wtorek, 26 listopada 2013

"Dotyk, Płomień, Wyznanie Crossa" - Sylvia Day

Pokonałam trzy tomy Greya i uznałam, że te głupiutkie powieści erotyczne w jakiś sposób mi się podobają. Usłyszałam też wtedy, że Cross jest trochę mądrzejszy, choć zasadniczo to to samo. A że potrzebowałam relaksu i czytanie Greya po raz drugi mi się nie uśmiechało, zanurzyłam się w ramionach Crossa.

Cross ma wybitnie głupie imię (Gideon), do którego na szczęście szybko się przyzwyczaiłam. Bohaterka jest trochę bardziej ogarnięta od greyowskiej Anastasii, ale gdy już pójdą ze sobą do łóżka w obu książkach - prawie z niego nie wychodzą. Tyle z ogólnego rysu fabularnego. Oczywiście warto wspomnieć, że Cross (jak i Grey) jest nieznośnie wręcz bogaty i ma manię kontroli.

Mimo to ta seria (jeszcze nie skończona - przed nami dwa tomy) przedstawia sobą coś więcej. Eva i Gideon są mocno zranieni i z trudem radzą sobie z przeszłością. Ta zawsze w końcu przychodzi. Ten wątek jest o wiele lepszy i głębszy niż w Greyu. Zresztą język też, choć cudów bym nie oczekiwała. Ale poza imionami bohaterów stawiam Crossa o stopień wyżej niż Greya. Może dlatego, że jest tu stosunkowo mało rozpadania się na kawałki. I przyzwoita ilość jakiś emocji poza pożądaniem.

Fabuła jest łudząco podobna do greyowskiej. To tak gwoli ostrzeżenia.

Bardzo zabawna seria. Relaksująca. A mój komputer mi świadkiem, że czasem potrzebuję czegoś, co mnie tylko i wyłącznie zrelaksuje. Uczty intelektualne zostawmy na inny okres czasu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz