środa, 7 marca 2012

"Arytmia" - Anne Holt, Even Holt


Para autorów nie jest małżeństwem, jak mogłoby się wydawać, lecz rodzeństwem. Piszę o tym, gdyż ostatnio dość modne są pary pisarzy tworzących jedną książkę i pozostające w miłosnej relacji. Mam wtedy wrażenie, że przenoszą cząstkę swojego związku do tekstu i niemal zawsze znajduje się jakiś mały wątek miłosny. A tutaj o miłości wiele nie ma. Nie o takiej. Dlatego, jeśli ktoś szuka książki o poszukiwaniu romantyzmu w kryzysowej sytuacji, może w ogóle nie sięgać po „Arytmię”. Przy okazji Even z wykształcenia jest kardiologiem. Anne zaś jest znana ze swoich wcześniejszych książek.

Wbrew pozorom nie jest to książka napisana bez serca! O sercu tu wiele – rytmy zatokowe, komory, impulsy elektryczne i zabójcze urządzenia mające ratować życie, wysyłając do serca iskierkę (ale z uczuciem!). Miłość też jakaś jest – jedna partnersko-rodzicielska, jedna despotyczno-złotoklatkowa oraz jakaś partnersko-zdystansowana. Tutaj skupiamy się na tym, co istotne – na pracy mającej na celu uratowanie świata i zabicie kilku osób – różne efekty z różnych perspektyw. I ten wirus w kardiowerterze-defiblyratorze… Sytuacja zapowiada się ciekawie. A jednak…

Medycyna mnie interesuje, kiedyś nawet chciałam być kardiochirurgiem. Gra na giełdzie mnie zastanawia, bo za nic jej nie pojmuję. I choć jej zasady są tu wyjaśnione, zupełnie nie rozumiem, o co chodzi. Prawdopodobnie to jest powód, dla którego wg mnie ta książka jest nijaka. Bo o ile sytuacja związana z wirusem, salami operacyjnymi i sercami jest naprawdę ciekawa, to akcje i giełda zacierały wszystko, co mnie cieszyło. Dobrze się ją czyta, jest ciekawa, ale ma w sobie coś takiego, co pozbawia ją barw. Nie miała prawa mi się nie podobać, mimo to nie jestem z niej do końca zadowolona. Nawet do środka.

Jedna konkretna rzecz mi się nie podoba. Ola (to wbrew pozorom mężczyzna) i Sara mieli taką chemię, ale nie została ona wykorzystana do stworzenia romansu. Miało to taki potencjał! Może na następną książkę, choć już tym razem nie thriller medyczno-giełdowy?

Mój egzemplarz już dwie osoby sobie dzisiaj wyrywały z rąk. Czyli nie tylko ja uważam, że książka musi być świetna. Mam nadzieję jednak, że ich opinie ocenią ją na lepszą niż nijaką. I że wszystkim innym czytelnikom spodoba się bardziej niż mi i okaże się, że ja się czepiam nie wiadomo czego. Bo tak naprawdę nie wiem. Mnie nie porwała, nie zainspirowała. Ale też nie znudziła i nie załamała. I w ten sposób wchodzę na teren neutralny oceny.

7 komentarzy:

  1. Każdy inaczej odbiera ten sam tekst :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja imienniczka pojawia się w tej książce? Muszę przeczytać ;). Ogólnie rzecz biorąc, jestem ciekawa twórczości Anne Holt.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakoś mnie nie ciągnie do tej książki. O giełdzie też pojęcia nie mam, medycyna również nie należy do mojej dziedziny, więc chyba sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  4. hmm...nigdy nie miałam okazji przeczytać tej książki ale po tym co o niej napisałaś mam ochotę po nią sięgnąć :)
    tak na marginesie to masz na imię Alina ? Bardzo podoba mi się to imię ...:*:D

    http://dont--stop--believin.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na drugie mam Alina :). Ale wolę być Aliną niż mną ^^.

      Usuń
  5. Pewnie niedługo się za nią wezmę ;)
    Pozdrawiam i zapraszam w wolnej chwili ;3

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie też się ta książka podobała, może ze względu na autentyczność medycznych wątków, w końcu pisał ją razem z Anne Holt brat kardiolog. Ale słyszałam też wręcz przeciwne głosy, że to zlepek wykładów na temat medycyny i giełdy...

    OdpowiedzUsuń