nie to, że... miałam wrażenie, iż czytam coś, co sama napisałam. Denerwowało mnie to od samego początku do samego końca. Styl Camilli miał w sobie parę cech, które są w moim. Chyba tych najbardziej irytujących. A tok myślenia autorki był prawie identyczny z moim. Dlatego zakończenie nie było dla mnie żadnym zaskoczeniem. Pomyliłam się tylko z jedną rzeczą, ale tak nieznacznie, że nie warto o tym mówić.

Czytając "Księżniczkę z lodu" znowu znalazłam się w prześladującej mnie Szwecji. Pojawiały się nazwy miast, jednak jedno z nich doprowadzało mnie do śmiechu - Göteborg. Cały czas przypominałam sobie dość popularną grę, jaką jest Eurobuissnes. Może dlatego, że nigdy nie kupowałam tego miasta, bo rzadko się na nie trafiało?... Nie wiem. Kreacje bohaterów również mnie nie zachwycały. Ale zaznaczam, że mam spaczone spojrzenie. Dlatego proszę się tym nie sugerować. Rozśmieszał mnie tylko komendant policji, który był postacią tak przerysowaną, że aż czasami wzbudzał sympatię swoim zapatrzeniem się w siebie. Główni bohaterowie, a właściwie bohaterka, byli trochę bezbarwni (teraz zaczynam starać się patrzeć na to obiektywnie).

Ale przejdźmy do akcji. Piękna i niedostępna Alexandra umiera. Zostaje znaleziona w swojej własnej wannie z podciętymi żyłami. Na ciele osadza się szron, ponieważ w domu padło ogrzewanie. Wszystko wskazuje na to, że było to samobójstwo. Aż do przeprowadzenia sekcji zwłok. Wtedy okazuje się, że to było morderstwo.

Miasteczko jest małe, ale jakimś cudem udało się w nim zachować tajemnice sprzed dwudziestu pięciu lat. Dla mnie to wszystko stawało się powoli oczywiste. Wyobrażałam sobie, że to ja wymyślałam tę akcję, dlatego wszystko składało mi się w całość. I tylko dlatego przewidziałam koniec. Zauważałam aluzje autorki co do pewnych szczegółów, co w pewnym sensie było fascynujące jak i zdrowo wkurzające.

Rozumiem fanów serii, ponieważ naprawdę jest wciągająca i całkiem nieźle napisana. Dlatego uważam, że jest bardzo dobra, patrząc bardziej obiektywnie. Gdybym miała być subiektywna, powiedziałabym, że "Księżniczka z lodu" jest średnia. Raczej kolejnych tomów nie przeczytam, bo nie jestem pewna, czy zniosłabym po raz kolejny takie odczucia.

Osoby, które chcą ją przeczytać, bynajmniej nie powinny się kierować moją opinią z wyżej wymienionych powodów. Po prostu po nią sięgnąć i samemu podjąć decyzję, co o niej sądzą. Ja w tym jednym wypadku nie jestem żadnym autorytetem.

A co do okładki... Jestem nią zawiedziona. Mam taką piękną wizję, jak powinna wyglądać i szczerze się dziwię, że nie została zrobiona w taki sposób. Szukałam jakiejś ładniejszej, choćby ze szwedzkich wydań, ale niestety nie znalazłam nic odpowiedniego.

Ma ktoś pomysł, co powinnam napisać w dedykacji? ;).

niedziela, 1 sierpnia 2010

La Femme Nikita (1997-2001)


W swoim czasie miałam fazę na filmy o płatnych mordercach (kilka lat temu to był jeden z moich wymarzonych zawodów). Gdy obejrzałam już wszystko, do czego miałam dostęp, mama mi powiedziała, żebym obejrzała "Nikitę". Uwielbiała ten serial, a film, na którego podstawie serial został nakręcony, uważała za tragiczny (niestety nie udało mi się go jeszcze zobaczyć). Skorzystałam z tego, że udało mi się znaleźć "Nikitę" i przez ostatnie parę miesięcy oglądałam kolejne odcinki.

Nie będę się rozdrabniać. Nie będę opisywać poszczególnych odcinków czy sezonów. Było ich pięć. Za naprawdę dobry uważam tylko pierwszy. Później było to naciągane i serial, który powinien być nieprzewidywalny, dla mnie stał się jasny i klarowny. Jedynie głównego wątku - kim jest Nikita i kto jest jej ojcem - nie udało mi się ogarnąć. Ale to ujawniało się dopiero pod sam koniec.
Nikita została oskarżona o zbrodnię, której nie popełniła. Trafiła do supertajnego miejsca zwanego Sekcją 1 - organizacji współpracującej z rządem i próbującej zaprowadzić pokój na świecie, co robili dość pokrętnymi drogami. Z Sekcji nie można uciec. Nie można się przeciwstawić. Nie można też żyć. Nieposłuszeństwo jest karane śmiercią. Nikita jest jednak osobą upartą i mającą nadzwyczajne szczęście. Nie pozwala pozbawić się duszy. Walczy na swój sposób. Wielokrotnie łamie regulamin w sposób wystarczający, by zostać zlikwidowaną co najmniej kilkadziesiąt razy. Jednak tak się nie dzieje.

Oczywiście w każdym serialu musi być wątek miłosny. Jest on także tutaj. Nikita zakochuje się z wzajemnością w Michaelu - najlepszym agencie, jakiego Sekcja kiedykolwiek miała. Razem pracują, pomagają sobie, działają przeciwko Sekcji, ale zlikwidowanie ich jest prawie niemożliwe - oboje są świetnymi operacyjnymi i znają Sekcję jak nikt inny.

Wszystko wydaje się proste. Jest miłość, w dodatku zakazana, morderstwa, broń, wybuchy, nienawidzący Szef nad głową. Ale to nie wszystko. Tutaj nie można w nic wierzyć. Jeśli ktoś zginął - sprawdź to sam, najlepiej kilka razy. Poćwiartuj i wyrzuć każdą część ciała w innym miejscu na świecie, inaczej może się okazać, że wróg wróci
cały i zdrowy. Jeśli ktoś Ci mówi, że Cię kocha - sprawdź jego profil - możliwe, że jego emocje zostały zmodyfikowane, a Ty jesteś częścią jego misji. A jeśli ktoś chce Cię zabić? Najprawdopodobniej jest to jedyny moment, kiedy jest z Tobą szczery. Chociaż niewykluczone, że naprawdę Cię kocha, ale ktoś wydał mu rozkaz likwidacji, a ma zbyt słabą psychikę, żeby się przeciwstawić.

Jednak nawet w tym miejscu może istnieć przyjaźń. Ale dla pewności przyjaźnij się ze starym zwariowanym majsterkowiczem, który odpowiada za magazyn oraz nowe rodzaje broni, oraz młodym nieśmiałym informatyku, który jest genialnym hakerem i programistą - oni pomogą
Ci zawsze. Na koniec tylko jedna rada - nigdy nie stawaj na drodze Nikity i Michael'a - jeśli przeszkodzisz ich miłości, zabiją Cię. To znaczy Michael zabije, bo Nikita ma w sobie za dużo współczucia.
Na pochwałę zasługuje doskonały soundtrack. Często wyszukiwałam piosenki z serialu, ponieważ bardzo mi
się podobały. Nie sądziłam, że te parę lat temu ktoś mógł je tak dobrze dobierać.

Seriali nigdy nie polecam, ponieważ to jest wyższa szkoła jazdy i wymagają więcej czasu. Ale jeśli kogoś interesuje tematyka działań organizacji rządowych? Czemu nie. Gdyby nie wrodzona upartość i patologiczna wręcz ciekawość, nigdy nie obejrzałabym "Nikity" do końca. Niestety mama nie pamiętała odpowiedzi na pytania, jakie jej zadawałam co do poszczególnych wątków. Więc musiałam poznać je osobiście.

A od września stacja CW rozpocznie emisję nowej wersji serialu. Oczywiście będę oglądać ;).