piątek, 11 października 2013

"Revenge wears Prada" - Lauren Weisberger ("Zemsta ubiera się u Prady")



Gdy na rynku pojawiła się powieść „Diabeł ubiera się u Prady”, podniosły się głosy, że Miranda Priestly to skóra żywcem zdjęta z Anny Wintour – naczelnej amerykańskiego Vogue’a. Nie bez powodu – autorka, tak samo jak bohaterka, była w swoim czasie asystentką diabelskiej pani redaktor. Po wydaniu książki Anna Wintour zaprzeczyła, jakoby znała Lauren Weisberger i zakazała wspominania o niej w biurze. I teraz nadeszła zemsta. Moim zdaniem Weisberger nie poradziła sobie ze zignorowaniem jej osoby przez Annę Wintour i postanowiła napisać kolejną część bestselleru. Tylko, pytam, po co?

Dziesięć lat później Andy wychodzi za mąż za pewnego bogacza, sama założyła z Emily (tak, z tą samą Emily, pierwszą asystentką Mirandy) ekskluzywny magazyn ślubny. Jest w ciąży i zdaje się, że jej życie się układa. Dopóki gdzieś nie spotyka Mirandy i zaczyna panikować. A potem Elias Clark chce wykupić ich magazyn. Mówiąc ściśle – Miranda Priestly chce wykupić ich magazyn.

O ile w „Diable” Andy dawała się lubić i wzbudzała nawet sympatię czytelnika, to w „Zemście” uparcie działa wbrew zdrowemu rozsądkowi, wciąż jest tak samo niedojrzała, a osioł jest bardziej zgodny. Sama nie wie, czego chce. Początkowo książka jest ciekawa, ale im dalej, tym gorzej się ją czyta – bo od razu wiadomo, do czego ona zmierza. I wcale nie jest to pocieszające zakończenie, bo mocno wtórne. A naprawianie błędów z przeszłości jest czasem zwyczajnie głupie. Nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki, więc po diabła próbować? Ale już dawno było dla mnie jasne, że Andy nie posiada czegoś takiego jak rozum. Potrafi się tylko użalać nad sobą i żyje traumami sprzed dziesięciu lat, zamiast zabrać się za siebie.

Czytając „Zemstę” nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to autentyczna próba zemsty autorki na Annie Wintour i tylko w tym celu została napisana ta książka – by się przypomnieć. Moim zdaniem to próba nieudana. Czym owa zemsta w książce jest – nie wiem. Bo Andy nie chce sprzedać magazynu? A może zemstą jest to, że Miranda chce go kupić? Czy po prostu to, że weszła do ich życia na nowo? Nie wiem, ale którakolwiek z tych opcji miałaby być prawdziwa, jest wyjątkowo naciągana i niewarta wspomnienia. Po tej lekturze dochodzę do wniosku, że Weisberger jest dokładnie taka jak jej bohaterka – niedojrzała i szukająca wiatru w polu. U autorki widać urazę – ranę, którą ciągle na nowo rozdrapuje, by zwrócić na siebie uwagę. U bohaterki zaś robienie z siebie ofiary. Może i nią była, ale to ona na końcu kazała się Mirandzie pierdolić (czyżby pobożne życzenie samej autorki?), więc poważnie się zastanawiam, jak bardzo to wszystko jest w kontynuacji naciągane.

Na bohatera nie powinno się patrzeć jak na autora, ale czasem on sam się o to prosi. Tak jest w tym wypadku. „Diabła” bardzo lubię, ale „Zemsta” jest tak słabą książką, że wręcz niewartą czytania. Nie wiem, czy to terapeuta Weisberger kazał jej napisać tę książkę jako element terapii, czy ona sama wpadła na ten pomysł, ale dla świata byłoby lepiej, gdyby zachowała ją dla siebie, a nie prezentowała poczciwym czytelnikom. Jeśli zamierza znęcać się nad Mirandą i pokazywać, jak to Andy się rozwinęła – poległa. Mirandy w książce jest tyle, co kot napłakał, a Andy jest dokładnie taka sama jak dziesięć lat temu.

4 komentarze:

  1. Nie rozumiem dlaczego autorka próbowała wskrzesić tę historię. To się przecież nigdy nie udaje! Aż żal, że czytelnik tak się męczy z książką... Pewnie niemała ilość osób kupi tę szmirę... Eh... A dobre książki leżą na półkach nietknięte.

    OdpowiedzUsuń
  2. Diabeł mi się podobał, potem czytałam jeszcze W pogoni za Harrym Winstonem i to było słabe, ale odprężające, więc zaliczyłam lekturę na niewielki plus, ale Ostatnia noc w Chateau Marmont to był literacki koszmar, dlatego i za Zemstę nie mam zamiaru sie zabierać. Autorka jedzie na jednym schemacie, a z każdą książką robi to coraz bardziej nieudolnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Film mi się bardzo podobał, za to książka już średnio. Powiedzmy szczerze, że nie jest najlepiej napisana. Nie rozumiem po co autorka stworzyła teraz tego odgrzewanego kotleta, ale pieniążki na pewno są wysoko na jej liście ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasem niektórzy nie umieją się powstrzymać ;)

    OdpowiedzUsuń