piątek, 17 lutego 2012

"Ukąszenie" - Lynsay Sands

 Wampiryczna komedia! Pewnie wielu z Was włos się jeży na głowie, gdy słyszycie słowo „wampir” odmieniane przez wszystkie przypadki, liczby, osoby i przez co jeszcze tylko się da. Ja jednak nie daję się zniechęcić i wciąż próbuję czegoś nowego, co zaskakuje mnie samą. I tym razem trafiłam na prawdziwą komedię!

W tego typu literaturze ciężko wymyślić coś nowego. Zwykle wampiry różnią się jakąś jedną cechą (z jakiejś niewyjaśnionej przyczyny sama lubię najbardziej klasycznego wampira sypiającego w trumnach), a cała reszta pozostaje taka sama. Modne są romanse ze śmiertelnikami i wszelakie komplikacje na drodze do związku. Nuda! A jednak Lynsay Sands doprowadziła mnie do śmiechu przez ¾ książki, stworzyła własną tezę dotyczącą powstania wampirów (która mnie przekonuje!) i wykreowała bohaterkę cierpiącą na hemofobię. A to wszystko w prostej, schematycznej historii, jakich wiele.

Oczywiście nastręcza to pewnych problemów – i nawet nie chodzi o to, że Lissianna pomyliła psychologa z kolacją, co pociągnęło za sobą multum przezabawnych komplikacji, ale o to, że ta książka może być dla niektórych zbyt prosta. W końcu nie samym humorem żyje czytelnik. Styl prosty jak budowa cepa, uczucia bohaterów znamy lepiej niż oni sami, przez co cała sytuacja wydaje się trochę naiwna. A może nawet bardzo. Dlatego nie wiem, co o niej sądzić. Autorka podobno często darzy czytelników swoim poczuciem humoru, jednak nie wiem, czy chodzi w tej książce właśnie o nie, czy też o jakąś głębię psychologiczną postaci. Bo tego nie ma. Ja postanowiłam skupić się na pozytywach, czyli salwach śmiechu, które sprawiały, że kot patrzył na mnie ze zgorszeniem i układał się w jeszcze wygodniejszej (dla niego) pozycji, która niemal uniemożliwiała mi dalszą lekturę. Nie poradzę nic na to, że zdrowo się ubawiłam, choć mam święte prawo do narzekania na brak jakiegokolwiek wysiłku intelektualnego.

Mimo to jestem bardzo zadowolona. Idealna książka do odreagowania sesji, pracy czy czegokolwiek innego (choćby wczorajszego Tłustego Czwartku), zabawna i próbująca pokazać wampiry z inną historią. Te akurat pochodzą z Atlantydy i są ciekawsze niż zdecydowana większość – magii w nich raczej nie ma. O tym się jednak przekonacie sami.

Jako grupę docelową wybrałabym fanów wampirów i wszystkiego, co pije krew, a na miano wampira nie zasługuje (tak, mówię tu o pewnym błyszczącym panu o inicjałach EC).

PS W "Ukąszeniu" miałam przyjemność zaobserwować najlepszą scenę erotyczną, jaka wystąpiła w przeczytanych przeze mnie książkach.

3 komentarze:

  1. Możliwe, że się skuszę. Lekka literatura na odprężenie, jest mi w tej chwili potrzebna.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie akurat wizja historii wampirów się nie podobała, ale książka zabawna faktycznie, więc nawet dobra :)
    Haha a którąż scenę masz dokładnie na myśli? Bo było ich kilka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda mi się podobała, ale najbardziej ta w mieszkaniu koleżanki z pracy :D.

      Usuń