poniedziałek, 18 listopada 2013

Kindle 3G + Wifi, czyli dlaczego czytniki nie gryzą.

 Moja przygoda z Kindle zaczęła się dość prosto. Zobaczyłam, że to istnieje i nagle postanowiłam, że chcę. Chwilę później uznałam, że nie jest mi to do niczego potrzebne - wszak ebooki czytam rzadko i na komputerze też się da. Potem znowu była krótka chwila, gdy chciałam, ale znowu mi przeszło. Ostateczną decyzję o zakupie podjęłam bardzo spontanicznie i tak bardzo się nakręciłam, że w końcu to zrobiłam. W lutym zakupiłam mojego Kindelka.

Nigdy wrogiem ebooków nie byłam, choć zarzekałam się, że książek prawdziwych mi nie zastąpią. Strony w Kindle nie pachną (próbowałam), głaskanie kartek nie jest tak przyjemne jak w książce papierowej (ale za to zaprzyjaźniłam się z gładzeniem przycisków przesuwających strony), a i tomy nie wyglądają tak ładnie na półce (na której miejsca i tak już nie ma). A jednak ma to jakiś swój urok. No i poza tym papierową wersję też można mieć i wszyscy są szczęśliwi.

Kindle nie męczy oczu, zajmuje mało miejsca w torebce, a w zatłoczonej komunikacji miejskiej, gdzie jedyną możliwością czytania jest trzymanie się jakiejś rury i manewrowanie jedną ręką, jest zbawieniem. Lekki, może zmieścić w sobie kilka tysięcy książek, przy okazji można słuchać muzyki, a gdy najdzie nas ochota na napisanie posta na blogu - można wejść do Internetu. Wygląda ładnie, nie trzeba go często ładować i po jakimś czasie okazuje się, że i bez książki można żyć i nie jest to wcale takie straszne. Zakup Kindelka był jedną z moich najlepszych decyzji w tym roku.

Nie napiszę nic odkrywczego, o tym już było sporo i nie ma się co powtarzać. Dla mnie ekran ma doskonały rozmiar, moja wersja z klawiaturą sprawia, że się go świetnie trzyma (bez klawiatury jest trochę mniej wygodny, bo palce przysłaniają odrobinę ekran - przynajmniej ja tak mam), można zmieniać dowolnie rozmiar czcionki i układ ekranu. No i się nie zamyka sam z siebie, co co bardziej złośliwym książkom się od czasu do czasu zdarza. I jest zdecydowanie lekki, mówiłam już o tym?

Wygoda wygodą, ale wciąż wolę książki papierowe. Przykładem może być "Akademia Wampirów", którą mogłam czytać jako ebooka, ale wolałam chodzić do biblioteki i polować na kolejne tomy. Choć prędzej dałabym się pokroić, niż zrezygnowałabym z Kindelka, to z drugiej strony mając do wyboru moją biblioteczkę a czytnik, zdecydowanie wybrałabym to pierwsze.

Jest jednak jeszcze jedna zaleta Kindelka - o wiele łatwiej ukradkiem czyta się na zajęciach, nie mając przed sobą normalnej książki. W ten oto sposób przetrwałam semestr, nie umierając z nudów, lecz czytając.

Niektórzy uważają, że Kindle to tylko gadżet. Ja się z tym nie zgadzam. Jest dla mnie inną formą książki, a nie czymś, co ma mi pomóc się lansować. Gdy go kupowałam, bardziej interesowały mnie funkcje niż moda na czytniki - dlatego nie wybrałam wersji kolorowej (a gdybym traktowała go jako gadżet, zdecydowanie skusiłabym się na tę), tylko skupiłam się na tym, czego potrzebowałam - możliwości czytania książek i darmowego dostępu do Internetu, co zapewnia mi mój model. Myślę, że nawet najbardziej zatwardziały przeciwnik ebooków zmieniłby zdanie po miesiącu regularnego używania Kindle'a.

Czy Wy też używacie czytników? Jakich? Co o nich sądzicie? A jeśli nie, to dlaczego?

6 komentarzy:

  1. Przeciwniczką ebooków może nie byłam, ale sceptycyzm przeze mnie przemawiał. Prawie rok temu zdecydowałam się jednak kupić (Kindle Paperwhite) i jestem bardzo zadowolona. Jest wiele tytułów, które chcę przeczytać, ale niekoniecznie posiadać na półce, zwłaszcza, że miejsce na nowe książki kiedyś się kończy. W wersji papierowej kupuję teraz tylko te książki, które chcę mieć, do których wiem lub spodziewam się, że będę wracać, ulubione serie, autorów no i oczywiście albumy, bo jednak zdjęcia na kindlu nie prezentują sie tak dobrze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam takie samo podejście - kupuję książki, które chcą mieć, bo mieszkanie, nie wszechświat, nie rozszerza się. Ale czasem kupuję po prostu książki, które mnie zainteresują. Kindelek nie jest w stanie zastąpić mi ich stuprocentowo. Miłość do papieru pozostała.

      Usuń
  2. Kindle posiadam od ponad 2 lat. Dostałam go w prezencie jako gadżet-ciekawostkę od mojego T., któremu z racji profesji dziwne elektroniczne nowinki są niestraszne.
    Zakochałam się od pierwszego przeczytanego zdania. Niestety po roku użytkowania mój Kindelek pękł w rogu ekranu. Ekspresowo wymieniono mi na nowego, a ten nowy... zepsuł się w sierpniu tego roku. Najpierw non-stop się restartował, a potem zamroził i już nigdy nie obudził.

    Na szczęście dostałam zniżkę na nowego Kindle'a od Amazonu, lecz niestety Kindle 3 3g już nie produkują, zatem zainwestowałam w Paperwhite'a. I prawie wcale nie żałuję. Podoba mi się podświetlenie, mierzenie czasu do końca książki, podoba mi się menu z okładkami książek, a czyta się prawie tak samo :) Czasami jednak spoglądam na mojego małego 3g leżącego w szafce i coraz częściej postanawiam, że spróbuję go naprawić, ale na razie nie zdecydowałam się zainwestować w naprawę poza Amazonem bez gwarancji powodzenia... Może kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, mam nadzieję, że mojemu się takie cuda nie przydarzą... Nie wyobrażam sobie innego modelu. Mój chłopak ma wersję podstawową, ale jej tak nie lubię. Nie ma klawiatury, nie ma 3G... Ale na wszelki wypadek zapamiętam, że polecasz Paperwhite. Mojego kupiłam na Allegro, więc nawet nie bardzo mogłabym się do Amazonu w kwestii naprawy czy czegoś zwrócić.

      Cieszę się, że ktoś docenia zalety tego cuda techniki.

      Usuń
  3. Ja jakoś zakup ciągle odkładam na wieczne nigdy. I sama już nie wiem, czy to aby na pewno jest mi potrzebne? Czy to tylko sprytni marketingowcy stworzyli potrzebę, za którą powinnam teoretycznie pójść. Ale po co? Skoro czytam głównie w domu, a taki gadżet bardziej przydaje się chyba w podróżach. A tych jak na lekarstwo. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie byłam pewna, czy jest mi potrzebny - potem zmieniłam zdanie. Znasz kogoś, kto posiada? Mogłabyś pożyczyć i sama stwierdzić, czy to coś dla Ciebie. Ale na pewno nie warto kupować tylko dlatego, że to fajny gadżet :).

      Usuń