Posty

"Wszystko co minęło" - Agata Kołakowska

O alkoholizmie, depresji i ucieczkach w literaturze można dużo przeczytać. Ale o uczuciach – prawdziwych uczuciach – im towarzyszącym już nie. Agata Kołakowska zmierzyła się z tym tematem w polskiej rzeczywistości i wywróciła go do góry nogami. Potem uderzyła się w głowę, na której próbowała stanąć i z kawałka świetnie zapowiadającej się literatury kobiecej powstało coś, co aż do końca można określać tylko i wyłącznie jako próbę – niezłą, ale wciąż tylko próbę. Próbę napisania książki, która mogłaby zmienić coś w życiu i postrzeganiu wielu Polek. Nie do końca jej wyszło. Justyna wymazała przeszłość i szturmem ruszyła w przyszłość. Zakazała sobie przywiązania. Odeszła, zmieniła wszystko i ze starego życia pozostała jej tylko siostra, z którą nie miała kontaktu, i poznany w szpitalu Borys. Borys jednak zaistniał na przełomie żyć i był impulsem do chęci zaprowadzenia zmian. Bohaterka nie dopuszczała do siebie nikogo, przez co była uważana za zimną jędzę. Jednak z czasem okazało s...

Stos poświąteczny.

Obraz
Pewnego pięknego dnia postanowiłam, że najwyższa pora na stos. Jakoś tak wyszło, że moje książki były rozrzucone po kilku mieszkaniach i trzeba było zebrać je na jedną kupę i przyzwoicie sfotografować. A potem jeszcze poszłam na pocztę, która mi powiedziała, że ma coś dla mnie. Książkę, oczywiście. I tak oto pochłonęłam "Ostatnią spowiedź tom 2" (bo zdecydowanie lepiej czytać, niż pomagać komuś przy budowie mojej kuchni). Następnie wygrana u Sil "Doktor śmierć". Jeszcze wśród prezentu od Gii pojawiły się trzy pożyczone mi książki: "W głębi kontinuum", "Kobieta w klatce" i "Dziedzictwo", będące drugim tomem zrecenzowanych kiedyś "Wybranych". Za tym podążyły prezenty od wyżej wymienionej: najnowszy Murakami oraz "Zmyślone życie Siergieja Nabokova". Jak już znajdę czas, będę miała prawdziwą ucztę literacką. Potem były święta. One uraczyły mnie dwoma lekturami, obie są po niemiecku. Najpierw "Ein ganzes halbes...

"Papusza" - Angelika Kuźniak

Papusza znaczy lalka. I właśnie historię tej lalki – żywej, przez jednych kochanej, przez drugich potępionej – opowiada w swojej powieści reporterskiej Angelika Kuźniak. Pierwszej cygańskiej poetki, która ze sztuki nie miała nic – poza szaleństwem. Książka ta zaczyna się liryczną niepolską polszczyzną, tak typową dla Papuszy, i opowiada o śmierci męża bohaterki. Wstęp ten zapowiada powieść magiczną, pełną duchów i klątw. Niestety po tym wprowadzeniu w życie, od jego końca poczynając, zaczyna się egzystencja. Codzienność w taborze cygańskim i niecodzienność jego mieszkanki. Niestety im dalej w las, tym mniej magii i cygaskiego życia, ale za to coraz więcej konfliktów, listów i innych elementów szarej Rzeczpospolitej Ludowej. W tym natłoku słów – mniej lub bardziej poprawnych, mniej lub bardziej Papuszy – zatraca się gdzieś fascynująca postać poetki, a widoczna staje się otaczająca ją smutna rzeczywistość. Ten tekst to brnięcie w szaleństwo bohaterki i ból głowy czytelnika. ...

"188 dni i nocy" - Janusz L. Wiśniewski, Małgorzata Domagalik

Szalenie wielmożny pan Feminista i Znawca Kobiet zaczął korespondować z panią Feministką. Ba!, nawet chodził dla niej do biblioteki częściej, niż dla jakiejkolwiek innej kobiety (w mojej głowie pojawia się pytanie: Co na to żona szalenie wielmożnego pana Feministy i Znawcy Kobiet?). No i pisali do siebie. Przez dwa lata. 188 spędzonych wspólnie dni i nocy. Książka ta jest szalenie ciekawa, ale momentami (zdecydowaną większość czasu...) powiedziałabym, że jest wszystkim, ale nie korespondencją. Jedno pisało o jednym, drugie o drugim i tematy tylko czasami się ze sobą zderzały w celu dyskusji, która nie trwała dłużej, niż dwa maile. Było dużo mowy o kobietach i mężczyznach, o seksie i o miłości. Były postaci historyczne, były miejsca i były książki. Była ta atmosfera butelki wina w środku nocy. Koniecznie czerwonego. Mimo to brakowało mi spójności, rozmowy. Obserwowanie gadatliwości Wiśniewskiego i ostrożności Domagalik sprawiło, że skupiałam się bardziej na formie, niż treści. Wiśniew...

"Der gestiefelte Kater" - Ludwig Tieck

Bajkę o kocie w butach zna chyba każdy. Może ktoś z Was widział ją nawet w formie przedstawienia teatralnego? Dla odbioru tej książki - dramatu, komedii - byłoby to korzystne. Choć na dobrą sprawę wystarczy odrobina wyobraźni lub świadomości tego, jak funkcjonuje teatr. Tieck przedstawia znaną bajkę w dość oryginalnej postaci - nie daje wypowiedzieć się jej samej, lecz wtrąca głosy "publiczności", która jest wybitnie sceptyczna ("Jak założyć kotu buty?") i nieustannie wtrąca się w sztukę, komentując ją. Muszę przyznać, że to rewelacyjne - choć zarazem sztuczne, wyreżyserowane - zerwanie z "czwartą ścianą". Mimo że ta dekonstrukcja teatru jest głównym wątkiem (poza - będącym w rzeczywistości nieistotnym - wątkiem fabularnym), to można znaleźć tam też inne smaczki (sceny z kochankami) i przy okazji walkę romantyzmu z oświeceniem. O lekturach zwykle nie piszę, ale "Kot w butach" Tiecka jest tekstem tak genialnym (autor miał bodajże 24 lata, gdy ...

"Dotyk, Płomień, Wyznanie Crossa" - Sylvia Day

Pokonałam trzy tomy Greya i uznałam, że te głupiutkie powieści erotyczne w jakiś sposób mi się podobają. Usłyszałam też wtedy, że Cross jest trochę mądrzejszy, choć zasadniczo to to samo. A że potrzebowałam relaksu i czytanie Greya po raz drugi mi się nie uśmiechało, zanurzyłam się w ramionach Crossa. Cross ma wybitnie głupie imię (Gideon), do którego na szczęście szybko się przyzwyczaiłam. Bohaterka jest trochę bardziej ogarnięta od greyowskiej Anastasii, ale gdy już pójdą ze sobą do łóżka w obu książkach - prawie z niego nie wychodzą. Tyle z ogólnego rysu fabularnego. Oczywiście warto wspomnieć, że Cross (jak i Grey) jest nieznośnie wręcz bogaty i ma manię kontroli. Mimo to ta seria (jeszcze nie skończona - przed nami dwa tomy) przedstawia sobą coś więcej. Eva i Gideon są mocno zranieni i z trudem radzą sobie z przeszłością. Ta zawsze w końcu przychodzi. Ten wątek jest o wiele lepszy i głębszy niż w Greyu. Zresztą język też, choć cudów bym nie oczekiwała. Ale poza imionami bohate...

Kindle 3G + Wifi, czyli dlaczego czytniki nie gryzą.

Obraz
 Moja przygoda z Kindle zaczęła się dość prosto. Zobaczyłam, że to istnieje i nagle postanowiłam, że chcę. Chwilę później uznałam, że nie jest mi to do niczego potrzebne - wszak ebooki czytam rzadko i na komputerze też się da. Potem znowu była krótka chwila, gdy chciałam, ale znowu mi przeszło. Ostateczną decyzję o zakupie podjęłam bardzo spontanicznie i tak bardzo się nakręciłam, że w końcu to zrobiłam. W lutym zakupiłam mojego Kindelka. Nigdy wrogiem ebooków nie byłam, choć zarzekałam się, że książek prawdziwych mi nie zastąpią. Strony w Kindle nie pachną (próbowałam), głaskanie kartek nie jest tak przyjemne jak w książce papierowej (ale za to zaprzyjaźniłam się z gładzeniem przycisków przesuwających strony), a i tomy nie wyglądają tak ładnie na półce (na której miejsca i tak już nie ma). A jednak ma to jakiś swój urok. No i poza tym papierową wersję też można mieć i wszyscy są szczęśliwi. Kindle nie męczy oczu, zajmuje mało miejsca w torebce, a w zatłoczonej komunikacji miejsk...