wtorek, 1 kwietnia 2014

"Ciemno, prawie noc" - Joanna Bator



Podobno wystarczy napisać książkę o wojnie i gwałtach, by zdobyła nagrodę. Taki zarzut wystąpił pod adresem Joanny Bator oraz jury nagrody Nike. Muszę przyznać, że to poniekąd prawda. Radosne książki nie zdobywają prestiżowych nagród – trzeba pisać ciężko i o trudnych tematach. To ostatnie Bator udało się spełnić, ale nie powiedziałabym, że „Ciemno, prawie noc” jest napisane jakimś nadzwyczajnym językiem. Wręcz zaskoczyło mnie to, że czytałam taką… normalną książkę, a nie coś nadmiernie egzaltowanego, czego się spodziewałam po przyznaniu autorce najważniejszej polskiej nagrody literackiej.

Alicja Tabor opuściła Wałbrzych po śmierci ojca. Nie miała już nikogo z rodziny, więc ruszyła w świat. Jako dziennikarka największego dziennika w Polsce wraca do miasta, by napisać reportaż o zaginionych dzieciach. Okazuje się jednak, że to nie tylko historia kryminalna, ale też rodzinna, historyczna, wojenna, religijna i… demoniczna. Zdaje się, że Bator wyjaśnia demonami niemal każde zło na świecie, po czym sama stwierdza, że tak w rzeczywistości nie jest.

Autorka tworzy miejscami własny język (choćby język kociar, czy też nietypowy sposób zapisu wypowiedzi innych osób), przez co książka jest żywa. To nie jest jeden ciąg fabuły, ale kilka historii złączonych w całość, które się ze sobą łączą, choć z początku wydaje się to niemożliwe. Książka ta nabiera charakteru i życia, aż zaczyna się wierzyć, że to wszystko prawda, że Bator ma z każdym słowem rację, że ZŁO istnieje – to prawdziwe, pierwotne, nieuleczalne i niewybaczalne. Autorka udowadnia, że istniało na przestrzeni czasu i będzie istnieć już zawsze. Z pozornie banalnego kryminału tworzy ona historię magiczną, ale też za pomocą demonizacji pokazuje poziom absurdu i zepsucia społeczeństwa, w którym niemal nie pozostaje miejsca na rzeczy piękne. Świat przedstawiony przez Bator jest brudny i brzydki. 

„Ciemno, prawie noc” jest powieścią tak pełną treści i wyrazu, że nie sposób się od niej oderwać. Jest to zbiór najróżniejszych indywiduów, które przedstawione są z godną pochwały dbałością o szczegóły. To jedna z tych książek, które zachwycają treścią, gdy język jest dość zwyczajny. To jedna z książek mocno godnych uwagi, ale zdecydowanie nie jedna z tych, które zasługują na Nike. Po przeczytaniu nie rozumiem decyzji jury, bo choć „Ciemno, prawie noc” jest świetną książką, to na pewno nie uznałabym jej za najlepszą lekturę roku 2013. Brakuje w niej czegoś, co można by określić mianem wybitności – samo poruszanie problemów społecznych nie wystarczy.

1 komentarz:

  1. Joanny Bator jeszcze nie czytałam książek, a ta wydaje się ciekawa.
    Z nagrodami już tak jest. Jedni się zachwycają, a inni czują niedosyt.

    OdpowiedzUsuń