środa, 10 listopada 2010

"Irmina" - Janusz Domagalik

Oto ostatnia książka z moich kołobrzeskich wojaży. Trochę czasu mi zajęło zabranie się za nią, jednak efekt jakiś jest.

Irmina jest bardzo ładną dziewczyną, siostrą Marka. Ich matka pracuje w szpitalu, a dziadek jest chory. Mają jeszcze psa, Norę. Z pozoru zwyczajna rodzina, z konfliktami, nieporozumieniami, tajemnicami... Jednak okazuje się, że wszystko to sięga przeszłości, braku chęci do rozmowy. Nieznajomości najbliższych ludzi. Domagalik rysuje nam portret komunistycznej Warszawy, z punktu widzenia młodzieży. Zagubionej, próbującej poskładać swoje życie w całość.

Książeczka jest niepozorna. Sama nie wiem, czym się kierowałam, gdy wybrałam ją w tej bibliotece, chyba tylko tytułem, który w rzeczywistości nic mi nie mówił. To było po prostu uczucie, mówiące mi, że chcę ją przeczytać, że na pewno mi się spodoba. Przeczucie się sprawdziło w pełni.

Nie czytałam nic innego tego autora, jednak jego styl mi się bardzo podoba, wręcz wydaje się znajomy. Podobają mi się również kreacje bohaterów - każdy jest inny, ma swoje sekrety, które mają to samo źródło. Bo jedyną nieświadomą wszystkiego osobą jest Marek. Irmina zdaje się wiedzieć wszystko, jednak nie chce powiedzieć nic bratu, ponieważ powstała między nimi pewna emocjonalna przepaść. Podejmowane decyzje i sposób ich opisania są bardzo interesujące. Domagalik urywa pewne sceny, przenosząc nas w inne chwile. I jestem tym niemal zachwycona. Mało kto potrafi tego dokonać, nie wzbudzając w czytelniku irytacji, a przynajmniej we mnie.

Książka jednocześnie banalna i typowa, ale jednocześnie zupełnie nietypowa. Właśnie naszło mnie skojarzenie z twórczością Ewy Nowak, jednak cofniętą w czasie o trzydzieści lat. Mają coś podobnego.

Czy polecam? Owszem.

Pierwszą częścią tej książeczki jest "Marek". Będę się starała po niego sięgnąć.

8 komentarzy:

  1. O, lubię takie książki. Już ją dobrze czuję. To ciekawe :).

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nieco mieszane uczucia.Zapowiada się naprawdę ciekawie ale nie wiem, czy w chwili obecnej mam ochotę na coś takiego ;) Z pewnością nadejdzie taki dzień, że się skuszę ;)

    Pozdrawiam Lena

    (uwielbiam czytać to co tworzysz )

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tą pierwszą część chyba mam w domu. Nigdy mnie do niej nie ciągnęło. Tak po prostu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Leno, dziękuję :). Ta książka ma ledwie 130 stron, więc jeśli najdzie Cię ochota, to szybko skończysz :).

    Wampirku, oj, w tej chwili zazdroszczę. Bo bardzo chciałabym ją przeczytać. Nie mam pomysłu, co może w niej być.

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczerze powiedziawszy też raczej nie zwróciłabym na nią większej uwagi, gdyby nie fakt, że moja babcia ma na imię Irma. Co prawda Irma to nie to samo co Irmina, ale jakieś skojarzenie jest i to chyba właśnie one mogłoby mnie na tę książkę naprowadzić.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ponoć ta całą seria wydawana nakładem tego wydawnictwa, gdzie tytuły to imiona, jest świetna. Mam olbrzymią chęć się zapoznać, ale musze chyba poszukać na allegro, bo na merlinie, niestety, nie znajdę :(

    OdpowiedzUsuń
  7. No cóż, niestety. Szkoda, że nie wznowili wydań, bo to naprawdę ciekawa książeczka - wnioskuję, że reszta również taka będzie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam ją lata temu i powiem uczciwie, że NICZEGO z niej nie pamiętam, a to się zdarza wyjątkowo rzadko (owszem do autorów i tytułów pamięci mi brak niemniej jednak do fabuły)...
    muszę do niej wrócić :/

    OdpowiedzUsuń