poniedziałek, 21 lipca 2014

"Zagrożeni" - C.J. Daugherty

Recenzja "Wybranych"

Istnieją książki, które mają niezwykły potencjał, wręcz zachwycają, jednak ich kontynuacje są zwyczajnym rozczarowaniem, nawet gdy książka sama w sobie - jako książka, a nie kontynuacja - nie jest taka zła. Jak ocenić taką powieść? Czy traktować ją poprzez jej pierwszy tom, czy może jako osobny tekst? Właśnie te pytania postawiłam sobie po przeczytaniu "Zagrożonych".

Już drugi tom mnie zafascynował mnie tak mocno jak pierwszy, jednak dopiero "Zagrożeni" sprawili, że się nudziłam i z początku (czyli mniej więcej do połowy) traktowałam czytanie tej książki jako karę. Szło mi opornie, powoli. Poważnie się zastanawiałam, jaki jest cel tej serii. Allie na początku znowu ucieka i jest poza szkołą. Zaliczone. Allie po raz kolejny nie wie, co czuje do chłopaka, który niemal ją zgwałcił w pierwszym tomie (syndrom sztokholmski, czy ki diabeł? Jaka nastolatka przeszłaby od traumy do chęci wejścia w związek z niedoszłym oprawcą?). Zaliczone. Allie wciąż lata za swoim byłym. Zaliczone. Nathaniel wciąż bawi się w podchody, a reszta zastanawia się, co będzie dalej. Zaliczone. Nagle wszyscy uczniowie stają się godni zaufania, a nauczyciele nie. I tak dalej, i tak dalej... Nagle książka ze świetnym pomysłem zeszła w stronę autentycznego banału. Dopiero pod koniec pojawiły się emocje, które były żywe i to poprawiło moje zdanie o tej książce. Pomijając te momenty, które były moim zdaniem nielogiczne i naciągane. Papier przyjmie wszystko. A nastolatki jeszcze więcej. Książka się sprzeda i tylko o to chodzi.

Może nie jestem rozczarowana samymi "Zagrożonymi", bo to książka dla młodzieży i rządzi się pewnymi prawami. Jestem natomiast mocno rozczarowana rozwojem serii z ogromnym potencjałem, który powoli się marnuje. A może nawet szybciej niż powoli. Pod tym względem są "Zagrożeni" słabą książką i pozostaje jedynie się obawiać, że kolejny tom wcale nie okaże się lepszy. Intryga się rozwija, bohaterowie prawie wcale (wciąż podziwiam małą genialną Zoe, która jako jedyna nadaje tej książce energii i blasku), a romanse kręcą się w kółko i nic nowego nie wnoszą. Pewne wątki rozpływają się w powietrzu, a inne non stop bezrozwojowo powtarzają. W jednym tomie to do zaakceptowania, ale w trzecim z kolei?

Przykro mi, pani Daugherty, ale rozczarowała mnie pani bardziej niż autorka "Szeptem", którego to czytanie zaprzestałam po trzecim tomie, ale wtedy też nie oczekiwałam cudów.

Chyba się starzeję.

1 komentarz:

  1. Nie czytałam pierwszego tomu, więc po recenzji już raczej nie sięgnę po tę serię. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń