piątek, 30 grudnia 2011

"Bóg, kasa i rock'n'roll" - Szymon Hołownia, Marcin Prokop


Długie rozmowy przy herbacie i ciasteczkach. Wymiana zdań. Roztrząsanie jakiegoś problemu. Kłótnia. Rzeczy tak ludzkie, tak zwyczajne. Lubię ludzi, z którymi mogę porozmawiać (choć to ze mną się podobno nie da). Lubię też skomplikowane dyskusje, które nigdy nie będą miały końca, ponieważ dotyczą rzeczy, które należy roztrząsnąć w sobie, a żadne argumenty nic nie dadzą. Dlatego zdecydowałam się na tę książkę. Dwoje rozmówców, którzy przedstawiają całkiem odmienne stanowiska.

Hołownia i Prokop są dla mnie jak ogień i woda – jeden przystojny, drugi niespecjalnie, jeden bardzo religijny, drugi preferuje rocka niż psalmy, jeden się częściej denerwuje na brak zrozumienia tego drugiego, a ten drugi dalej spokojnie wyraża wątpliwości. To sprawia, że książka ta nie ma prawa być nudna.

„Bóg, kasa i rock’n’roll” opowiada o…, nie, źle, jest opowieścią, rozmową o Bogu, pieniądzach, muzyce, kościele. I o wszystkim na raz, wymieszanym, przedyskutowanym. W dodatku na całkiem przyzwoitym poziomie, ba!, nawet dość wysokim, mieszanym w odpowiednich proporcjach z niskim, żeby przypadkiem nie było przez cały czas zbyt poważnie.

I choć książka jest naprawdę fascynująca, nie będzie odpowiednia dla każdego czytelnika. Zyt duża ilość religii może przytłoczyć nawet takiego ateistę, który się interesuje, choć nie wierzy, zaś pewne niezbyt chrześcijańskie stanowiska mogą zniesmaczyć osobę religijną. Należy się dobrze przyjrzeć tej książce, zanim podejmie się decyzję, ponieważ może być różnie. Nie nadaje się ona też do przeczytania „na raz”, wymaga trochę zastanowienia, ustalenia własnego stanowiska i odnalezienia się w jej rzeczywistości.

Bardzo miło spędziłam czas z oboma panami i jeśli wiecie, czego się spodziewać i czy możecie temu podołać, polecam.


Przy okazji pragnę Wam powiedzieć, że z dniem dzisiejszym nie informuję o tym, czy daną książkę dostałam od wydawnictwa. Jedynie w przypadku Sztukatera dalej będą się pojawiać informacje, ponieważ oni ich wymagają. Ja nie mam swoim recenzjom nic do zarzucenia (oprócz tego, że czasem nie są tak dobre, jak bym chciała) i jeśli ktoś ma wątpliwości, nie musi tu wcale być. I nie chcę wywołać żadnej dyskusji. Po prostu informuję. Rok się kończy, a ja mam ochotę nareszcie dorosnąć.

6 komentarzy:

  1. Też podjęłam taką decyzję... więc rozumiem i pochwalam, a nie zwykłam szukać lukru tam gdzie wiem, że są szczere reakcje.
    Tak jak ta! Też czytałam tą ksiazkę i mam w sumie prawie identyczne odczucia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przepadam za tego typu książkami,więc nie przeczytam;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Co prawda nie do końca rozumiem, co ograniczenie informacji na temat pochodzenia książki ma wspólnego z dorosłością i jak nawet największe stężenie religii na tak niewielkiej ilości stron może przytłoczyć ateistę - ale będę tu zaglądać...

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka świetna - i masz rację nie dla każdego.

    Aczkolwiek co do zniesmaczania treścią osób religijnych to chyba trochę przesadzasz...
    Ja w każdym razie zniesmaczona wywodami pana Prokopa nie byłam (a jestem osobą religijną) - dyskusja była merytoryczna i kulturalna.
    A, że ktoś ma inne poglądy? Już Chrystus propagował tolerancję...

    OdpowiedzUsuń
  5. "trochę" mnie tu nie było ale wszystko nadrobiłam!
    A książce miałąm okazję bacznie się przyjrzeć, ostatnio dorabiałam sobie w księgarni (coś niesamowitego!) :D

    Kochana! Wszystkiego co najlepsze! Szczęśliwego Nowego Roku! :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Anek, może to ja tak odebrałam, ale wydaje mi się, że momentami faktycznie może zniesmaczyć. Pomyślałam sobie o członkach mojej rodziny i wiem, że w niektórych przypadkach oni poczuli by się zniesmaczeni. Zresztą nie napisałam, że muszą, a mogą. Rozumiem Cię, jednak moje stanowisko pozostaje niezmienione. Ta książka na pewno nie spodoba się każdemu i właśnie z tego powodu.

    Różowe niebo, miło Cię widzieć! :). Sama chętnie bym pracowała w księgarni :D. Zazdroszczę. I Tobie również :*.

    OdpowiedzUsuń