wtorek, 31 lipca 2012

„Gringo wśród dzikich plemion” – Wojciech Cejrowski


Wydaje mi się, że nie lubię Cejrowskiego. I to nie z tego powodu, dla którego nie lubi go większość ludzi (czyt. jego poglądów) – ze zgoła innego. Wydaje mi się, że to za jego sprawą kupiłam bilety do Budapesztu. Żeby tylko dokądś wyjechać. Poczuć to coś kosmate na karku. Trafić do dzikiego miejsca, gdzie mówią w dzikim języku. Czyli po prostu – wyruszyć w dziką, tanią i stosunkowo niedaleką podróż. I nic na to nie poradzę, że w dniu dzisiejszym Węgry w moich oczach równają się z lasami amazońskimi.

Programu Cejrowskiego obejrzałam kiedyś pięć minut (nie wiedząc, że to on). Moja przyjaciółka mówi, że lubi jego książki, ale jego [poglądów] nie. Mimo to pożyczyła mi „Gringo wśród dzikich plemion”, który czekał rok, aż znajdę dla niego czas. Myślałam, że to będzie coś mocno naszpikowanego zdjęciami niczym Blondynka czy Kobieta. Tutaj jednak zdaje się rządzić tekst. I dobrze, bo Cejrowski jest najlepszym gawędziarzem z dotąd poznanych przeze mnie polskich podróżników. Przekonał mnie, że dżungla jest fajna, nie ważne, że gryzie i tylko czeka, żeby mnie pożreć. I mówię to ja, która drapie się cały czas, gdy tylko kot przyniesie kleszcza, bo myśli, że ją całą już oblazły. A on opowiadał o wyciąganiu kilkunastu kleszczy z miejsca, gdzie wzrokiem nie sięga. O odgryzających palce piraniach i zabójczych motylach (SCHMETTERLING!) i Indianach, którzy się nie bawią w kotka i myszkę z bladymi twarzami, tylko jeśli się wkurzą, to zabijają (lub tylko traktują środkami paraliżującymi).

Spodobało mi się szczególnie, co może w moim wypadku wydać się dziwne, jak opisywał księży na misjach. O ich podejściu do chrystianizacji i o tym, jak przedstawiają je, wracając do ojczyzny (czyli zupełnie inaczej, niż wygląda w rzeczywistości).

Cejrowski jest dowcipny. Jego złych poglądów (czyli denerwujących mnie) nie spotkałam (a szukałam) i spędziłam kilka godzin w dżungli, znając tylko trzy słowa (gringo, nóż, zabić), a dżungla robiła wszystko, by mnie pożreć. Jedna rzecz, która na początku mi się podobała, zaczęła mnie denerwować. Notoryczne powtarzanie „posłuchajcie”. Po trzecim razie nie mogłam tego zdzierżyć.

To świetna książka podróżnicza. I z całą pewnością nie ostatnia pióra Cejrowskiego, jaką przeczytam. Może jako postać jest kontrowersyjny, ale jako pisarz-podróżnik jest dobry. Tego należy się trzymać. A potem sprzedać lodówkę i ruszyć w dzicz.

6 komentarzy:

  1. Uwielbiam tego pana :) Za wszystko .. za jego poczucie humoru, za to w jaki sposób przybliża nam inne kultury , ale nienawidzę go bo zawsze mu tak bardzo zazdroszczę, że tyle podróżuje !

    Wpadnij do mnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację! To jest powód do nienawiści! Ile bym dała, żeby pojechać z nim (lub bez niego) do dżungli amazońskiej i dać się pogryźć tym kleszczom i piraniom...

      Usuń
  2. uwielbiam Cejrowskiego!
    jak ogladam jego programy to caly czas pysk mi sie smieje do telewizora

    OdpowiedzUsuń
  3. Do pewnego czasu bardzo lubiłam Pana Cejrowskiego. Do czasu aż zauważyłam jaki on jest zarozumiały, jak traktuje z góry te kultury, które odwiedza. To że nie znają oni praw fizyki, a biorą je one za magię, to nie powód do drwin.
    Dlatego też podziękuję za jego książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej książce czegoś takiego nie zauważyłam... Jeśli tak robi, to zasługuje na parę niemiłych epitetów.

      Usuń
  4. Rzeczywiście, jako człowiek Cejrowski jest bardzo irytujący. Ale podróżnikiem jest z powołania i tego nie można mu zabrać :)

    OdpowiedzUsuń