poniedziałek, 19 stycznia 2015

"Złota skóra" - Carla Montero

W Wiedniu na przełomie XIX i XX wieku dochodzi do serii morderstw. Nie jest to tylko przełom wieków, ale również sfer społecznych - śmierć modelek (będących statusem niemal równym prostytutkom) zdaje się mieć wiele wspólnego z życiem arystokracji, a konkretnie księcia Hugona von Ebenthala, który szybko staje się podejrzanym w związku z jego tragiczną historią.

Książka jest opowiadana poniekąd z kilku perspektyw - mordercy, detektywa (a jednocześnie przyjaciela Hugona), Hugona oraz Ines - tytułowej kobiety o złotej skórze. Historia nie ogranicza się ona wyłącznie do części kryminalnej - przeciwnie. Zdaje się, że to tylko pretekst do opowiedzenia o miłości i zwątpieniu. O szukaniu siebie wśród nacisków z zewnątrz i próbie znalezienia spokoju ducha. To wszystko we wspaniałym Wiedniu - mieście kontrastów, które kurczowo trzyma się przeszłości, ale jednocześnie idzie mocno naprzód (za pomocą m.in. Freuda, który działa nawet w tej książce). Bez wątpienia Carla Montero stworzyła wspaniałe tło do opowiadanej przez nią historii o pięknie i bestialstwie - człowieka, duszy i sztuki.

Mam wrażenie, że powoli zaplątuję się w próbie opowiedzenia, o czym "Złota skóra" jest, dlatego też przejdę do rzeczy i powiem, co o niej sądzę. A sądzę dużo i bardzo pozytywnie. Ogromnie mnie zachwyciło, że język jest bogaty i gęsty - pozwala cofnąć się w czasie, a nie zastanawiać, dlaczego temat został zmarnowany przez kiepski warsztat pisarski. Carla Montero stworzyła świetną historię, która napisana jest pięknym językiem - niezbyt często spotykanym we współczesnej literaturze popularnej. To piękna powieść o rzeczach wymienionych powyżej i zadziwia mnie, że broniłam się przed poprzednimi książkami autorki. "Złota skóra" jest językowo soczysta i smaczna, jej fabuła porządnie skonstruowana - nie mam zastrzeżeń czy też chęci poddania czegokolwiek w wątpliwość - a postacie żywe. Mają wygląd, historię, uczucia i mówią o sobie, a nie przemykają przez karty powieści bez charakteru. One istnieją. Aż trudno uwierzyć, że tylko na papierze.

Czytałam ją długo, ale nie dlatego, że jest zła - zwyczajnie z braku czasu. Gdy już mogłam jej poświęcić chwilę, celebrowałam ją i z wysiłkiem odkładałam. Mocno związałam się z bohaterami i tak naprawdę nie mam do tej książki żadnych zastrzeżeń. Jest po prostu świetna. A mi brakuje słów i składnych zdań, by opisać, co z nią przeżyłam. To chyba świadczy o niej lepiej, niż jakakolwiek recenzja.

10 komentarzy:

  1. Ponieważ Szmaragdowa mnie nie zachwyciła to wiedeńska gra leży od roku na póce, a Ty tutaj tak kusisz....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już wspomniałam, innych książek Montero nie znam, ale tutaj język i historia i bohaterowie mnie urzekli. Może trafia w mój gust, albo jest zwyczajnie lepsza niż poprzednie :). W każdym razie zachwytów nie cofam!

      Usuń
  2. Mam wszystkie książki Montero ale czasu brak by wreszcie się za nie wziąć....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam ten ból, dotyczy wieeelu książek... Ale powoli sobie z nimi radzę, odkąd biorę zdecydowanie mniej recenzyjnych.

      Usuń
  3. Ja cały czas odkładam jej lekturę na później. Wiem, że niesłusznie bo pozostałe książki autorki bardzo mi się podobały.

    OdpowiedzUsuń
  4. Polecam wcześniejsze książki Autorki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po tej książce chętnie je przeczytam :).

      Usuń
  5. Dostałam ją na Gwiazdkę (a tak nienawidzę dostawać książek!!!), więc muszę przeczytać, czy tego chcę czy nie. ;) Cieszy mnie jednak Twoja entuzjastyczna recenzja, bo te kilka, na które się natknęłam, raczej nie zachęcały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że trochę zwątpiłam w mój gust czytelniczy :D. Niemniej zdania nie zmieniam - nieważne, ile negatywnych recenzji ta książka zebrała, mi się bardzo podobała :).

      Usuń