piątek, 24 czerwca 2011

Alina się obnaża, czyli ekshibicjonizm sieciowy.

Alina jest człowiekiem dziwnym, jak to znajomi sprzed wieków i z poprzednich wcieleń uważają. Alina teraz postara się to udowodnić, bądź zaprzeczyć tej tezie.

Już jako dziecko byłam dziwna. Mama rodziła mnie przez tydzień (a ja mam dowód, że ja się na ten świat nie prosiłam, lekarz musiał przyspieszać poród). Gdy mnie już urodziła, ja zamiast wrzeszczeć nocami, a spać dniami, robiłam trochę inaczej - spałam nocami i dniami, czego resztki pozostały po dziś dzień - wciąż wolę spać, niż łazić po imprezach i innych takich miejscach, które moi znajomi lubią. Gdy już dotrę w miejsce, gdzie huczy, a ludzie próbują mnie opić, obserwuję sobie ich reakcje, popijając co najwyżej soczek. Alkohol okazjonalnie (bo na takich imprezach dobrego i słodkiego przeważnie nie mają, a ja innego nie lubię, a później oni jęczą "Ze mną się nie napijesz?!", nie, nie napiję, dopóki nie dostanę czegoś zdatnego do picia, toasty wypijam soczkiem). Nocami śnią mi się notorycznie mordercy, diabły, Sadako, duchy, czasami wampiry. Bywa ciekawie. Szczególnie z tymi duchami, bo gdy się pojawią w moich marzeniach sennych, przeważnie się z nimi biję. Raz śniły mi się wampiry, wywróciłam samochód z nimi. Kraków wtedy wpadł w jakąś dziurę czasoprzestrzenną, ponieważ była w nim ulica Betlejem, a w autobusie zostawiłam torebkę i za nim biegłam, żeby ją odzyskać, wampiry obiecały mnie podwieźć... Nie ufaj nieznajomym, nawet w snach!

W sklepach grzecznie szeptem pytałam mamę, czy coś mi kupi. Dopiero parę lat później zaczęłam się robić głośna, zgryźliwa, płaczliwa, wrzaskliwa i upierdliwa jak mało kto. Ale mama nie ma co narzekać, bo równie dobrze mogłaby mieć córkę alkoholiczkę, narkomankę i prostytutkę, ale na szczęście (a może niestety?) alkoholu generalnie nie lubię, narkotyki kosztują zbyt dużo (za co ja bym książki kupowała?!), a prostytutka to zawód zbyt męczący dla takiego lenia jak ja. Lenia, który w wieku lat czterech umiał płynnie czytać, ale jakoś tego nie robił, bo... mu się nie chciało. Rewolucją była Rosyjska Ruletka z pytaniem o ludzi pozamagicznych w Harrym Potterze. Znałam odpowiedź. Mama zmusiła mnie do przeczytania serii. Zakochałam się po uszy. Od tej chwili czytam nałogowo. Z dziećmi w szkole się biłam, jeden chłopak o mało nie stracił głowy w zderzeniu ze ścianą. Tak samo na próbach do Pierwszej Komunii - biliśmy się non stop, a stojąc pod ołtarzem na końcu mszy, na podwyższeniu, gdy recytowałam jakiś wierszyk, pokazałam mu fuck you. Niestety nikt tego nie zauważył. Oprócz niego. Na szczęście, bo inaczej byłoby to bezcelowe.

Nałogowe czytanie sprawiło, że wydawałam dużo pieniędzy. Wcześniej kupowałam wszystko, co się dało (pieniądze nigdy się mnie nie trzymały), ale w gimnazjum znalazłam nowe produkty - książki!!! Księgarnia w moim mieście... panie księgarki były przerażone, widząc mnie w progu. Gorzej było, gdy pojawiła się moja mama, chcąca kupić mi książkę. Panie mdlały "Ja nie wiem, co Pani polecić! Pani córka wszystko czytała!". Ale jakoś mama zawsze wracała z książką, której jeszcze nie znałam i która mi się podobała. Czyli nie było tak źle, jak myślały. W gimnazjum pobiłam (w wakacje) jednego chłopaka pewnym metalowym prętem, który się na nim wygiął. Chłopak wciąż mnie kochał. Masochista jakiś, ratunkuuuu! Pół roku później jeszcze do mnie wydzwaniał. W końcu sobie odpuścił, gdy kazałam mu się odczepić w dość ostrych słowach (obudził mnie o godzinie dwunastej w ferie zimowe, to było niewybaczalne).

Po skończeniu gimnazjum dorobiłam się chłopaka, który był ode mnie starszy siedem lat i sześć dni oraz parę godzin. Stety bądź niestety zerwał ze mną po niecałych czterech miesiącach, ale dobrze się to dla mnie skończyło, bo teraz jest leniem, hazardzistą (ale muszę przyznać, że robi ładne regały na książki, więc może nie jest tak źle?...) i równie skończonym kretynem jak wcześniej, ale teraz to przynajmniej ujawnia. Wpadłam wtedy w lekką depresję, a gdy poprawił mi się wiosną humor, zakochał się we mnie mój następny chłopak, z którym przyjaźniłam się do czasu, gdy uznałam, że mi się to znudziło i powiedziałam mu, że ma zdecydować, co między nami jest. W końcu jakoś staliśmy się parą. Pierwsze półrocze roku 2009 było najpiękniejszym okresem mojego życia. W międzyczasie zaczęłam odkrywać w sobie nowe cechy i zastanawiać się nad studiami filologicznymi. Ale to było głupie, teraz to wiem.

Po zerwaniu z owym chłopakiem zaczęłam spotykać się z byłym chłopakiem mojej przyjaciółki, ale nasze relacje były burzliwe aż do niecałego miesiąca temu, kiedy po baaardzo burzliwym momencie przestały istnieć. Wkurzyłam go, paląc trawkę z jego kumplem kilka miesięcy wcześniej (zaraz... czy to nie było w jego urodziny?), a mama się zapytała, jak mi smakowała. Czułam wędzonkę przez kolejne dwa dni. I tyle mojego bezpośredniego kontaktu z jakimkolwiek tytoniem.

W pewnym momencie chciałam iść do klubu gejowskiego, ale niestety samej mi się z domu wyjść nie chce, a chętni co prawda byli, jednak wyciągnięcie ich zakrawało na cud. Rozważałam zmianę orientacji seksualnej, zostanie prostytutką, płatnym mordercą bądź chociaż seryjnym. Albo narkomanką. Jednak okazało się, że z powodu studiów nie miałam czasu i wciąż nie mam. Sesja zrujnowała wszystko. Znaczy zimowa, bo się rozchorowałam i zepsuła mi cały semestr letni. Później nagle - ni stąd ni z owąd - objawiła się sesja letnia, chociaż marzec i kwiecień gdzieś zniknęły - po lutym obudziłam się dopiero trzeciego maja.

Raz chciałam się otruć tabletkami uspokajającymi, ale tylko się naćpałam. Było to uczucie nadzwyczaj nieprzyjemne, dlatego więcej już nie próbowałam.

Mam pecha do przyjaciół - moje przyjaźnie nie trwają zazwyczaj dłużej niż pięć lat - im rzadziej kogoś widzę, tym mniejsza szansa, że go wkurzę, dlatego wtedy trwa to dłużej. Niestety jestem postacią najwidoczniej nieznośną, samotną i nic na to nie poradzę. Ludzie mnie nie lubią dłużej niż przez chwilę. W związku z tym uznałam, że zostanę starą panną z kotem i dzieckiem z probówki, na które przeleję wszystkie swoje ambicje. Czyli dziecko zostanie płatnym mordercą, skoro mi to nie było dane. Kupimy sobie domek nad morzem i będziemy szczęśliwi. Może wtedy znajdę sobie mężczyznę z bajki? Kto wie? Póki co nie szukam, bo to odnosi jak najbardziej odwrotne efekty do zamierzonych. Mogę sobie znaleźć kobietę z bajki, nie obrażę się.

Nie jestem patriotką, nie znoszę Polski. Podobne uczucia żywię do sporej części mojej rodziny. I do całego świata, który próbuje mną dyrygować, narzucać mi coś i zmieniać mnie. Na ogół jestem spokojnym człowiekiem, ale jak to brzmiał napis na moim kubku, który już od dawna nie żyje:

Drzemie w Byku taka siła, że i ścianę by przebiła
Jeśli chcecie zostać zdrowi, nie narażajcie się Bykowi.

Moi znajomi o tym wiedzą, dlatego starają się mnie nie wkurzać celowo. Jednak czasem się zdarza. Kiedyś byłam bardzo impulsywnym człowiekiem, jednak odkąd zaczęłam wyrzucać z siebie uczucia w tworzenie własnej literatury, jestem spokojniejsza, panuję nad sobą, tracę emocje, co sprawia, że czasem źle się czuję. Mniej się wkurzam na ludzi, czasem tylko dla zasady, gdy wiem, że tego ode mnie oczekują. Bardzo mało osób jest w stanie naprawdę wytrącić mnie z równowagi. Jedną z nich jest mój ojciec, ale od jakiegoś czasu wie, że to jest niebezpieczne i na trzeźwo już raczej nie próbuje, bo wie, że to może zaboleć.

Nie boję się raczej niczego. Jeśli ktoś mi powie, że czegoś nie zrobię, zrobię to na przekór, choćby było sprzeczne z moimi poglądami. Nie lubię się patyczkować, chociaż czasami niestety to robię. Nie lubię się spotykać w gronie większym niż trzy osoby, ponieważ nie znoszę nikomu przerywać wypowiedzi, a gdy jest więcej osób, przeważnie nie dopuszczają mnie dobrowolnie do rozmowy, wtedy usuwam się w cień. Chyba że wiem, że danej osobie przerwać mogę, wtedy to robię, powiem, co mam powiedzieć i obserwuję sobie dalszy rozwój sytuacji. Nienawidzę się spóźniać, jestem zawsze patologicznie za wcześnie. Kłamię bardzo rzadko, gdy muszę, ale jeśli już to robię, nie da się rozpoznać. Chyba że chcę, by moje kłamstwo było rozpoznane. Zazwyczaj ludzie mi nie wierzą, gdy mówię prawdę, o ironio.

Mam wybujałą wyobraźnię, piszę opowiadania o Tokio Hotel, byłam wierną fanką, ale teraz oni mają mnie gdzieś, więc ja ich również. Ale piszę wciąż. Czasem piszę o czymś innym, ale ostatnio mam mało czasu. Napisałam również jedno opowiadanie z kategorii "Zmierzch", z którego jestem dumna, było na konkurs, niestety komisja się nie poznała na jego ironii i nie wygrałam. Cóż, brutalne.

Najchętniej siedzę przed komputerem, z książką. Jestem bałaganiarą, ale nachodzą mnie momenty pedantycznego sprzątania [przed egzaminem]. Kocham dzieci. Kocham Berlin. Jestem niezdatna do życia w społeczeństwie. Nienawidzę kawy, kocham herbatę. Będę miała kotka. Kocham kotki. I nauczę kotka niemieckiego.

Zrobię sobie tatuaż na jesieni. Uwielbiam być blada i nienawidzę się opalać, co przy mojej cerze jest zaletą, bo zaraz przypominałabym ofiarę z poparzeniami trzeciego stopnia i gigantycznym rakiem skóry. Naturalnie jestem ruda, czuję się za gruba, czasami jadam surowe mięso. W zależności od nastroju. Obecnie próbuję się odchudzać, nie jem słodyczy. A na stacji BP już nie ma mojej ulubionej kanapki trzy sery, jak się dzisiaj przekonałam.

Moje sny zasadniczo się w jakiś sposób spełniają, dlatego moja mama woli ich nie słuchać. Zresztą ona mnie nie słucha. Wczoraj Emilka się mnie zapytała:

- A co, gdy Twoja mama wyjedzie i będziesz sama?
- Nic, będę gadała do ściany, efekt taki sam, bo ona też mnie nie słucha.

Mama zaczęła się śmiać. A ja uznałam to za tragiczne.

Chciałabym być aktorką. Ostatnio mi się przyśniło, że gram w serialu. A propos seriali - jestem fanką, oglądam ich obecnie chyba pięć, na jesieni dojdzie szósty. Nie znoszę moich wykładowców, studia mnie wykańczają, ale i tak je lubię. Brzmi mi to trochę jak syndrom sztokholmski. Miałam coś podobnego w liceum. Ale o tym mówić nie będę. Oprócz tego, że w klasie maturalnej polonista chciał mnie oblać, miałam zagrożenie z polskiego, co skończyło się moim atakiem furii, depresji i to był oficjalnie najgorszy dzień mojego życia. Konkuruje trochę z dzisiejszym, gdy dowiedziałam się, że mój przewoźnik kasuje 90% kursów i nie będę miała jak się dostać na uczelnię. Najlepszego nie mam.

Koty mnie lubią. Dzieci też. Lubię osoby nietuzinkowe. Czuję się niedoceniona przez świat. Jestem z natury wredna, ale dla osób, które są dla mnie ważne, skoczyłabym w ogień, zabiła prezydenta USA, a później siebie, jeśli by tylko sobie zażyczyły. Niestety nikt tego nie docenia. Dlatego lepiej, żebym na zawsze pozostała sama, amen.

Nie potrafię śpiewać, ale to uwielbiam. Kiedyś biegałam półnago po chodniku, wieczorem, ale kierowcy to ignorowali. Gdy nie zasłaniam okna w łazience, ignoruje mnie sąsiad. Mam wrażenie, że jestem nieatrakcyjna. Lubię robić dziwne rzeczy. Ale przeważnie pozostają bez oddźwięku.

I nie mam zielonego pojęcia, co tu napisałam. Jest tego dużo, ale teraz przejdźmy do najciekawszego punktu dnia: nie mam na imię Alina, mam Róża. Alina to moje drugie imię. Neumann to nie moje nazwisko, aczkolwiek rozważałam zmianę. Mam rozdwojenie (a raczej roztrojenie, ale o tym kiedy indziej) osobowości. Moja listonoszka się już chyba do tego przyzwyczaiła, w każdym bądź razie bez zbędnych pytań przynosi Alinie pocztę. Czasem Róży. To zależy od mojego nastroju w trakcie podawania adresu w mailu.

Dodam jeszcze, że znajomi mnie nie rozumieją. Ale większość akceptuje to, jaka jestem. A przynajmniej nie narzekają. Czasem się zdarza, ale szybko przechodzi. Jestem tolerancyjna, wkurzam się, gdy ktoś żywi się stereotypami i jestem za tym, żeby małżeństwa homoseksualne zostały w Polsce zalegalizowane, a takie pary mogły adoptować dzieci. Nie wierzę w Boga ani w Kościół. Gdy nachodzi mnie ochota na modlitwę, modlę się do Bastet. Wierzę w reinkarnację. Czasami. Przez większość czasu.

Czasami zaś dostaję słowotoku. Jeśli przez to przebrnęliście i coś rozumiecie, wiedźcie, że Was kocham, uwielbiam i gratuluję. Tutaj się czuję dobrze. I chyba boję się przeczytać ten tekst od początku.

Aha, kiedyś próbowałam suchą kocią karmę i mi nie smakowała. Biszkopty dla chomików były smaczne. W chwili obecnej preferuję po prostu owoce i kuchnię japońską i każdą dziwną. Wspominałam o herbacie? Wspominałam.

Zaś do zwierzeń zapraszam Kaś, z którą spędziłam dzisiaj bardzo miłe popołudnie, oraz Arię, która stała się Panią Magister.

30 komentarzy:

  1. Jak wiele rzeczy nas łączy... zatrważająco... ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie się opisałaś, z humorem i dystansem, a sny o wampirach na ulicy Betlejem w Krakowie, bezcenne :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakbym napisał, jak wiele nas różni i tak nikt by nie uwierzył, a na pewno nie my sami. Więc nie napiszę:)
    Zaznaczę za to, że też jestem przekorny i uparty... szcegolnie to pierwsze:) Dlatego mimo braku spasowania tatuś bezwarunkowo kocha nadal swoją blogową córeczkę:)) To co? Po Gingersie?:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kasiek, a pisałaś o sobie? Nie pamiętam, ale zaraz się przyjrzę :).

    Evito, jakoś w trakcie pisania nie poczułam się zdystansowana, tylko zastanawiałam się, skąd biorą się tak popieprzeni ludzie jak ja, a to, co napisałam, to tylko kropla w morzu moich dziwactw :D. Ale dziękuję!

    Tatusiu, to już wiem, po kim mam te cechy! Też Cię kocham, a Gingers - jak najbardziej! Chcesz pomidorka?

    OdpowiedzUsuń
  5. Alino (chyba, że dziś wolisz Różo?), naprawdę niezły z Ciebie aparat ;)

    Doskonale się bawiłam czytając Twój słowotok :)
    I muszę przyznać, że trochę nas łączy - z tego, co widzę najbardziej Ci maniakalni chłopcy/faceci. Do mnie co rusz się jakiś doczepiał (i z przykrością stwierdzam, że nadal się doczepiają).
    No i oczywiście - także kocham koty!

    Miło było Cię choć trochę poznać.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Claudette, fuj, fuj, byle nie Różo, tutaj jestem w 101% Aliną! :D. Wiesz, ostatnio tych maniakalnych jest też jakoś mniej, albo ja ich nie zauważam, wyglądam na poważną i zajętą, kto wie? :D. No i cieszę się oczywiście, że się ubawiłaś, nie znienawidziłaś mnie, ani nie zadzwoniłaś do zakładu psychiatrycznego (swoją drogą odczuwam potrzebę zostania tam zamkniętą, by zdobyć nowe doświadczenie życiowe, ale to by mi mogło nabałaganić w papierach, oj) :D. Dobrej nocy!

    OdpowiedzUsuń
  7. Pomidorka? Jasne! Pod warunkiem, że nie jest szklarniowy:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ech, mama mówi, że raczej szklarniowy. To te małe na gałązkach, włoskie, mama nie wie :D.

    OdpowiedzUsuń
  9. Hehehehehehehehehe... mogłaby dłużej xD. Świetnie siebie opisałaś. Lekko, ironicznie (lekko ironicznie), z dystansem ale w stu procentach prawdziwie :)). Toliny wysłane. A który serial Ty zamierzasz oglądać z nowej ramówki?

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo fajnie mi się to czytało, jesteś ciekawą osobą muszę przyznać :)

    też nie lubię się opalać ;) a te Twoje sny.. z tego można by coś napisać :D

    OdpowiedzUsuń
  11. C.S., jeszcze by mi tego brakowało, żeby przy zwierzeniach zmyślać :D. "The nine lives of Chloe King". Ale Ty chyba masz jakieś inne na oku, więc pewnie im się przyjrzę i będę oglądała dziesięć, zamiast po ludzku sześć seriali :D. Dziękuję, że wysłałaś.

    Edith, właśnie dzisiaj przyśniło mi się coś takiego, że zdecydowanie o tym napiszę. Zrobiłam sobie rano notatki ze snu i z tego, co wymyśliłam do tego. Może któregoś pięknego dnia to rozwinę, póki co mam mnóóóóóóstwo innych planów, niekoniecznie z moich snów ;).

    OdpowiedzUsuń
  12. Jaka niesamowicie długa i szczera wypowiedź, ho! Alino zaskakujesz coraz bardziej. I intrygujesz :D
    I mnie na zwierzenia wyciągasz? Oj... :P Cóż, spróbuję ^

    OdpowiedzUsuń
  13. Widac, że nie tylko ja lubię przechadzać się nocami np. w dziwnych strojach lub bez nich w ogóle i obserwować reakcje innych ;) W ogóle robię wszystko, żeby ludzie bez przerwy zwracali na mnie uwagę, chyba jestem egoistką ;) Twój słowotok był CUDOWNY. Jesteś tak oryginalną dziewczyną... Aż chce się Ciebie poznać!

    OdpowiedzUsuń
  14. AAA koktailowe! Noo te uwielbiam:) to mogą być nawet szklarniowe, chociaz nic nie zastąpi pomidora babci, wyhodowanego w ogródku i wręcz pachnącego słońcem:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo interesujący opis. :D Nie można powiedzieć, że należysz do przeciętnych osób. :D

    OdpowiedzUsuń
  16. I nagle poczułam, ze jesteś kimś cholernie bliskim mimo że praktycznie Cię nie znam. To urocze, ze się tak otworzyłaś, naprawde :)

    Buziaczki przeogromne!

    PS Pamietaj, ze nawet jesli masz sie za nieatrakcyjną, ktoś na pewno uważa, ze jest zupełnie inaczej ;*

    OdpowiedzUsuń
  17. Lubisz TH?Ciekawe ja też ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Kurde, ale fajnie się czytało :)
    Mamy kilka wspólnych cech, ale rozwaliło mnie to patologicznie bycie za wcześnie, bo mam dokładnie tak samo ;D Zawsze tak się wybieram, żeby się nie spóźnić, że jestem minimum godzinę za wcześnie ;D

    Generalnie fajnie byłoby Cię poznać:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo fajnie sie czytao, czuć ,że to szczere wyznania, bądż zawsze sobą bo who cares what others think?:) pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  20. O, zapowiada się na ciekawy. Przyjrzę mu się bliżej i nie będziesz osamotniona w gigantycznej liczbie cotygodniowych odcinków do oglądania ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ario, cóż, chcę wiedzieć, co Ty masz do ukrycia ;).

    Nyx, to przejdźmy się kiedyś wspólnie! Moja towarzyszka do biegania nago wyniosła się na drugi koniec świata, więc nie mam z kim... :D.

    Pablo, *pomidorki*. Moja babcia pomidorów nie hoduje, ta druga czasami. Więc gdzieś przez niecały miesiąc do takich z krzaka dostępu mieć nie będę ;).

    Różowe niebo, wiem, wieeem, czasem każdemu się zdarza gorszy dzień :D. Może sąsiad po prostu woli swój taras, a kierowcy są przykładowi i patrzą na drogę, a nie chodniki :D.

    Viconio, to ja zazwyczaj tylko pół :D. Chyba tylko raz udało mi się być punktualnie, ale wtedy zadzwoniłam, że się spóźnię xDD. Może zorganizujemy spotkanie w Krakowie dla fanów mojego ekshibicjonizmu? xDD.

    Moniko, dziękuję i zamierzam podążyć za radą, ba! ja za nią podążam już od dawna! Jak napisałam wyżej, każdemu zdarza się mieć gorszy dzień, a tylko wtedy nie lubię siebie :)).

    C.S., no to cudownie :D. Podejrzewam, że po raz pierwszy będę miała zaległości serialowe. Może rzucę studia na rzecz seriali? xD.

    OdpowiedzUsuń
  22. Cudowny opis! :D Oby więcej takich ekshibicjonistów. :D
    Moja mama się nie pytoliła. Jest ginekologiem i trochę więcej jej wolno, więc jak tylko nadarzyła się pierwsza możliwa sposobność porodu pojechała do szpitala i poprosiła o cesarkę. :D Ja też zamierzam tak zrobić swego czasu. :D
    Ja alkoholu żadnego nie piję - oprócz kawy to dla mnie najgorsza rzecz na świecie. Blee....
    I też się biłam! :D Nawet moi rodzice do szkoły byli wzywani. :D
    Ej, a Róża to piękne imię!!!
    A pięć seriali to wcale nie tak dużo. ;) Ja oglądam dokładnie trzy razy więcej. :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Kurcze Alino na prawdę świetnie to napisałaś ^^
    Widziały mi się te kawałki o chłopakach i ta akcja w kościele. A co do słowotoku - ja też to mam ;P Nieraz mogłabym gadać i gadać, więc najlepiej jest wyjść z pokoju ;) Muszę przyznać, że jesteś osobą o bardzo sprzecznym charakterze. A jak nauczysz tego swojego kota niemieckiego to sklonuj go dla mnie xD Ja też chce takiego ! ^^ A może też nauczę swojego?

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie sądziłam, że kiedyś spotkam kogoś tak ekscentrycznego! Witaj w klubie!^^
    Alkohol jest ohydny.
    Btw., nieźle się uśmiałam podczas czytania.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  25. De merteuil, pochwalę się, że pierwszy raz napisałam Twój nick z pamięci! :D. Ja nie jestem pewna, czy i przy cesarce byłabym chętna przyjść na świat... xD. A alkohol, który ja piję, musi być bardzo słaby, bardzo słodki i alkoholu nie może być czuć. A w szkole pobite dzieci się na mnie nie skarżyły, bo się chyba bały... xDD.

    Meme, sprzeczny charakter - o tak. I mam skłonności do zaprzeczania samej sobie. Tyle że ja zauważam pewne bardzo subtelne różnice, które wskazują, że wcale nie zaprzeczam, ale nikt inny ich nie widzi xD. A ten kot pewnie polskiego nie nauczy się nigdy. A klonować nie będę, bo mój i Schluss!

    Sihhinne, dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  26. A źle mi się napisało, miałam napisać pół godziny właśnie ;D
    Zorganizujmy, jak najbardziej! :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie ukrywam, bardzo chciałabym Cię poznać osobiście. Widzę, że mamy wiele wspólnego, głównie zwracam uwagę na chęć zalegalizowania małżeństw homoseksualnych w Polsce i ich możliwość adopcji dzieci. Bardzo przyjemnie czytało się to "kilka słów" o Tobie. :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Co za wspaniały post :D Do ostatniego słowa czytałem z zapartym tchem. Szkoda, że tak krótko.
    A trafiłem tu z winy Arii.

    "Nienawidzę kawy, kocham herbatę."
    :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Kenaz, dziękuję :D. Mogłabym dłużej, ale już palce mnie trochę bolały... :D.

    OdpowiedzUsuń
  30. Wiele nas łączy. Samotnica, robi głupie rzeczy, kocha koty, kuchnie japońską oraz książk. I jest jeszcze dużo więcej podobieństw :) Gdzieś z 3/4 tekstu :) Super o sobie napisałaś i gratuluję odwagi i otwartości :D

    OdpowiedzUsuń