środa, 7 sierpnia 2013

"Kind der Prohpezeihung" - David i Leigh Eddings ("Pionek proroctwa")



Państwo Eddings zasiedli kiedyś do kolacji i pomyśleli: Napiszemy książkę! Jak pomyśleli, tak zrobili i powstała z tego cała seria.

No dobrze, nie jestem pewna, czy to było przy kolacji. Czy może Leigh powiedziała Davidowi, że on nie ma pojęcia, jak się pisze i że ona mu pokaże, jak to się robi (słyszałam opinię, że książki napisane przez samego Eddingsa, bez jego żony, nie są już tak dobre). Niemniej w jakiś sposób się dogadali i napisali serię o czarodziejach (choć oni sami się tak nie nazywają), królach, przepowiedniach i dzieciach. Ale może od początku.

Garion jest chłopcem wychowywanym na farmie przez swoją ciotkę Pol. Kobietę charakterną, wspaniałą. Czarnowłosą ze srebrnym pasemkiem. Osobę, z którą nie należy się kłócić. Jednak w związku z pewnymi wydarzeniami muszą oni uciekać z farmy. W trakcie podróży Garion dowiaduje się, że ciotka Pol po pierwsze wcale nie jest jego ciotką, a po drugie w ogóle nie jest tym, za kogo się ją uważa.

Gdybym miała określić, co podoba mi się w pierwszym tomie Belgardiady, na pewno jako pierwszą wymieniłabym ciotkę Pol, jako drugie jej teksty, a jako trzecie jej stosunki z Wilkiem. Sam Garion jest trochę mało rozgarnięty i lubi pakować się w kłopoty. Pozostałe postacie również są ciekawe, zabawne i zdecydowanie godne uwagi. Niemniej książka trochę się ciągnie, akcji jest mało, mimo to ma w sobie coś, co kojarzyłabym poniekąd z Wiedźminem. W nim też jest więcej włóczęgi niż działania, przynajmniej w mojej opinii.

Co prawda czytałam tę książkę po niemiecku, jednak uważam za godną wspomnienia informację o polskim tłumaczu – „Pionek proroctwa” został przełożony przez Piotra Cholewę, czyli naczelnego tłumacza Pratchetta, dlatego można przypuszczać, że polska wersja będzie przynajmniej przyzwoita. Ja już tak się przyzwyczaiłam do niemieckiego brzmienia dialogów, że chyba nie dałabym rady czytać po polsku, ale warto zajrzeć.

Samej serii póki co ocenić nie mogę. Pierwszy tom bardzo mi się podobał, choć nie jest przejawem literacko-fantastycznego geniuszu – ot, dobra książka z ciekawą ideą, na której rozwinięcie czekam. Podobno to klasyka, ale przyznam, że do niedawna w ogóle o niej nie słyszałam. Póki co wstrzymuję się przed krytyką i pochwałami. Belgariada mnie zaintrygowała i zobaczymy, jak rozwinie się moja znajomość z nią. Obecnie jestem na „tak”. Myślę, że może być tylko lepiej.

(Na okładkach jest napisane, że Belgariadę napisał sam David, ale słyszałam co innego i obstaję przy tej "co innego" wersji.)

3 komentarze:

  1. Chłopiec wychowany na odludziu przez ciotkę, która wcale nie jest jego ciotką... skoro seria jest o czarodziejach, to pewnie dysponuje jakimś potężnym magicznym talentem... Powiedz chociaż, że nie dotyczy go żadna starożytna przepowiednia i nie musi ratować świata ;D

    Szacun za przeczytanie książki po niemiecku! ;O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Studiuję germanistykę i to w dodatku w Niemczech, więc przeczytanie książki nie jest żadnym problemem :).

      W zasadzie nie mogę spełnić Twojej prośby :D.

      Usuń
  2. Podziwiam cię, że przeczytałaś książkę po niemiecku :) ja bym nie skleiła jednego porządnego zdania ^^

    naczytane.blog.pl

    OdpowiedzUsuń