poniedziałek, 9 marca 2015

"Zaginiona" - Andrzej Pilipiuk

Lata temu uważałam Pilipiuka za króla polskiej fantastyki. To było, zanim poznałam Sapkowskiego czy Ziemiańskiego. Niemniej Pilipiuk zawsze tkwił w moim sercu, w swoim czasie był moim ulubionym polskim pisarzem. Dopóki nie zszedł na psy, a jego tekstów nie dało się już czytać. Po tym porzuciłam go na kilka lat. Aż do teraz, gdy wydał czwarty tom mojej ukochanej serii o Kuzynkach (przy czym tom trzeci był słaby - żeby nie powiedzieć tego, co mi się ciśnie na język), o którym Wam opowiem.

W poprzednim tomie wampirzyca Monika wyruszyła z łowcami wampirów w świat, pozostawiając kuzynki Kruszewskie w Krakowie. Od tego czasu minęło parę lat i w Stanisławie - alchemiczce - szaleje niepokój, głównie związany ze stanem jej zdrowia. Przy okazji poznajemy też grupę ludzi pochodzących z tajemniczej wyspy, których losy ściśle powiążą się z losami kuzynek. To pierwsza historia. W drugiej, która znajduje się w tej książce, kobiety wyruszają pewnej opętanej dziewczynie na ratunek. I tutaj kończą się opisy fabuły. Poza kilkoma spektakularnymi morderstwami i kolejnymi mrocznymi bractwami wiele się nie dzieje. A to, co już się dzieje, jest tak szybkie, że mija, nim zdążymy się przyzwyczaić do akcji. Poważnie, Panie Andrzeju? Aż tak bardzo się Panu nie chciało pisać, że szkoda było czasu na rozwinięcie wątków?

To jednak nie wszystko. Czterystuletnia alchemiczka, która jest kobietą z klasą (przynajmniej Pilipiuk ciągle próbuje to udowodnić), mówi językiem brzydkim, młodzieżowym, którym zwykle cechowała się Katarzyna - informatyczka (która w tym tomie ni z tego ni z owego zostaje przemianowana na eks-agentkę - skąd ta nagła zmiana nazewnictwa?). To nie pasuje, drażni. To nie ta sama Stanisława. Katarzyna zaś nagle niemal zapomniała, jak używa się komputera. W każdym razie w trakcie tych siedmiu lat się nie rozwijała i uważa, że postęp zrobił się taki, że ona nie nadąża. Tego się po niej nie spodziewałam! Te barwne i inteligentne postacie straciły pomiędzy tym a poprzednim tomem ogromną ilość punktów IQ. Z kłopotów wychodzą zaś jeszcze szybciej, niż się w nie pakują. Wiem, że to fantastyka, ale mocno straciła na realizmie w porównaniu do poprzednich tomów. Nawet Kraków wypada jakoś blado.

"Zaginioną" czyta się dobrze, szybko. Jest zabawna, ale autor wciąż swoim pisarstwem rozczarowuje. Najwidoczniej pisanie na akord nie jest najlepszą metodą. Z całego serca polecam "Kuzynki" i "Księżniczkę" oraz książki, które powstały przed "Homo bimbrownikusem", jednak nowsze pozycje to już ogromne pole minowe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz