piątek, 8 sierpnia 2014

"Kuchnia filmowa" - Paulina Wnuk

Gdy usłyszałam o blogu Pauliny Wnuk, bardzo mnie zaintrygował. Blogów kulinarnych jest mnóstwo, ale autorka tego konkretnego (i jednocześnie książki, o której teraz będę pisać) skupia się na kuchni filmowej. I stąd tytuł jej książki kucharskiej.

Paulina Wnuk inspiruje się potrawami spożywanymi przez bohaterów filmów i seriali, a następnie na łamach bloga przedstawia własne interpretacje danych dań. Zatem pokazuje niebieską zupę Bridget Jones, niemniej sama stara się, by jej wersja (w przeciwieństwie do zupy ugotowanej przez postać) smakowała. Pisze również kilka słów o filmie i o tym, co ugotowała.

Niestety okazało się, że książka zniechęciła mnie tym samym co blog - uważam te dania za mało kreatywne (w całej książce znalazłam tylko jedno, które mnie naprawdę zainteresowało!), zdjęcia nie sięgają jakości porządnych blogów i książek kulinarnych do pięt. Najciekawsze są kadry z filmów. I słowa autorki na temat danej produkcji. Zaletą przepisów jest to, że są proste. W końcu co to za problem zrobić gorącą czekoladę z piankami, kanapki czy kolejną wariację na temat makaronu? Owszem, jest też kilka bardziej wymagających dań, niemniej wciąż mieszczą się one w mojej definicji słowa "proste".

Czy dobry pomysł ze słabym wykonaniem zasługuje na publikację? To jest poziom bloga, ale nie książki kucharskiej. Na jej potrzeby nie zostały zrobione lepsze zdjęcia (a ja bardzo lubię jeść oczami i niestety tutaj nie wyszło - czytam tyle wspaniałych blogów kulinarnych z genialnymi zdjęciami, więc od KSIĄŻKI wymagam przynajmniej tego samego), tylko wzięte te same, które są na blogu. Dochodzę do wniosku, że książka byłaby o niebo lepsza, gdyby usunąć z niej przepisy, a Paulinie Wnuk pozwolić pisać tylko i wyłącznie o tym, co urzeka ją w filmach.

"Kuchnia filmowa" ogromnie mnie rozczarowała. A po okładce (tak, tak, wiem...) sądziłam, że czeka mnie coś lepszego niż blog. On nie przypadł mi do gustu i książka niestety poszła w jego ślady.

8 komentarzy:

  1. A jak przeczytam same opisy filmów i opuszczę przepisy to się liczy, że przeczytałam ;) ?

    OdpowiedzUsuń
  2. Sam pomysł na książkę był bardzo ciekawy, szkoda że taki niedopracowany.

    OdpowiedzUsuń
  3. A sama autorka tez nie nalezy do zbytnio sympatycznych :>
    Takie wrazenie czytajac jej niektore odpowiedzi... Ja podziękuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam, więc się w tej kwestii nie wypowiem :). Książka jest jednak daleka od ideału.

      Usuń
  4. Jeżeli szukasz podobnych połączeń gotowanie + sztuka, spróbuj może z "Literaturą od kuchni". Tam, co prawda, przepisy nie opierają się na filmach, tylko na książkach, ale może zainteresuje cię ta pozycja. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To musi być naprawdę ciekawa książka! Dziękuję!

      Usuń