poniedziałek, 13 kwietnia 2015

"Trucizna" - Andrzej Pilipiuk

Pilipiuk postanowił mnie otruć. Otruć złą fantastyką, otruć złym pisarstwem i otruć niewłaściwymi oczekiwaniami (tymi moimi). I to wszystko w jednym tomie opowiadań o Jakubie Wędrowyczu pt. "Trucizna". Teraz już zapewne wszystko rozumiecie.

Po przeczytaniu "Zaginionej" naszła mnie ochota na pilipiukową klasykę, czyli trochę tekstu o alkoholizmie, cynizmie i innych izmach, jakie towarzyszą słynnemu bimbrownikowi i egzorcyście. Miałam szczerą nadzieję, iż mimo okropnego niesmaku po "Homo bimbrownikusie" ten tom okaże się dobry. Bardzo się rozczarowałam.

Samym przygodom nie mam raczej nic do zarzucenia. Pojawia się kilka znanych wątków (np. naiwny diabeł sądzi, że uda mu się zdobyć duszę Wędrowycza), wojna z Bardakami zdaje się rozwijać (przy czym w trakcie lektury okazuje się, że sam Pilipiuk najwidoczniej nie wie, co z tym dalej zrobić, bo gdy już Bardaków można zniszczyć, Wędrowycz... zmienia zdanie - a przecież ich eliminacja to główny cel jego egzystencji!), kosmici dają o sobie znać, a i na spacer do czasów Kraka i Wandy oraz szewczyka Skuby zostajemy zaproszeni (a także do - bardzo dobrej - powieści "Operacja Dzień Wskrzeszenia"). Problem jednak polega na tym, że wszystkie historie są jakoś urwane, nie kończą się żadną puentą czy czymkolwiek, co dałoby poczucie, iż opowieść dobiegła końca. Jedynym, co to uświadamia, jest tytuł nowej, o całkowicie odmiennej fabule.

Generalnie "Trucizna" jest dość oczywistą powtórką ze wszystkiego, co u Pilipiuka już było. Oczywistą i wybitnie słabą. Jako odtrutkę polecam starsze (pierwsze) utwory Pilipiuka - zabawne, ironiczne, z charakterem. I napisane tak, że da się czytać, a nawet sprawia to przyjemność.

4 komentarze:

  1. Pilipiuk, niestety, albo za dużo pisze i nie ma czasu, ale wyczerpały mu się pomysły. Szkoda, zwłaszcza Kuzynek (moja ulubiona seria polskiej fantastyki, gdy miałam naście lat).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam mówi w wywiadach, że pisze niemal na akord. Wziął kredyt na mieszkanie - pisze książkę, by go spłacić. Kiedyś jeszcze się coś z tym dało zrobić, obecnie aż mnie serce boli, gdy mój niegdyś ulubiony polski pisarz traktuje mnie - czytelnika - jak śmietnik, do którego można wszystko wrzucić. Też kochałam Kuzynki, niestety mój pierwszy tom zaginął... I nie mogę wyśledzić, gdzie się znajduje.

      Usuń
    2. Nawet nie jak śmietnik, a dojną krowę. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby dostarczał książki ciekawe i sprawnie napisane, ale to zbyt często wygląda jak brudnopisy. Może powinien znaleźć "normalną" pracę, wydawać jedną książkę rocznie, ale dopieszczoną?
      Mam nadzieję, że tom się znajdzie :). A które masz wydanie?

      Usuń
    3. Ja się czuję jak śmietnik. Dojną krową nie jestem już od dawna. "Homo bimbrownikusa" pożyczyłam, pozostałe dwie "znalazłam", że się tak ładnie wyrażę. I chyba mnie będzie musiało poskręcać, by kupić.

      Pierwsze.
      http://lib.rus.ec/i/89/104689/pic_1.jpg
      Księżniczka z tej samej, a Dziedziczki z:
      http://relaxtime.blog.pl/files/2013/05/Pilipiuk-Andrzej-Dziedziczki2.jpg

      Usuń