niedziela, 11 listopada 2012

"Twój cień" - Jeffery Deaver



Gdy piętnaście lat temu Jeffery Deaver wydał „Kolekcjonera kości”, wpisał się na stałe do kanonu autorów thrillerów. Książki co prawda nie czytałam, ale widziałam film, który uznałam za rewelacyjny. Jednak fabuła ta była dziełem Deavera (przynajmniej w znacznej części – różnic między książką a filmem z wyjątkiem nazwiska bohaterki nie znam), co sprawiło, że bez wahania przeczytałam jego najnowszą powieść „Twój cień”.

Przyznam, że spodziewałam się czegoś genialnego, błyskotliwego i nie do rozgryzienia. Szukałam tutaj świetnie zorganizowanego i bezlitosnego mordercy, tuzina trupów i jeżącego się włosa. Po części autor spełnił moje oczekiwania, jednak nie do końca. Bo trupów było niestety za mało.

Tytuł „Twój cień” wskazuje na prześladowcę. I jest on bardzo adekwatny (myślę, że nawet bardziej od oryginalnego „XO”) do treści, gdyż traktuje ona o stalkerze (a zjawisko to znamy już z książki Olgi Rudnickiej) prześladującym słynną, piękną, młodą, utalentowaną i generalnie idealną wokalistkę country Kayleigh Towne. Choć sytuacja z pozoru wydaje się oczywista – mężczyzna wpada w obsesję na jej punkcie, jeździ za nią, pisze do niej setki wiadomości, staje pod jej oknami, co sprawia, że dziewczyna jest przerażona – autor decyduje się na zabicie członka ekipy piosenkarki, jako wskazówki-groźby używając jednej z jej piosenek - wspomnianej już w tytule książki. Podejrzenia i dowody wskazują na stalkera. Jednak nic nie jest takie, jak się może wydawać. Następują po sobie tak gwałtowne zwroty akcji, z jakimi nie miałam do czynienia w żadnej innej książce tego typu.

Jednak nim do owych zwrotów dojdzie, należy przeczytać pół książki, gdzie zdaje się, że nic takiego się nie zdarzy. Jest spokojnie, stalker mimo swoich domniemanych morderstw wydaje się jednak niezbyt groźny (choć też nie sympatyczny), a cała [moja] uwaga skupia się na Kathryn Dance – agentce specjalnej, fance i przyjaciółce piosenkarki. W końcu to już trzecia z kolei książka z jej udziałem, więc bohaterka doskonale wie, jak zachowywać się na kartach powieści, by zaciekawić czytelnika. A z racji niedoboru morderstw zainteresowała mnie znacznie bardziej niż intryga. Do czasu, rzecz jasna.

Początek książki wlecze się dość leniwie, w sympatyczny spacerowy sposób. Nie nudzi, ale też daleko mu do wciągnięcia, które następuje znacznie później. Fantastycznie może zmylić czytelnika. Lub też go zirytować. Mimo to nie miałam zastrzeżeń, podobało mi się, choć wciąż nie dostawałam tego, co gatunek obiecuje. Zachwyciłam się dopiero, gdy rozpoczęły się te wyczekiwane zwroty akcji. Z wyjątkiem Fitzka nie widziałam tak dobrze (a może nawet lepiej) skonstruowanej fabuły, w której wszystko jest stabilne i prawdopodobne. Może dla stałych czytelników Deavera ta książka nie będzie niczym odkrywczym, ale mnie zaskoczyła i dałam się oszukać, sam autor zaś zdawał się ze mnie śmiać.

Jest to zdecydowanie jeden z ciekawszych thrillerów, jakie miałam okazję przeczytać. Nie najlepszy, ale z całą pewnością jeden z lepszych. Dobrze dopracowana fabuła, ciekawe postacie (choć główna bohaterka-piosenkarka wydaje się momentami mdła i bez charakteru, ale to należy do jej osobowości, choć nie lubię takich ludzi zarówno w życiu, jak w literaturze/filmie) i łatwo przyswajalny język, w którym nie sposób się zgubić, ale też nie jest najniższym z możliwych poziomie. 

Dodatkowo na końcu książki znajdują się teksty wszystkich piosenek wspomnianych w tekście, na stronie autora można znaleźć ich wykonania. Jedna rzecz mi się w tym nie spodobała - teksty te są tylko i wyłącznie po polsku. Dlaczego nie została zachowana wersja angielska, a obok tłumaczenie? Myślę, że byłoby to o wiele ciekawsze.

Jeśli ktoś boi się thrillerów, po „Twój cień” może mimo to sięgnąć. Jest dość łagodny, choć wciąż na wysokim poziomie. Morderca nie przeraża tak bardzo, jak wspomniany wyżej Kolekcjoner Kości, ale bez wątpienia potrafi zaskoczyć czytelnika. Albo tylko ja jestem łatwa do zaskoczenia.


Przypominam o Wyzwaniu.

1 komentarz: