czwartek, 1 lipca 2010

Remember Me - Allen Coulter (2010)



Nigdy bym nie posądzała tego, że film z Robertem Pattinson'em może mnie doprowadzić do takich łez. Nie chodzi mi w tym momencie o zwykłe chwile wzruszenia, gdzie łzy stają w oczach, ale takie, gdzie wylewają się strumieniami. I nie chodzi mi już o to, że dopiero po czterdziestu minutach przestałam go w myślach nazywać Edwardem i się ucieszyłam, że ani razu w filmie nikt nie powiedział, że jest przystojny. Oglądając go, odeszłam w zupełnie inny wymiar, gdzie wszystko zaczęło mieć swój sens. Ale i tak nic nie sprawi, że nazwę go dobrym aktorem. Nawet "Twój na zawsze".

Tyler mieszka ze swoim przyjacielem w baraku w Nowym Jorku. Mają się dobrze, chociaż nie posiadają zamka w drzwiach, ale nie sprawia im to szczególnych problemów. Pewnego dnia wdają się w bójkę uliczną i lądują w więzieniu. Gdy wychodzą, jego przyjaciel odkrywa, że policjant, który ich aresztował, ma córkę. W ramach czegoś, co można by nazwać zakładem, Tyler zaczyna się z nią spotykać. Zakochuje się w niej i wszystko jest dobrze.

To jest główny wątek filmu. Równie ważne są jednak poboczne. Miłość Tylera do jego siostry, nieporozumienia z ojcem, który ciągle pracuje i nie słucha, co jego córka ma mu do powiedzenia, więc dziewczynka myśli, że on jej nie lubi. Caroline bardzo ładnie to ujęła: "Wiem, że mnie kocha. Ale czasem można kogoś kochać i jednocześnie go nie lubić". Tyler stara się zrobić wszystko, nawet powściągając niechęć do swojego ojca, żeby mężczyzna spędził z córką chociaż jeden dzień. Caroline jest utalentowana plastycznie, ale ma problemy z kontaktami interpersonalnymi. Nie potrafi się z nikim zaprzyjaźnić, a wszyscy się z niej śmieją, ponieważ buja w obłokach. Tyler nie potrafi sobie z tym poradzić, szczególnie, że wciąż ma w głowie obraz swojego brata, który powiesił się w dniu swoich 22. urodzin.

W pierwszej scenie filmu widzimy napadaną kobietę z córeczką o imieniu Ally. Zostaje ona później zastrzelona. Córką policjanta, z którą Tyler zaczyna się spotykać, jest właśnie ta sama dziewczyna. Każda z postaci w filmie jest w jakiś sposób zraniona. Starają się znaleźć swoje miejsce na świecie, popełniając mnóstwo błędów. W opisach filmu można przeczytać, że Tyler jest zbuntowanym, młodym człowiekiem. Ale czy jest zbuntowany? Nie jest to bunt w ścisłym znaczeniu tego słowa. Moim zdaniem Tyler szuka ratunku dla siebie i swojej siostry, chce, żeby rodzina była rodziną. On buntuje się tylko wobec zachowania swojego ojca, który nie potrafi okazać córce miłości.

Pod koniec filmu uświadomiłam sobie, że była tam muzyka. Tak, wiem, że bardzo wcześnie... Ale naszła mnie taka myśl, że skoro nie wybijała mnie ona z rytmu, to znaczy, że jest naprawdę dobra. Nie wiem, czy usłyszałam ją tuż przed, czy tuż po tym, jak nauczycielka napisała na tablicy datę, a ja powiedziałam na głos: Żartujecie sobie! Przecież tego nie zrobicie!

Mówiłam tak już do końca, przez prawie dziesięć minut, co chwilę powtarzałam, po twarzy płynęły mi łzy. Nie spodziewałam się takiego zakończenia. Nie umiem powiedzieć, czy film jest dobry. Pod względem technicznym na pewno, fabularnym również, ale całokształt nie zależy przecież od sumy wszystkich czynników. Na pewno go polecam, ponieważ pokazuje, jak jedno zdarzenie może doprowadzić do naprawy wszystkiego. I z całą pewnością jest również lepszy od innych rzeczy, które pokazują teraz w kinach.

I boli. A takie filmy są rzadkością.

8 komentarzy:

  1. Mówiłam, że umiesz pisać recenzje. Ja nie umiem. Po obejrzeniu tego filmu nie byłam w stanie zebrać myśli, niczego. Ale musiałam coś o nim napisać. A Ty to zrobiłaś tak pięknie... też się poryczałam. I też od momentu zobaczenia tej daty powtarzałam "Nie, to nie może być prawda" i "Nie róbcie tego, błagam". Wciąż czuję ten film i milczę, gdy go wspominam. Kupię go sobie na dvd, właśnie to postanowiłam. A Robert umie grać. Może nie zasługuje na Oskara, ale umie grać. Widziałam znacznei mniej przekonujących aktorów a tutaj nie widziałam w nim ani Roberta, ani Edwarda, a Tylera. Ze szczyptą Roberta ;). Są odrobinę do siebie podobni.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja widziałam przez te pierwsze czterdzieści minut Edwarda. I nic na to nie poradzę. Może uznałabym, że umie grać, gdyby nie jego mimika twarzy... To też trzeba umieć ;).
    Dziękuję Ci, Sonnenschein, ale ja wciąż twierdzę, że nie potrafię :*.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja się właśnie zdziwiłam, że mu się mimika zmieniała i pasowała do sytuacji! xDD

    OdpowiedzUsuń
  4. Widziała zwiastun... I szczerze powiedziawszy zupełnie o nim zapomniała. Chętnie zobaczę

    OdpowiedzUsuń
  5. widziałam i zapomniałam :) w poprzednim komentarzu brakuje m w powyższych wyrazach :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Słyszałam, że to dobry film już wcześniej. Obejrzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam serdecznie ;>
    Czytając Twoją recenzję, przechodziły mnie dreszczyki (ale z gatunku tych przyjemnych ;)), bo tak ślicznie odmalowywałaś obrazy z tego filmu. Ja również nie spodziewałam się, że film z Pattinsonem zrobi na mnie takie wrażenie - a jednak zrobił. Widać przeżyłyśmy go podobnie. :>
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń