niedziela, 28 października 2012

"Niebezpieczna rozgrywka" - Keri Arthur




Po tomie trzecim moja miłość do Riley osłabła na tyle, że pogodziłam się z myślą, iż prawdopodobnie kolejnych tomów nie przeczytam. Jednak przeznaczenie chciało inaczej. Sytuacja z poprzednich tomów się powtórzyła – rzuciłam się zachłannie na książkę, gdy tylko trafiła w moje ręce. I tym razem jeszcze bardziej na spokojnie niż poprzednio zaczęłam czytać.

Można przyzwyczaić się do tego, że książka zdaje się zaczynać w momencie całkowicie wyrwanym z kontekstu poprzednich tomów. W jakiś laboratoriach, za magazynami, bądź innych sytuacjach, które nie wynikają bezpośrednio z poprzednich części. Oczywiście wkrótce zostaje to połączone. Mimo to początki w tej książce potrafią frustrować – szczególnie tych, których tak naprawdę interesuje tylko jedno – czy Riley będzie z Quinnem? Czy będzie mieć dziecko? Czy zostanie strażnikiem [Departamentu Innych Ras], który bez litości zabija innych?

Także inne pytania nurtują: czy Rhoan w końcu zacznie spełniać oczekiwania Liandra? Kim jest Quinn?

Na niektóre z nich (i innych, niezadanych) nareszcie uzyskamy odpowiedzi, na inne jedynie możemy je przypuszczać.

Ten tom zaskakuje swoją refleksyjnością. Dla Riley seks jest wciąż nieziemsko ważny, jednak zdaje się ona rozumieć różnice między seksem, a seksem; między jednym partnerem a drugim. A dodatkowo stara się umieścić w jakiś ramach swój związek z Quinnem, który osiąga nowe poziomy. Oboje przekraczają pewne granice, ranią się, ale z drugiej strony… starają się naprawić swoje błędy i na nich uczyć. Nie jest jednak tak prosto zmienić żelazne zasady tysiącletniego wampira, ani uwiązać szalejące hormony wilkołaka. Oboje różnią się od siebie niemożliwie, jednak są też do siebie pod pewnymi względami podobni. I chyba to właśnie te podobieństwa utrudniają im bycie razem.

Choć seria może zdawać się banalna i przepełniona erotyką w nadmiarze, pozwala między wierszami dostrzegać absurdalne zachowania ludzi i ich podejścia do związków. Sytuacje, w których ciężko osiągnąć kompromis, ponieważ nikt się na niego nie pisze. Mimo to w zdecydowanej, a raczej miażdżącej, przewadze jest to lektura typowo rozrywkowa. Raczej dla dorosłych, ewentualnie starszej młodzieży. I bez wątpienia fanów romansów paranormalnych. Książka nie wnosi wiele do rozwoju duchowego. Ja ją czytam, by się zrelaksować, ponieważ do tego celu nadaje się rewelacyjnie. I w tym celu ją polecam określonej wyżej grupie docelowej.

5 komentarzy:

  1. Mam w planach, chociaż wcześniejsze części nie zachwyciły mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobre podsumowanie. Książka zdecydowanie nie jest najwyższych lotów ale można w niej znaleźć kilka inspirujących i mądrych rzeczy. Lubię tę serię.

    OdpowiedzUsuń
  3. No tak, dla relaksu czemu nie ale mam dość romansów paranormalnych.

    OdpowiedzUsuń
  4. Recenzja zachęca w jakimś stopniu do przeczytania, ale obawiam się tych 'romansów paranormalnych' ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń