niedziela, 6 kwietnia 2014

"Lalka" - Taylor Stevens

Informacjonistka
Niewinna

Zakochałam się w "Informacjonistce", miłość przeciągnęła się przez "Niewinną", by w "Lalce" wybuchnąć na nowo gorącymi płomieniami. Niewiele thrillerów (po raz kolejny zastanawiam się nad adekwatnością przypisania tej serii do tego gatunku) odbieram tak osobiście, jak przygody Vanessy "Michael" Munroe.

Jak każdą z tych książek, "Lalkę" można czytać jako osobną książkę, choć zdecydowanie polecam czytanie wszystkich w kolejności, by zebrać dokładniejsze informacje na temat Munroe i jej zachowań. W "Lalce" nie ma wiele przypominania jej historii, są jedynie wzmianki, które coś mówią, ale bez szerszego kontekstu potrafiłyby wyrwać czytelnika z tego świata. A po raz kolejny jest to świat pełen przemocy - tym razem handlu ludźmi.

"Lalka" zaczyna się trzęsieniem ziemi, a potem jest już tylko gorzej. Michael zostaje porwana, a żeby utrzymać ją w ryzach, porywacz bierze najważniejszą dla niej osobę jako zakładnika. Bohaterka musi dostarczyć przesyłkę - tytułową lalkę - do kupca. Munroe po raz kolejny zmierza się z moralnością, miłością i własną zabójczą naturą, by znaleźć wyjście ze ślepej uliczki. Problem polega na tym, że może tylko przegrać i doskonale zdaje sobie z tego sprawę.

W tym tomie po raz kolejny mamy do czynienia z zabójstwami, brutalnością, przebiegłością, zemstą... i całym wachlarzem innych motywów, które cechują tę serię. Tym razem nie jesteśmy w Afryce czy Ameryce Południowej - znajdujemy się na naszym terenie, w Europie. Dużo czasu spędzamy w Mediolanie, w którym byłam w zeszłym tygodniu, więc "Lalka" była dla mnie jeszcze bardziej żywa, bo nareszcie mogłam przeżyć tę historię na terenie, który znam. Ale znalazłam mały błąd rzeczowy - autorka twierdzi, że bilet metra w Mediolanie kosztuje jedno euro - książka została wydana w roku 2013, więc nie tak dawno temu - a ja wiem doskonale, że to euro pięćdziesiąt. W ciągu roku, najdalej dwóch ceny na pewno nie podskoczyły o pięćdziesiąt centów, więc ja się cieszę, że to zauważyłam, a autorkę i tak uwielbiam za niezwykłą szczegółowość - nawet mimo tego małego błędu.

Urzekła mnie jeszcze jedną rzeczą - wytłumaczyła na łamach książki, czym jest strefa Schengen, nad czym jako Europejka nigdy się nie zastanawiałam, bo to dla mnie oczywistość, więc w europejskich książkach nikt o tym nie pisze. A tutaj Amerykanom należało to wyjaśnić i tylko czytałam te linijki z zachwytem, bo taka oczywista oczywistość potrafi łatwo umknąć, ale Taylor Stevens zmusiła mnie do uświadomienia sobie, że coś takiego powstało i ma to swoje granice.

Jeśli jeszcze nie czytaliście książek z tej serii, powinniście natychmiast to nadrobić. Cała zasługuje na najwyższe alinowe odznaczenie książkowe.

1 komentarz: