środa, 28 marca 2012

"Kleopatra" - Karen Essex


Jeśli jakąś postać lubię, będę jej broniła całą sobą. Kleopatrę uwielbiam, dlatego wywołuje we mnie furię, gdy ktoś przedstawia ją raczej jako ekskluzywną, humorzastą prostytutkę (jak np. w „Ja, diablica” i „Ja, anielica” Katarzyny Bereniki Miszczuk). Kojarzy ją głównie z kąpielami w mleku i jakimiś urokami rzucanymi na mężczyzn. O, zgrozo! Czy przenoszenie wielkich kobiet do świata popkultury musi zawsze się kończyć w taki sposób?

Z książką Karen Essex spotkałam się kiedyś w pociągu. Siedząca obok mnie kobieta ją czytała, a ja nie mogłam się powstrzymać i zapytałam ją o lekturę. Powiedziała, że to jej ulubiona książka i że jest naprawdę dobra. Postanowiłam uwierzyć i czekałam na okazję. Aż w końcu nastąpiła.

„Kleopatra” jest zbeletryzowaną biografią ostatniej królowej Egiptu. Oczywiście zdarza się, że autorka nie trzyma się faktów, trochę folguje swojej wyobraźni i sama wypełnia luki w historii. Z początku zamierzałam jej mieć to za złe, jednak po chwili oddechu uznałam, że takie jest prawo pisarza i naprawdę nie mam powodów, by się czepiać, ponieważ poza tym książka mnie nie zawiodła. Może trochę, ponieważ nastawiłam się na genialne dzieło, a dostałam tylko bardzo dobry kawałek literatury.

Bardzo mi się spodobało odmalowanie starożytnej rzeczywistości. Naiwności ojca Kleopatry, życia na dworze. Mimo to czegoś mi w nim brakuje. Może to dlatego, że „wychowałam się” na książce „Niedościgniona Kleopatra” Irene Frain i na siłę próbowałam zrobić z „Kleopatry” coś więcej niż powieść. Chciałam, żeby to była kolejna biografia. Błąd powstał z mojej winy. Choć autorce też się należy trochę odpowiedzialności – dlaczego, och, dlaczego przerwała książkę tuż przed spotkaniem Kleopatry z Cezarem? (A nie zabrałam drugiego tomu z domu.) Gdy już popłynęłam z nurtem Nilu, zostało to brutalnie przerwane. I chciałabym jeszcze powiedzieć, że najbardziej podobały mi się fragmenty z życia Cezara (o, ironio). Pomyślałam wtedy, że pierwszy tom można by zatytułować „Cezar i Kleopatra”, a kolejny „Antoniusz i Kleopatra”. Niestety podział życia królowej, jaki przeprowadziła Karen Essex, uniemożliwił ten zabieg.

Ciężko mi sprecyzować, czego brakuje mi w tej książce. Z pozoru ma wszystko. Możliwe, że „Królowa” mi to uświadomi lub okaże się jeszcze lepsza. Mojej przygody z tą autorką nie skończę na serii o Kleopatrze. Mimo tego braku nieokreślonego szczerze polecam. Ta książka jest bardzo miłym początkiem nawiązania znajomości ze wspaniałą Kleopatrą i całą historią jej rodziny kazirodców i morderców.

Czytaliście? Może też odkryliście, że jest w niej „coś” czego nie ma?

6 komentarzy:

  1. Nie przepadam za tego typu książkami, ale może zrobię wyjątek ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam tej książki, ale lubię tego typu książki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę przyznać, że mi też Kleopatra kojarzy się z kąpielami w mleku :) I to chyba wystarczający powód, by przeczytać tę książkę, bo aż wstyd. A powieści historyczne bardzo lubię, więc nie będę się specjalnie bronić.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kolejna książka poświęcona władczyni Egiptu ukaże się w kwietniu nakładem wydawnictwa W.A.B.

    OdpowiedzUsuń