czwartek, 23 lutego 2012

"Dziewczynka, która widziała zbyt wiele" - Małgorzata Warda

Pisanie o trudnych tematach wydaje się czasem być o wiele trudniejsze, niż przeżycie samemu takiej historii. Dlaczego tak uważam? Ponieważ trzeba zrozumieć i przeżyć jedynie we własnej głowie coś, o czym nie ma się pojęcia. Rzadko kiedy książka jest tak dobra, że nie pozwala w siebie wątpić, a uczucia bohaterów ogarniają czytelnika. I muszę przyznać, że Małgorzata Warda napisała taką książkę. Cholernie dobrą książkę.

Jak tytuł wskazuje, historia ta opowiada o przeżyciach dziewczynki – Ani. Ojca nie pamięta, matka jest ciągle na lekach, a ona sama jest świadkiem przemocy wobec jej brata. Brutalnej, niewybaczalnej. Rodzeństwo ma tylko siebie. Ale książka zaczyna się od czegoś, czego trudno się spodziewać – od gwałtu. Ania oskarża o to swojego brata. I w ten sposób – poniekąd od końca – poznajemy całą historię, zlepiając ze sobą poszczególne wątki, domysły i emocje.

„Dziewczynka…” nie jest zbyt gruba, ale czytałam ją zadziwiająco długo. Nie potrafiłam przebrnąć przez te wszystkie wydarzenia i uczucia od razu, na szybkiego. Musiałam robić przerwy, zastanawiać się i uwalniać od tego, co mi dawała. To bardzo trudna emocjonalnie lektura. Ciężko jest zrozumieć, dlaczego opiekun nie reaguje na przemoc, dlaczego dziecko się nie broni i dlaczego inne musi na to wszystko patrzeć. Można albo pogrążyć się w tych wydarzeniach, albo spróbować się zdystansować, co nie jest takie proste.

Nie mam tej książce nic do zarzucenia. Język, styl, fabuła, konstrukcja – wszystko jest spójne, doskonałe. Często zdarza mi się denerwować stylem polskich pisarzy, który tak bardzo odbiega od literatury tłumaczonej, której czytam znacznie więcej. Tutaj tego nie było. Po prostu zagłębiłam się, nic mnie nie wybijało z rytmu – może poza moimi własnymi emocjami, ale za nie autorka nie odpowiada.

To ważna książka. Niektórzy ludzie ignorują przemoc, bądź święcie wierzą (lub chcą wierzyć), że w dzisiejszych czasach jej nie ma, że jesteśmy cywilizowani. A może właśnie w domu sąsiadów dziecko leży w łóżku przerażone, że ktoś zaraz przyjdzie je ukarać za to, że krzywo oddycha?

Każdy powinien ją przeczytać, choćby zupełnie nie była w jego typie, nie lubi ładunku emocjonalnego, czy też nie chce czytać o rzeczach smutnych. Trzeba być świadomym, jak pozornie „żadna” przemoc wygląda w rzeczywistości!

A książka poza tym jest rewelacyjna i z całego serca ją polecam.

7 komentarzy:

  1. Widzę, że obie miałyśmy naładowane emocjami i ciężkie książki do przebrnięcia... z chęcią ją przeczytam, jeśli będę miała okazję.

    I masz rację, ludzie ignorują przemoc... chyba jesteśmy tak zaprojektowani: radością dzielimy się z innymi, ból przeżywamy sami... Najgorsze jest to, że takie przeżycia mogą zniszczyć życie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też nie do końca tak jest - dziecko może powiedzieć, że jest krzywdzone, ale nie potrafi tego wyjaśnić w sposób zrozumiały dorosłym, a dorosły to bagatelizuje, bo myśli, że chodzi o coś tak idiotycznego jak klaps czy okrzyczenie. Ludzie wolą uważać, że coś jest prostsze niż w rzeczywistości...

      Usuń
  2. Z takim problemem spotkałam się w ksiażce którą wczoraj skończyłam... dobrze że przynajmniej książkę przerwy sobie zrobię. Dziecko jako istota tak bezbronna jest szczególnie narazona na bolączki naszych czasów, zresztą dzieciom niezależnie od epoki było źle... nastawiam się więc na emocje i weekendowo się z książką rozprawię.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem osobą bardzo emocjonalną i myślę, że to dobra książka dla mnie. Już nie mogę się doczekać, kiedy za nią chwycę. Bo chwycę, na pewno ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. lubię książki mówiące o trudnych sprawach, naładowane emocjami, takie których czytanie trzeba sobie dozować i myślę, że "Dziewczynka..." mi się spodoba

    OdpowiedzUsuń
  5. Widzę, że mamy podobne odczucia po przeczytaniu książki.

    A czytałaś "Nikt nie widział..." tej autorki? Też świetna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam, choć chętnie to zrobię.

      Usuń