piątek, 2 listopada 2012

"Wiem co myślisz. Sekret czytania w myślach" - Thorsten Havener



Od zawsze chciałam posiadać kilka zdolności nadprzyrodzonych, a przynajmniej nietypowych dla gatunku ludzkiego. Jedną z nich było czytanie w myślach. Cudownie byłoby wiedzieć, co ktoś naprawdę o nas sądzi, nieprawdaż? Znać uprzednio oczekiwania innych wobec nas. Prawidłowe odpowiedzi na sprawdzianach… Potem pomyślałam, że chciałabym umieć zmuszać ludzi do zrobienia tego, czego od nich oczekuję. I osiągnąć dzięki temu wiele. Nastąpiły kolejne lata, gdy uznałam, że byłabym najszczęśliwszym człowiekiem, gdybym posiadła zdolność latania. Aż niedawno pomyślałam, że to wszystko razem wzięte przebija umiejętność teleportacji. Niezwykle ułatwiłoby mi to życie (oglądaliście film „Jumper”?) i obecnie nie mogę wymyślić nic, co byłoby od tego lepsze.

Jeśli jednak wrócimy do czytania w myślach, jest to coś, co mnie przeraża. Autentycznie paraliżuje mnie myśl, że ktoś mógłby znać moje myśli – ktoś przypadkowo idący ulicą, wykładowca, kolega… Taka umiejętność byłaby naprawdę groźną bronią, przed którą nie sposób się ochronić (chyba że przestać myśleć). Nagle pojawia się książka, która mówi nam, że możemy się nauczyć czytania w myślach. I choć sama wolałabym zginąć, niż dać komuś poznać zawartość mojego mentalnego śmietnika, to wykorzystanie tego na kimś innym nie wydaje mi się moralnie upośledzone. Jak widać, tu nie działa imperatyw kategoryczny.

Thorsten Haversten jest słynnym niemieckim showmanem, który specjalizuje się głównie w czytaniu w myślach. Ta niewielka książka jest jego spowiedzią, poradnikiem i życiową historią. Jeśli jednak ktoś myśli, że po jej przeczytaniu będzie w stanie po jednym spojrzeniu na drugą osobę odkryć jej sekrety, jest w błędzie. Autor wyraźnie pokazuje, że to nie jest tak proste i z nadprzyrodzonymi zdolnościami nie ma nic wspólnego. To rzemiosło, które trzeba ćwiczyć latami, by dojść do poziomu zbliżonego do perfekcji.

„Wiem co myślisz” uczy czytania, ale nie umysłów, a ludzi. Ich mowy ciała (wspominałam o tym w przypadku książki „Mowa ciała w miłości”, ale osobiście uważam, że Thorsten Havener wypada tutaj bardziej przekonująco i konkretnie), oddziaływania mózgu na ruch i odwrotnie, a także subtelnej mocy zawartej w słowach. W tym ostatnim przypadku przechodzimy przyspieszony kurs manipulacji. W książce zawarte są przykłady – także porażek – i ćwiczenia, które pomogą nam zrozumieć zasadę działania pewnych rzeczy. Jedne uważam za lepsze, inne za gorsze, niektórych w ogóle nie zrozumiałam, bo wydawały mi się nieadekwatne do przedstawionego problemu lub całkiem abstrakcyjne.

Jeśli chodzi o wydanie, mam do zarzucenia jedną rzecz – przedstawiony jest schemat zatytułowany „Eksperyment mowy oczami” (bardzo interesujący temat! Nie do końca zdawałam sobie z tego sprawę). Jest narysowana głowa, oczy i strzałki symbolizujące wzrok kierowany w różne strony. Nie jestem w stanie pojąć, dlaczego wydawca (bo raczej zobaczył efekty pracy tłumacza) zostawił podpisy w formie oryginalnej. Czy rozumiecie, co oznaczają małe literki „er”? Patrząc na legendę niżej, widzimy, że jest to „przypomnienie”. Pochodzi to ewidentnie z niemieckiego (dopiero w tym momencie się zorientowałam, że książka w tym języku powstała) od słowa „erinnern”. Albo „id”, które jeszcze od biedy można odnieść do psychoanalizy i wewnętrznego świata subiektywnych doznań, czyli po prostu „dialog wewnętrzny” (niem. innerer Dialog). Po czym w przypadku „A” tłumacz posunął się dalej – zamiast zostawić „audytywne”, żeby pasowało do literki, zamienił je na „słuchowe”. Zaczęłam się wtedy zastanawiać, gdzie tu jest konsekwencja. Jest to na szczęście jedyna taka dziwna sytuacja w całej książce i do tej pory nie pojmuję, dlaczego tak jest.

Książka ta nauczyła mnie jednego – zwracać uwagę na rzeczy dookoła mnie. Na razie zaczynam od zwracania uwagi na to, że powinnam zwracać uwagę, ale to już jest sukces. Nie dowiedziałam się, jak wniknąć w czyjeś myśli, moje zdolności manipulacji wiele się nie poprawiły, ale wierzę autorowi, że to tylko kwestia praktyki. W końcu na tej zasadzie działał Sherlock Holmes – zauważał szczegóły i składał je w sensowną całość. Dlatego też postaram się rozwinąć moje zdolności, idąc za wskazówkami Thorstena Havenera. Książka ta jest naprawdę ciekawą pozycją. W końcu ciało każdego z nas zdradza więcej, niż myślimy. Warto znać to profilaktycznie, dla samoobrony.

2 komentarze:

  1. o nie, zdecydowanie wolałabym, żeby nikt nie wdarł się do moich myśli ;x
    Zapraszam do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jest to czytanie w myślach, a jedynie sczytywanie tego, o czym myśli dana osoba na podstawie reakcji/sygnałów/bodźców fizycznych.

    OdpowiedzUsuń