środa, 9 lipca 2014

"Fartowny pech" - Olga Rudnicka

Podbiła moje serce Nataliami. Na dobrą sprawę od nich zaczęła się moja przygoda z tą młodą polską autorką. Wtedy odkryłam w niej coś niesamowitego i nie potrafię sobie odpuścić. Czytam i koniec. Jej humorystyczne kryminały są klasą samą w sobie, bo najzwyczajniej w świecie bazują na paradoksach i przypadkach, ale przy okazji nie mam wrażenia, że wymyśla rzeczy nie z tej ziemi. Te książki należy czytać na luzie, a nie czepiać się. Tutaj chodzi o dobrą zabawę.

Tym razem mamy dwóch policjantów-niedorajdów Dzianego i Nadzianego. W dodatku do Polski przyjeżdża włoski gangster Gianni, wynajęty przez polskiego mafioza do rozwiązania pewnego problemu. W tym samym czasie jeden z policjantów (ten, który potrafi zepsuć samochód, tylko do niego wsiadając) sam wysyła się na zapomnianą wieś i do rozpadającego się domu, który dostał w spadku, a drugi postanawia zostać detektywem. I tu się zaczyna.

Gianni próbuje rozwiązać sprawę, angażując do tego początkującego detektywa, byłego policjanta, który całkiem przypadkiem jest jego bratem. Okazuje się, że kumpluje się on z policjantem-niedorajdą, który również wmiesza się w sprawę. Przy okazji mamy do czynienia z mafiozem, który uparcie planuje przyszłość Gianniego jako swojego następcy, a dookoła tego czuć smród krowich odchodów, pijanych braci i wyjątkowo charakternych właścicielek gospodarstw agroturystycznych, które dość skutecznie zniechęcają do siebie gości.

Rudnicka opowiada historię o wielu bohaterach, zbiegach okoliczności i zabawnych wypadkach oraz wpadkach. Tej historii nie da się opowiedzieć - ją trzeba przeczytać. Dzieje się tam bardzo dużo, śmieszy tyle samo i aż szkoda odkładać książkę, gdy się skończy, a to niestety następuje. To typowa komedia kryminalna w wykonaniu Rudnickiej. Jeśli czytaliście, wiecie, o czym mówię. Jeśli nie - najwyższa pora to nadrobić!

4 komentarze: