poniedziałek, 11 sierpnia 2014

"Dotknięcie ziemi" - Rani Manicka

Pewne książki idą za nami przez życie. Poznajemy je w dzieciństwie lub wieku nastoletnim, a lata później okazuje się, że wciąż możemy z nich wiele wyciągnąć. Bałam się powrotu do tej książki, jednej z moich najukochańszych. Bałam się rozczarowania. Bałam się własnych oczekiwań i wyobrażeń na temat czegoś, co znałam już niemal na pamięć. Na szczęście okazało się, że "Dotknięcie ziemi" jest dokładnie tak samo rewelacyjne jak zawsze.

Ta książka jest historią o ludziach upadłych, których życie doprowadziło ich do tego samego miejsca - pokrytej kokainowym proszkiem świątyni pająka. Jest to miejsce, w którym oddają resztki siebie, by zapomnieć lub pokutować za grzechy. A czasem dlatego, że pragnie tego przeznaczenie. Historia zaczyna się na Bali, od pięknych bliźniaczek Nutan i Zeenat, które po śmierci matki zostają wysłane przez ojca na wakacje do Londynu. Tam, pracując jako kelnerki, poznają Ricky'ego - twórcy świątyni, a przy okazji włoskiego restauratora. Kolejną osobą jest jego żona Francesca. Bogata paniusia, która z czasem udowadnia, jak bardzo pozory mylą. Pojawia się też platynowa piękność, ekskluzywna prostytutka Elizabeth, malarz Anis, fryzjer Bruce i kilka pobocznych postaci, których autorka nie dopuszcza do głosu. To oni wszyscy są narratorami. Choć żyją w jednej historii, ich życia są ściśle powiązane, to istnieją też poza świątynią i walczą z własnymi demonami.

To smutna książka, która pokazuje, że każdy problem można rozwiązać na kilka sposobów. I choć bohaterowie żyją w brudzie nie tyle fizycznym co duchowym, to widać, że jest w nich też piękno, które ma szansę zatriumfować. Muszą tylko zdecydować, czego tak naprawdę pragną.

Tym razem dostrzegłam w niej wady - niepewność autorki w poruszaniu się po środowisku narkomanów i trudność w pisaniu o tym, co sugeruje jednocześnie niewiedzę; drobne błędy tłumaczki i kilka niezgrabności językowych;  postać Rani Manickiej, która również osobiście pojawia się w książce - nie rozumiem jej roli. Czy próbuje ona wołać o pomoc? Zemścić się na krytykach literackich? Jej ego się tego domagało? A może zwyczajnie próbuje jej nadać realnego rysu? To ostatnie jest moim zdaniem niepotrzebne, bo odbieram tę książkę jako bardzo rzeczywistą - nawet jeśli pojawia się tam magia. Ona jednak jest w każdej książce tej autorki i nigdy nie odczuwałam potrzeby potwierdzenia jej prawdomówności.

"Dotknięcie ziemi" to piękna książka o bólu, miłości, przeznaczeniu i możliwości wyboru. Wprawdzie są tu różne brudy w rodzaju prostytucji, alkoholu i narkotyków, ale jest też piękno natury i miłości. Wszystko to miesza się w idealnych proporcjach, aż powstaje niesamowita wielowymiarowa historia. Jedna z moich ukochanych.

Nie oddałabym tej książki. Nigdy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz